Koinfekcje

Spis treści

Kleszcze mogą przenosić więcej patogenów niż tylko krętki boreliozy należące do różnych szczepów. “Stwierdzono, iż kleszcze są wektorami 130 odmian wirusów, 200 gatunków piroplazm, kilku gatunków filarii, grzybów, 20 gatunków riketsji, 20 gatunków krętków i innych bakterii – można przeczytać na portalu “Choroby odkleszczowe”, który firmowany jest przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny. – Stąd zjawisko istnienia wielu chorób odkleszczowych takich jak: borelioza, kleszczowe zapalenie mózgu (kzm), tularemia, ludzka anaplazomza granulocytarna, babeszjoza (piroplazmoza).”

Nie sposób w związku z tym nie zadać pytań: Ile z tych patogenów poważnie zagraża ludziom? Ile chorób przez nie wywołanych potrafimy prawidłowo zdiagnozować? Ile skutecznie wyleczyć? Jak często dochodzi do zakażeń wieloma patogenami równocześnie?

Jasne jest, że równoczesne zainfekowanie wieloma patogenami może tak obciążyć układ odpornościowy, że praktycznie nie będzie miał szans obronić organizmu przed taką inwazją. Ponadto, taka multiinwazja może znacznie zaciemnić obraz boreliozy, drastycznie zaostrzyć jej przebieg, nastręczyć o wiele więcej trudności w rozpoznaniu, a co za tym idzie dramatycznie utrudnić postawienie trafnej diagnozy. Szczególnie, że wiele z przenoszonych przez kleszcze mikroorganizmów nie jest jeszcze dostatecznie rozpoznanych, a tym bardziej ich wpływ na ludzki organizm. Co więcej, wciąż odkrywane są nowe (np. niedawno odkryto nowy szczep Borrelii).

Obok mikrobów, którymi może nas zainfekować kleszcz, jest jeszcze jeden problem: boreliozie dość często towarzyszą także infekcje wirusowe, grzybicze i zakażenie gatunkami Mykoplazm i Chlamydii, choć niektórzy nie uważają ich za typowe koinfekcje, ale za “oportunistyczne infekcje, które często obserwuje się w boreliozie”. Dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczneniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” stwierdza, na przykład, że “niekoniecznie muszą być przenoszone razem z Borrelią podczas ukąszenia zakażonego kleszcza, raczej mają one charakter oportunistyczny i występują często u chorych na boreliozę – chorobę z Lyme za sprawą supresji układu immunologicznego i zwiększonej podatności tych chorych”.

Czy jednak dla chorego ma aż takie znaczenie, jaką drogą dostał się do jego organizmu mikrob, który pustoszy jego organizm: czy został mu przekazany przez kleszcza razem z Borrelią (choć jest też możliwość, że kleszcz przekazał inne patogeny bez Borrelii), czy też dotarł inną drogą, bo borelioza tak nadwątliła jego układ odpornościowy, że stał się łatwym łupem? Istotne jest raczej, żeby go rozpoznać i skutecznie się go pozbyć. Dlatego poniżej postaramy się zaprezentować i typowe choroby odkleszczowe, i zakażenia oportunistyczne.

Bartonella jest bakterią Gram-ujemną, patogenem przenoszonym m.in. przez kleszcze. Kiedy chory na boreliozę walczy jednocześnie z zakażeniem Bartonellą obraz kliniczny choroby staje się zupełnie inny, a sama choroba jest trudniejsza do rozpoznania. I o wiele trudniejsza do wyleczenia. Często jest tak, że leczenie boreliozy, bez uwzględnienia równoczesnego zakażenia Bartonellą, nie przynosi efektów.

Istnieją różne gatunki Bartonelli, m.in.: Bartonella quintana (wywołująca gorączkę okopową), Bartonella henselae (wywołująca chorobę kociego pazura), Bartonella bacilliformis (wywołująca chorobę Carrióna)…

Niektóre choroby wywołane przez Bartonellę zostały opisane już dawno temu: choroba kociego pazura pod koniec dziewiętnastego wieku, a gorączka okopowa na początku dwudziestego. To, niestety, nie znaczy, że już wiemy wszystko o patogenach je wywołujących. Szczególnie, że podobnie jak Borrelie, są trudne do hodowania w warunkach laboratoryjnych.

Rzecz komplikuje się jeszcze bardziej, ponieważ wszystko wskazuje na to, że szczepy Bartonelli przenoszone przez kleszcze różnią się od tych opisanych wcześniej. Należą, co prawda, do tego samego gatunku, są zbliżone do nich, ale jednak inne. Zatem wciąż niewiele o nich wiemy.

Ale już te fragmenty wiedzy, które udało nam się zdobyć, wymagają poważnego podejścia do nich. Chociażby to, że są to bakterie wewnątrzkomórkowe, czyli wnikają do wnętrza komórek swojego żywiciela i z łatwością się tam zadomawiają, co ułatwia im rozmnażanie. To, rzecz jasna, sprawia, że o wiele trudniej jest się ich pozbyć, bo komórka organizmu, który skolonizowały staje się dla nich swego rodzaju naturalną ochroną. Pojawia się przecież problem, jak usunąć wroga z komórki, nie uszkadzając samej komórki… Nie wszystkie antybiotyki są w stanie poradzić sobie z taką bakterią. Co więcej, Bartonella potrafi, podobnie jak Borrelia, wpływać na osłabienie układu odpornościowego człowieka. To także nie ułatwia walki z nią.

Bartonella ma swoje upodobania – bardzo lubi infekować komórki śródbłonka naczyniowego, czyli te, które tworzą wewnętrzną stronę (wyściółkę) wszystkich naczyń krwionośnych. Tam znajduje pewnie najlepsze warunki do życia. A wiadomo, że naczynia krwionośne są w całym organizmie ludzkim. Bartonella może także skolonizować szpik kostny. To oczywiste więc, że może powodować wielorakie objawy, niekiedy w bardzo szerokim spektrum. 

Na zdjęciu: Bartonella

Bartonella, która przenoszona jest przez kleszcze, może dawać u chorego różne objawy. Dużo zależy od sprawności jego układu odpornościowego. Czasami może być trudne jednoznaczne rozpoznanie czy dany objaw, np. ból głowy, to skutek zakażenia Borrelią, Bartonellą (a może innym odkleszczowym patogenem). Ponieważ testy laboratoryjne z krwi nie są w stanie stuprocentowo odpowiedzieć na to pytanie, lekarz sam musi poradzić sobie z tym na podstawie diagnozy klinicznej i zadecydować, co leczyć i w jakiej kolejności. Jest to o tyle istotne, ponieważ leki pierwszego wyboru stosowane w leczeniu boreliozy nie działają na bartonellozę.

Najwięcej o objawach bartonellozy jako koinfekcji mają do powiedzenia lekarze leczący choroby odkleszczowe. I tak, dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008)” stwierdza, że zakażenie Bartonellą powoduje “objawy z obrębu ośrodkowego układu nerwowego, nieproporcjonalne do objawów ogólnych przewlekłej boreliozy” i wymienia: “pobudzenie, niepokój, bezsenność, a nawet napady drgawek”. Do tego “zaburzenia poznawcze i splątanie”, a także “zapalenie żołądka, ból na dole brzucha (zapalenie węzłów chłonnych krezki), bolesne stopy, szczególnie rano, bolesne guzki podskórne wzdłuż kończyn i czerwone wysypki”, które mogą wyglądać trochę jak rozstępy. Podaje też, że mogą być powiększone węzły chłonne i bolesne gardło.

Natomiast dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” jeszcze bardziej uszczegóławia objawy bartonellozy:

“ – na początku stopniowy rozwój choroby

– objawy z ośrodkowego układu nerwowego (OUN) nieproporcjonalne do tych, z układu mięśniowo-szkieletowego

– drażliwość OUN, w tym: bezwolne ruchy, skurcze, drżenie mięśni, bezsenność, drgawki, pobudzenie

– lęk, znaczne wahania nastroju, wybuchy agresji oraz zachowania aspołeczne; ślady zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych

– bóle głowy odczuwalne jako lodowate igiełki w głowie

– nieżyt żołądka albo bóle brzucha, problemy jelitowe (zespół jelita drażliwego)

– miękkie podskórne guzki wzdłuż kończyn, zwłaszcza na zewnętrznych częściach ud, na goleniach oraz na mięśniu trójgłowym ramienia

– okazjonalna limfadenopatia (nabrzmiałe, powiększone węzły chłonne)

– rozstępy, które są nowe, w innych miejscach niż zwykle; mogą mieć kolor białawy lub też być czerwone, fioletowe

– ból po bokach tułowia oraz od spodniej strony żeber

– ból w podeszwach stóp, bolesność podczas chodzenia rano

– tachykardia (przyspieszone bicie serca)

– fotofobia (nadwrażliwość na światło)

– szybka odpowiedź na leczenie, także szybki nawrót objawów, jeśli leczenie zakończono przedwcześnie.”

Znając te objawy, rozpoznanie bartonellozy i tak może nastręczać trudności, dlatego że niektóre mogą się pokrywać z objawami innych koinfekcji bądź samej boreliozy. Trzeba naprawdę sporego doświadczenia klinicznego, żeby sprostać temu wyzwaniu.

Stephen Buhner w książce z 2005 roku “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia jej koinfekcji” stwierdza, że “W przypadku koinfekcji objawy te są częstsze i w o wiele większym nasileniu”. Przy czym, wymieniając “najczęściej występujące objawy infekcji Bartonellą”, podaje także dane procentowe: “powiększone węzły chłonne (80%), niewielka gorączka (50-70%), złe samopoczucie i zmęczenie (70%), powiększona śledziona (11%), brak łaknienia (15%), bóle głowy (14%), zapalenie gardła (8%), wysypka (5%), zapalenie spojówek (6%), zajęcie ośrodkowego układu nerwowego (2%), bóle mięśni i stawów (zapalenie stawów, torebek stawowych oraz bóle kości”. Dodaje przy tym, że bartonelloza jest wyłaniającą się chorobą, o której wciąż jeszcze niewiele wiemy, więc jej wykrywalność i wyleczalność nadal nie jest zadowalająca.

W związku z tym, że Bartonella jest bakterią, lekiem pierwszego wyboru jest na ogół antybiotyk. Rzecz w tym, że wśród antybiotyków stosowanych na boreliozę nie ma takich, które skutecznie zwalczają również bartonellozę. Borrelia i Bartonella to bakterie, które tak bardzo różnią się od siebie, że wymagają także innych leków, żeby możliwe było skuteczne wyeliminowanie ich z naszego organizmu.

Bartonelloza nie jest jeszcze do końca dostatecznie rozpoznaną chorobą, nie można więc mówić o absolutnej pewności, co do wyleczenia. Oczywiście, lekarze leczący choroby odkleszczowe mają wypracowane schematy terapii, ale temat na pewno nie jest zamknięty i jego dalsze zgłębiane jest niezbędne. Jesteśmy na początku drogi.

Niemniej jednak prawidłowe zdiagnozowanie bartonellozy jest kluczowe. Ma to tym większe znaczenie dla kobiet, które chorują na choroby odkleszczowe, a planują ciążę, ponieważ wysoce prawdopodobne jest, że Bartonella przechodzi przez łożysko (w każdym razie dowodzą tego badania na zwierzętach); innymi słowy, można zarazić własne dziecko bartonellozą jeszcze w życiu płodowym.

Niestety, leczenie bartonellozy może okazać się i długie, i niekiedy niezbyt skuteczne. Czasami rozwiązaniem może stać się antybiotykoterapia połączona z ziołami, a czasami same zioła. Stephen Harrod Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” zaleca m.in. zastosowanie “Rdestu ostrokończystego (Polygonum cuspidatum) dla przeciwdziałania wywołanej przez bakterie angiogenezie, Sadźca przerośniętego (Eupatorium perfoliatum, ang. Boneset) dla pobudzenia odpowiedzi immunologicznej oraz Prusznika amerykańskiego (Ceanothus americanus, ang. Red root) w celu oczyszczenia układu limfatycznego (jeśli zachodzi potrzeba)”. W dalszej kolejności proponuje rozważenie zastosowania Stefanii (Stephania tetrandra). 

Bartonelloza jest problemem, którego lekceważenie może, niestety, spowodować szereg niechcianych konsekwencji. I mimo, że jedną z największych trudności z nią związanych jest wciąż jej słaba wykrywalność (a co za tym idzie niezadowalająca wyleczalność), to nie warto się poddawać. Szczególnie wtedy, kiedy borelioza wydaje się już być przeleczona, a samopoczucie pozostawia wiele do życzenia i część objawów wciąż się utrzymuje. Albo wtedy, kiedy leczenie zupełnie stoi w martwym punkcie.

Oprócz Borrelii, Bartonelli i szeregu innych patogenów, kleszcz może być także nosicielem piroplazm, którymi jest w stanie zainfekować człowieka. Piroplazmy są pierwotniakami. Należy do nich m.in. Babesia, która wywołuje chorobę zwaną babezją (babeszjozą). Kiedyś sądzono, że tylko Babesia microti zakaża ludzi, teraz wiadomo, że takich groźnych piroplazm przenoszonych przez kleszcze jest o wiele więcej, choć nie potrafimy ich jeszcze wszystkich zdiagnozować laboratoryjnie.

Niektórzy porównują Babesie do zarodźców malarii (malaria to także choroba pasożytnicza), które także atakują krwinki czerwone (erytrocyty), choć nie są przenoszone przez kleszcze, ale przez komary.

Skoro wiadomo, że kleszcze przenoszą pierwotniaki, to jasne jest także, że niektóre objawy chorych na boreliozę mogą nie ustąpić po leczeniu boreliozy, ani nawet po równoczesnym podawaniu leków na bartonellozę, ponieważ żaden antybiotyk nie działa na piroplazmy. Eradykacja pierwotniaków wymaga podania zupełnie innej grupy leków. To dlatego niektórzy chorzy na boreliozę nie odczuwają poprawy nawet po długotrwałym leczeniu. To dlatego kluczowe jest prawidłowe zdiagnozowanie koinfekcji i podanie leków na wszystkie z nich.

Problem polega jednak na tym, że “subklinicze zakażenie [Babesią] jest często nierozpoznane, ponieważ objawy są nieprawidłowo przypisywane boreliozie z Lyme” – twierdzi dr. Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008) i informuje także, że “opublikowano badania, z których wynika, że prawie 66 procent chorych na boreliozę z Lyme wykazuje dowody serologiczne koinfekcji Babesią microti”. A Stephen Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” dodaje, że: “Stwierdzono synergiczne, wzajemnie się potęgujące, oddziaływanie krętków boreliozy i Babesii na organizm. DNA krętków występuje bardziej wyraźnie, utrzymuje się dłużej w krwiobiegu, kiedy ma miejsce równoczesna infekcja Babesią”.

Czyli (podobnie, jak w przypadku zakażenia Bartonellą) jeśli chory na boreliozę jest dodatkowo zakażony Babesią, to obraz kliniczny choroby jest o wiele bardziej skomplikowany, objawy są o wiele cięższe, a przebieg choroby gwałtowniejszy. Ponieważ zniszczone na skutek babezji erytrocyty trafiają do krwiobiegu stany zapalne śledziony, wątroby czy nerek nie należą do rzadkości. Na dodatek zakażenie Babesią (podobnie jak Borrelią czy Bartonellą) również wyjątkowo osłabia układ odpornościowy. To także nie ułatwia wyzdrowienia. A jeśli do boreliozy dojdzie równocześnie kilka koinfekcji (co nie jest rzadkością) proces wyzdrowienia może być bardzo wydłużony w czasie i o wiele bardziej skomplikowany niż gdyby chory był zakażony pojedynczymi infekcjami w różnym czasie.

Problem z babezją polega także na tym, że może się ona różnie manifestować. Może przybrać postać umiarkowaną, ale może mieć też piorunujący, zagrażający życiu przebieg, choć dotyczy to głównie chorych z wyjątkowo obniżoną odpornością. Co jednak ważniejsze, babezja jest groźna także dlatego, że w ostatnim czasie potwierdzono przypadek przeniesienia choroby z matki na dziecko w życiu płodowym, o czym informowaliśmy tutaj. Wiadomo także, że chorzy na babezję stanowią zagrożenie jako dawcy krwi.

Prawidłowe zdiagnozowanie piroplazmozy okazuje się zatem być bardzo istotne nie tylko ze względu na odzyskanie zdrowia przez konkretnego pacjenta, ale także ze względu na szeroko pojęty interes społeczny.

Na zdjęciu: Babesia

Objawy zakażenia organizmu Babesią mogą, niestety, nastręczyć sporo problemów z ich prawidłowym rozpoznaniem. Nie dość, że można je pomylić z objawami boreliozy, to na dodatek mogą przybrać formę umiarkowaną, czyli nie manifestować się znacząco albo – na ogół u osób z obniżoną odpornością – mogą nawet zagrozić życiu.

Podobnie, jak w przypadku boreliozy i bartonellozy, ostatecznie to lekarz decyduje o postawieniu diagnozy zakażenia Babesią, bo testy z krwi mogą także w tym przypadku okazać się nieskuteczne. Zobaczmy, zatem, na jakie objawy zwraca się uwagę w literaturze. Na przykład dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008)” stwierdza, że na równoczesne zakażenie Babesią chorego na boreliozę może wskazywać “ostry początek choroby – pacjenci często przypominają sobie wysoką gorączkę i dreszcze”. Po jakimś czasie pojawiają się kolejne objawy: “nocne poty, głód tlenowy, sporadycznie kaszel, przetrwałe migrenowe bóle głowy, niewyraźne poczucie zaburzenia równowagi bez prawdziwych zawrotów głowy, encefalopatia i zmęczenie”. Przy czym dr Burrascano zwraca też uwagę na możliwą “piorunującą postać” u pacjentów “z immunosupresją, szczególnie gdy są pozbawieni śledziony i w podeszłym wieku”, która może być nawet śmiertelna. Objawy w tym przypadku to “wysoka gorączka, nasilone dreszcze i hemoliza”.

Listę objawów babezji uzupełniają te podane przez dr Nicolę McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”:

“- nocne poty, czasem też poty w ciągu dnia

– krótki oddech, duszność, nasilone ziewanie

– suchy, przewlekły kaszel

– uczucie pełnego gardła, trudności w przełykaniu,

– silne bóle głowy – tępe, obejmujące całą głowę, uczucie ściskania w imadle

– zawroty głowy, oszołomienie

– naczyniaki włosowate [ang. capilary angiomas – przyp. tłum.] szczególnie na piersiach

– zapalenia naczyń krwionośnych (zaczerwieniona skóra z białymi plamami)

– rozregulowanie hormonalne

– łatwo pojawiające się sińce

– objawy pieczenia

– objawy dotyczące głowy/zębów/nosa/szczęki

– paraliż Bella

– nudności

– dzwonienie w uszach

– niewyraźne widzenie

– żywe, gwałtowne w swej naturze sny, koszmary senne

– zaczerwienienie twarzy

– pogorszenie co 4-6 dni

– brak odpowiedzi na leczenie boreliozy – choroby z Lyme

– uczucie otępienia, odurzenia, katastrofizm”.

Lista jest imponująca, co nie oznacza, rzecz jasna, że wszystkie objawy u każdego zainfekowanego Babesią muszą się pojawić. Pewne jest jednak, że w przypadku równoczesnego zakażenia Borrelią i Babesią objawy mogą się zaostrzyć, a przebieg choroby może być gwałtowniejszy, a co za tym idzie, o wiele trudniejszy może być powrót do zdrowia, choć nie niemożliwy.

Na podobne objawy babezji zwraca również uwagę Stephen Harrod Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji”, przy czym – co ciekawe – wymienia także “brak łaknienia (anoreksja)”.

Leczenie babezji, czyli zakażenia organizmu pasożytniczym pierwotniakiem Babesia, zakłada podawanie zupełnie innych leków niż w przypadku boreliozy czy bartonellozy. Różnice, co oczywiste, wynikają z tego, że Bartonella i Borelia są bakteriami, a Babesia pierwotniakiem. W związku z tym, że Babesie porównywane są do zarodźców malarii, pierwotnie lecząc piroplazmozę u ludzi, stosowano chininę (wykorzystywaną wcześniej także do leczenia malarii) w połączeniu z jednym z antybiotyków. Taki zestaw stosowany był niemalże do końca lat 90. ubiegłego wieku. Niestety, z jednej strony powodował bardzo niebezpieczne i częste skutki uboczne, z drugiej – jego skuteczność nie była zbyt wysoka. Niektórzy twierdzą, że tylko połowa chorych odczuwała ulgę.

Dziś stosuje się leki nowszej generacji, które co prawda powodują o wiele mniej skutków ubocznych, ale nadal wyleczenie babezji nie jest proste i niestety nie można pochwalić się stuprocentową skutecznością. Dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI)” stwierdza, że “występują wznowy i czasami potrzebne jest ponowne leczenie”. A dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” dodaje: “Chcąc wyleczyć przewlekłą babezję, potrzebne jest co najmniej 4-6 miesięcy leczenia. Często konieczne jest zastosowanie kilku leków, ponieważ infekcja jest trudna do eradykacji. Babesia duncani może okazać się bardziej agresywna i bardziej oporna na leczenie niż Babesia microti”.

Mamy zatem kolejny patogen, którym mógł zarazić nas kleszcz razem np. z Borrelią czy Bartonellą, który wymaga nie dość, że prawidłowej diagnozy (która jest bardzo kłopotliwa), to jeszcze długiej i skomplikowanej terapii, żeby móc powiedzieć o całkowitym powrocie do zdrowia. Co więcej, Stephen Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” zwraca uwagę, że leczenie powinno się zacząć właśnie od leczenia babezji, bo to “pozwala zazwyczaj uzyskać lepsze wyniki w leczeniu boreliozy”. To dlatego jej prawidłowe zdiagnozowanie może okazać się kluczowe.

A skoro już mowa o Buhnerze, to proponuje on w swojej książce własny schemat naturalnego leczenia babezji, którego podstawą jest Bylica roczna (Artemisia annua), o której też wspomina dr Burrascano w “Uwagach diagnostycznych…”. A właściwie chodzi o jeden ze składników Bylicy rocznej – artemizyninę. Można go łączyć z antybiotykami i lekami chemicznymi stosowanymi w przypadku zakażenia Babesią bądź z pozostałymi ziołami proponowanymi przez Buhnera na babezję: Prusznikiem amerykańskim (Ceanothus americanus, ang. Red root) oraz Sadźcem przerośniętym (Eupatorium perfoliatum, ang. Boneset). 

Warto też wspomnieć, że na skuteczność artemizyniny w leczeniu koinfekcji Babesią zwrócił uwagę dr Quin Cai Zhang z Nowego Jorku, polecając ją swoim pacjentom chorym na boreliozę. Jak pisze Buhner w swojej książce, dopiero “późniejsze badania in vitro (oraz znaczące sukcesy w leczeniu) potwierdziły wysoką skuteczność tej rośliny”.

Biorąc pod uwagę informację zamieszczoną na portalu “Choroby odkleszczowe”, firmowanym przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, że “kleszcze są wektorami 130 odmian wirusów, 200 gatunków piroplazm, kilku gatunków filarii, grzybów, 20 gatunków riketsji, 20 gatunków krętków i innych bakterii” wydaje się, że warto brać pod uwagę różne możliwe kombinacje zakażeń. Nawet, jeśli nie wszystkie patogeny jeszcze wystarczająco poznaliśmy, a także nie do końca wiemy, jaki mają wpływ na nasze zdrowie.

Co więcej, dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008) stwierdza, że jest przekonany, iż “w miarę upływu czasu będziemy znajdować coraz więcej patogenów”. I rzeczywiście tak się dzieje. W ostatnim czasie (na przełomie wieków XX i XXI) w Europie ulepszone metody badawcze pozwoliły, na przykład, na odkrycie kolejnych gatunków Riketsji, również takich, które przenoszone są przez kleszcze (także przez te kleszcze, które występują w Polsce). To spowodowało nawet wymuszenie koniecznych zmian w systematyce (do jednej z rodzin należącej do rzędu Rickettsiales zalicza się także np. Ehrlichię i Bartonellę, które również są przenoszone przez kleszcze i wywołują koinfekcje).

Riketsje to bakterie Gram-ujemne w kształcie pałeczek. Podobnie jak Bartonella, są wewnątrzkomórkowe, czyli jako pasożyt wnikają do wnętrza komórek swojego żywiciela, żeby się tam rozmnażać. To, rzecz jasna, sprawia, że o wiele trudniej jest się ich pozbyć, bo komórka organizmu, który skolonizowały staje się dla nich swego rodzaju naturalną ochroną. Pojawia się przecież problem, jak usunąć wroga z komórki, nie uszkadzając samej komórki.

Riketsje, w zależności od gatunków, mogą wywołać przeróżne – niekiedy bardzo groźne – choroby. Jedną z najbardziej znanych jest np. tyfus plamisty wywołany przez Rickettsia prowazekii. Ale mogą wywoływać także różnego rodzaju gorączki, dury czy wysypki.

O tych Riketsjach, które przenoszone są przez kleszcze, nie wiemy jeszcze wystarczająco dużo. Wiedza o wpływie tych mikrobów na nasze zdrowie nie jest zadowalająca. Choroby przez nie wywołane, to nadal wyłaniający się problem. Niestety, badań nad nimi nie ułatwia fakt, że Riketsji nie da się wyhodować laboratoryjnie, nie chcą rosnąć na żadnych stosowanych w laboratoriach podłożach dla bakterii. A to praktycznie uniemożliwia pobranie ich w jakiś sposób od chorych czy od kleszczy i badania in vitro nad nimi.

Mimo to, biorąc pod uwagę diagnozowanie chorób odkleszczowych, błędem mogłoby okazać się pominięcie ewentualnej riketsjozy. Szczególnie, kiedy nie widać satysfakcjonujących efektów leczenia boreliozy, a inne koinfekcje są wykluczone. Tym bardziej, że w Polsce znaleziono Riketsje w kleszczach (w tym gatunki: Rickettsia slovaca, Rickettsia raoultii, Rickettsia helvetica), które mogą wywołać, m.in. rodzaj gorączki plamistej czy wysypki. Odnotowano także potwierdzone zachorowania.

Na zdjęciu: Rickettsia

Chcąc ustalić, jakie objawy mogą powodować Riketsje przenoszone przez kleszcze, możemy napotkać kilka problemów. Pierwszy, że objawy mogą być różne w zależności od gatunku Riketsji; drugi, że manifestacja objawów zależy od układu odpornościowego chorego (jego stanu); trzeci, że diagnoza boreliozy i koinfekcji opiera się na obrazie klinicznym, a objawy różnych koinfekcji i boreliozy niekiedy mogą się ze sobą pokrywać, więc utrudnione jest rozpoznanie, który patogen odpowiada za dany objaw.

Niemniej jednak, na przykład, dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” pisze, że “istnieje również kilka wskazówek, które pomagają określić, które z koinfekcji są obecne u pacjenta”. I w związku z zakażeniem Riketsją, wymienia:

“ – gorączka, dreszcze

– bóle głowy

– splątanie

– obolałe mięśnie

– objawy żołądkowo-jelitowe

– opuchnięcie węzłów chłonnych

– uczucie rozbicia”.

Wynika z tego, że kiedy wykluczy się inne koinfekcje, to przy gorączkach niewiadomego pochodzenia, powiększonych węzłach chłonnych warto brać pod uwagę Riketsje. Niekiedy wskazuje się także na wysypki, czasami swędzące, czasami plamiste, czasami grudkowate, a nawet na zapalenie osierdzia.

Niektóre z objawów zakażenia Riketsją mogą do złudzenia przypominać objawy boreliozy, m.in.: ból mięśni, sztywność szyjnego odcinka kręgosłupa czy światłowstręt. Co więcej, te objawy mogą się dość długo utrzymywać (niekiedy miesiącami), choć podobno zakażenie Riketsją może także przebiegać bezobjawowo.

Możliwości jest więc sporo, spektrum objawów bardzo szerokie, dlatego potrzeba niezwykle doświadczonego klinicysty, żeby potrafił postawić trafną diagnozę. A prawidłowe rozpoznanie koinfekcji, to jedno z najważniejszych i najtrudniejszych zadań stojących przed lekarzami leczącymi choroby odkleszczowe. Szczególnie, że jak pisze dr McFadzean we wspomnianej już książce: “Wiarygodne potwierdzenie laboratoryjne w przypadku większości koinfekcji stanowi nie lada wyzwanie – występuje wiele wyników fałszywie negatywnych, nie są one zatem zawsze rozstrzygające”. I dodaje: “W przypadku koinfekcji, tak jak i w przypadku Borrelii, diagnozę opierać należy przede wszystkim na obrazie objawów”.

  

Zdjęcie ilustracyjne

Riketsja jest bakterią, żeby ją zwalczyć niezbędne jest zatem podanie choremu leków działających przeciwbakteryjnie. Na ogół są to antybiotyki i to takie, które działają na bakterie wewnątrzkomórkowe. Dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” stwierdza jednak, że “czasami w równoczesnym leczeniu koinfekcji użyteczna może być kombinacja antybiotyków oraz ziołowych preparatów przeciwbakteryjnych”.

Riketsjoza, spowodowana różnymi gatunkami Riketsji przenoszonymi przez kleszcze, wciąż nie jest dostatecznie rozpoznaną chorobą. Dlatego wydaje się także, że nie może być stuprocentowej pewności, co do sposobów jej leczenia. Niemniej jednak na ogół stosuje się antybiotyki podobne, jak w przypadku Bartonelli, Ehrlichii, Anaplasmy. W każdym razie tak można wyczytać we wspomnianej już publikacji dr McFadzean, która wymienia “Rifampicynę, Lewofloksacynę i Biseptol (Bactrim)” jako “leki przeciwko Bartonelli, Ehrlichii, Anaplasmie i Rickettsii”.

Jeżeli ten trop jest właściwy, jeśli chodzi o antybiotyki, to być może podobnie rzecz się ma, jeśli chodzi o zioła (preparaty roślinne). Choć, oczywiście, antybiotyki mogą mieć szerokie spektrum działania, działają też inaczej niż preparaty roślinne, więc przełożenie na zioła może nie być takie oczywiste. Niemniej jednak można spróbować przyglądnąć się ziołom proponowanym na bartonellozę czy ehrlichiozę… I tak, np. Stephen Harrod Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” w przypadku np. bartonellozy proponuje m.in. zastosowanie Sadźca przerośniętego (Eupatorium perfoliatum, ang. Boneset) dla pobudzenia odpowiedzi immunologicznej oraz Prusznika amerykańskiego (Ceanothus americanus, ang. Red root), który radzi sobie dobrze z układem limfatycznym. Można też zastanowić się nad Zimowitem jesiennym (Colchicum autumnale), którego (jak pisze Buhner we wspomnianej wyżej publikacji) “działanie przeciwbakteryjne wykorzystywane [jest] do zwalczania koinfekcji Ehrlichią”.

Jedno jest pewne, przy tego typu zakażeniach bardzo ważną rolę odgrywa właśnie wzmacnianie układu odpornościowego, likwidacja stanów zapalnych, a w końcu eradykacja bakterii. I bez względu na to, czy będą to antybiotyki, zioła czy równoczesne stosowanie i tego, i tego, to odpowiednie leczenie riketsjozy ma ogromne znaczenie, ponieważ (jak pisze dr McFadzean w wspomnianej już książce) “wielu badaczy wysuwa obecnie hipotezę, że niektóre koinfekcje działają ochronnie w stosunku do Borrelii, stąd leczenie boreliozy – choroby z Lyme może być nieskuteczne lub przynosić znikomą poprawę, jeśli nie włączy się leczenia koinfekcji”.

Choć czasami wydaje się to aż nie do wiary, ale kleszcz naprawdę może w swoim niewielkim organizmie nosić dziesiątki najprzeróżniejszych patogenów, którymi może się z nami podzielić podczas ukąszenia. Borrelia, BartonellaBabesia, o których już wspominaliśmy, to (niestety) wierzchołek góry lodowej. Kleszcz może nam także zafundować wiele, wiele innych mikrobów, w tym także bakterie z rodzaju Anaplasma i Ehrlichia.

Anaplasma phagocytophilum (dawniej zwana Ehrlichia phagocytophila), to Gram-ujemna bakteria, która wywołuje ludzką anaplazmozę granulocytarną, dawniej zwaną ludzką ehrlichiozą granulocytarną (Human Granulocytic Ehrlichiosis – HGE). Podobną chorobę –  ludzką ehrlichiozę monocytarną (Human Monocytic Ehrlichiosis – HME) – wywołuje bakteria Ehrlichia chaffeensis. Obie choroby mają podobny przebieg i wymagają podobnego leczenia.

Anaplasmy czy Ehrlichie atakują na ogół leukocyty. Nazwy chorób pochodzą właśnie od nazw leukocytów, które infekują (monocyty, granulocyty). Choroby przez nie wywołane mogą mieć postać łagodną, ale istnieje ryzyko, że przy niskiej odporności będą miały piorunujący przebieg. Bywa, że nawet zagrażający życiu.

Wiadomo, że są także inne gatunki Anaplasm i Ehrlichii, które mogą być również groźne dla ludzi. Szczególnie tych, którzy z różnych względów mają obniżoną odporność. Ale prawda jest również taka, że wciąż za mało o tym wiemy. Ludzka anaplazmoza granulocytarna, podobnie, jak ludzka ehrlichioza monocytarna, zostały opisane w literaturze naukowej dopiero na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, a to (szczególnie z punktu widzenia badań naukowych) bardzo niedawno.

Poza wszelką wątpliwością, już teraz jednak wiadomo, że jednoczesne zakażenie Borrelią i Anaplasmą czy Ehrlichią nasila objawy i utrudnia leczenie. Wiadomo, że symptomy są o wiele poważniejsze niż w przypadku zakażenia każdą z bakterii z osobna. “Badania na myszach i szczurach – informuje Stephen Harrod Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” – wykazały w warunkach koinfekcji Ehrlichią i Borrelią zmienioną odpowiedź immunologiczną, większe negatywne oddziaływanie patogenów na organizm, ponadto wystąpiło bardzo znaczne zaostrzenie objawów zapalenia stawów”.

Wiadomo także, że liczba zakażeń mikrobami z gatunków Anaplasma i Ehrlichia stale wzrasta, więc są to wciąż “wyłaniające się” choroby, które wymagają wnikliwych badań.

Na zdjęciu: Ehrlichia chaffeensis infekująca limfocyty

Anaplazmoza i ehrlichlioza mogą przebiegać łagodnie bądź naprawdę piorunująco. Wszystko zależy od tego, w jakiej kondycji jest chory, w jakim stanie jest jego układ odpornościowy i z iloma patogenami musi sobie radzić równocześnie. To dlatego objawy mogą być różne i niekiedy nawet najbardziej doświadczony lekarz może mieć trudności, żeby odróżnić je od objawów boreliozy. Niestety, tak jak w przypadku innych koinfekcji, także tutaj testy z krwi nie są w stanie stuprocentowo potwierdzić bądź wykluczyć zakażenia i lekarz sam musi poradzić sobie z próbą klinicznej diagnozy.

Dlatego najlepiej będzie, jeśli oddamy głos doświadczonym klinicystom. I tak, dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008)” pisze, że “przetrwała leukopenia jest ważną wskazówką” i że nie powinny być ignorowane “trombocytopenia i podwyższone enzymy wątrobowe, powszechne w ostrym zakażeniu, a rzadziej widoczne u przewlekle zainfekowanych”. Wspomina także o “bólach głowy, mięśni i stałym zmęczeniu”, ale dodaje równocześnie, że są “skrajnie trudne do odróżnienia od objawów wywołanych przez Borrelię”. Czasami widoczna jest także “naczyniowa wysypka w tym stóp i dłoni (mniej niż u 10% pacjentów)”.

Natomiast dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” podaje następujące objawy zakażenia Ehrlichią, Anaplasmą:

“- szybki początkowy rozwój choroby

– bóle głowy – ostre, przypominające uderzenia nożem, często w obszarze za oczami

– bóle mięśni, ale nie stawów, mogą być łagodne albo silne

– objawy neurologiczne – zaburzenia drgawkowe, przeszywające bóle

– bóle ścięgien

– bóle w prawym górnym kwadracie brzusznym

– niskie miana krwinek białych, podniesione enzymy wątrobowe

– szybka reakcja na leczenie”.

Nieco szczegółowiej anaplazmozę i ehrlichiozę prezentuje Stephen Harrod Buhner w książce z 2005 roku “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji”. Pisze mianowicie, że “objawy mogą obejmować: gorączkę (90%), ból głowy (85%), bóle mięśni (70%), bóle stawów (70%), złe samopoczucie (70%), trombocytopenię (68%), leukopenię (60%), hiponatremię – niedobór sodu (40%), nudności (40%), wymioty (40%), powiększenie wątroby i śledziony (30%), zaburzenia umysłowe (20%), wysypkę skórną (10%), światłowstręt, brak łaknienia, szmery skurczowe serca, zapalenie spojówek, czerwony brodawkowaty język, zapalenie gardła, wrzody w okolicy narządów płciowych lub jamy ustnej oraz nienormalny chód”. Zważywszy na tę dość obszerną wcale niespecyficzną listę objawów, nic dziwnego, że dodaje, iż “rozpoznanie może nastręczać wiele trudności, jeśli lekarz nie jest zaznajomiony z chorobą”.

Zdjęcie ilustracyjne

Anaplasma i Ehrlichia, to bakterie, więc lekiem pierwszego wyboru jest na ogół antybiotyk, ponieważ jest w stanie zwalczać infekcje bakteryjne. Dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008)” pisze, że “potencjalna transmisja Ehrlichii podczas ukąszenia kleszcza jest głównym powodem tego, że doksycyklina jest obecnie pierwszym lekiem z wyboru w takich przypadkach i w przypadkach wczesnej boreliozy z Lyme, zanim serologia może stać się dodatnia”.

Niestety, (o czym wspomina także dr Burrascano) w literaturze przedmiotu można znaleźć doniesienia o przypadkach niepowodzenia antybiotykoterapii “nawet, gdy była prowadzona długo i przy użyciu wyższych dawek”.

Czasami, zatem, leczenie tych chorób może wymagać cierpliwości i miesięcy oczekiwania na poprawę. A w związku z tym, że i anaplazmoza, i ehrlichioza wymagają dalszych badań (nie wszystko jeszcze na ich temat wiemy) może się okazać, że odkrycie skutecznych sposobów ich eradykacji także jest jeszcze przed nami.

Nie zmienia to jednak faktu, że ich prawidłowe zdiagnozowanie i próby podjęcia leczenia są bardzo istotne. Z pomocą mogą przyjść także zioła, które można połączyć z antybiotykami lub stosować same. Na przykład, Stephen Harrod Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji”, w przypadku anaplazmozy i ehrlichiozy, zaleca stosowanie nalewki z Zimowita jesiennego (Colchicum autumnale) oraz Traganka błoniastego (Astragalus membranaceous).

Informuje przy tym, że koinfekcja Ehrlichią “nasila hamowanie wytwarzania w śledzionie interleukiny 2 (IL-2), przyczynia się do zwiększenia produkcji interleukiny 4 (IL-4) oraz do zmniejszenia produkcji interferonu gamma (INF-gamma), a także, iż “stwierdzono dużą wrażliwość Ehrlichlii na zmiany poziomu interferonu gamma w organizmie”, a “najlepszym lekiem ziołowym pobudzającym wytwarzanie interferonu gamma jest Traganek błoniasty (Astragalus)”. Z tym tylko zastrzeżeniem skądinąd, że Traganek nie powinien być stosowany w przypadku późnej boreliozy. Dla wyjaśnienia dodamy tylko, że – najogólniej rzecz ujmując (nie wdając się w szczegóły) – interleukiny i interferon gamma to mikroelementy odpowiedzialne za prawidłowe funkcjonowanie naszego układu odpornościowego, zatem wszystko co zaburza ich równowagę czy negatywnie wpływa na ich ilość, osłabia naturalne siły obronne naszego organizmu.

Bywa, że wśród patogenów, które atakują chorych na boreliozę pojawia się także Yersinia. Niektórzy wskazują na prawdopodobieństwo przenoszenia Yersinii przez kleszcze. Wspomina o tym, na przykład na stronie internetowej własnej praktyki dr hab. nauk medycznych Tomasz Wielkoszyński w tekście „Zakażenia pałeczkami Yersinia”, pisząc: „Nie można również wykluczyć zakażenia na drodze ukąszenia przez kleszcza, podobnie jak dzieje się to w przypadku tularemii i brucelozy”. Zakażenie Yersinią jako koinfekcja wymienione jest także w publikacji Stowarzyszenia Chorych na Boreliozę, pod redakcją dra Artura Klimaszewskiego, „Borelioza i współinfekcje. FAQ (Frequently Asked Questions) czyli Najczęściej Zadawane Pytania”: „w miarę możliwości warto również wykonać testy na inne koinfekcje odkleszczowe: mykoplazmy, jersinię i anaplasmę (Ehrlichię)”. W związku z tym wydaje się, że warto przyjrzeć się bliżej temu mikrobowi.

Yersinia jest bakterią Gram-ujemną. Pałeczką. Podobnie, jak w przypadku innych bakterii, znane są różne jej gatunki. W tej chwili dwanaście, z tym, że dla człowieka niebezpieczne są trzy: Yersinia pestis, która wywołuje dżumę, Yersinia pseudotuberculosis wywołująca rodencjozę oraz Yersinia enterocolitica, która odpowiedzialna jest właśnie za jersiniozę.

Yersinia enterocolitica atakuje na ogół układ pokarmowy i mówiąc o niej, zwykle jako źródło zakażenia wskazuje się surowe bądź niedogotowane mięso (najczęściej wieprzowinę) bądź zakażone mleko. Czasami wspomina się także o wodzie z przydomowych studni. Co więcej, bakteria z powodzeniem znosi niskie temperatury, więc przechowywanie żywności w lodówce nie jest żadną barierą dla jej rozwoju. Można się także zarazić poprzez transfuzję krwi (przy czym można być nosicielem i nie mieć o tym pojęcia).

Dr Tomasz Wielkoszyński we wspomnianej już publikacji pisze, że „w roku 2007 zarejestrowano w Polsce 243 przypadki jersiniozy (w tym 54 przypadki jersiniozy pozajelitowej)”. Z tego by wynikało, że to bardzo rzadka choroba. Jednak zaraz dr Wielkoszyński dodaje, że to „obrazuje raczej niewielką rozpoznawalność (zgłaszalność) tego zakażenia niż jego małe rozpowszechnienie”. I to wydaje się o wiele bardziej prawdopodobne, bo jersiniozę z łatwością można pomylić ze zwykłym zatruciem pokarmowym czy nieżytem jelitowym (jeśli nie ma zbyt gwałtownego przebiegu ani powikłań). A takie przypadki na ogół nie są diagnozowane laboratoryjnie, często nawet chory nie trafia z nimi do lekarza. Innymi słowy, na ogół nie robi się w takich przypadkach badań kału czy krwi, żeby sprawdzić, jaki patogen je wywołał. Trudno więc o wiarę w prawdziwość tych liczb. Poważny problem może jednak pojawić się później, już po ustąpieniu biegunki, bo jersinioza, niestety, może pozostawić po sobie trwały ślad. Niektórzy bowiem zwracają uwagę na powiązanie Yersini z chorobami autoimmunologicznymi (np. Hashimoto).

Biorąc pod uwagę wszystkie te informacje, a także problemy z układem odpornościowym chorych na boreliozę, wzięcie pod uwagę zakażenia Yersinią wydaje się być rozsądnym posunięciem. Wiadomo bowiem, że pominięcie w diagnostyce, a później w leczeniu, jakiejkolwiek koinfekcji może zniweczyć szansę na wyleczenie.

Na zdjęciu: Yersinia enterocolitica

Podobnie jak w przypadku wielu innych zakażeń, objawy infekcji Yersinią zależą od odporności organizmu, ogólnego stanu chorego i innych współistniejących zakażeń. Wiek pacjenta ma także znaczenie. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, objawy mogą wyglądać naprawdę przeróżnie.

Wydaje się, że najczęściej jersinioza przybiera jednak postać jelitową, to znaczy manifestuje się biegunką, bólem brzucha, gorączką. Czyli jest podobna do zatrucia pokarmowego czy dość popularnego nieżytu wirusowego (potocznie zwanego jelitówką). Czasami jednak objawy są bardzo uporczywe, niekiedy długotrwałe. Bywa, że mylone są z zapaleniem wyrostka robaczkowego, na ogół wówczas, gdy ból umiejscawia się głównie po prawej stronie brzucha.

Jest jednak możliwy także inny przebieg zakażenia Yersinią. Jersinioza wcale nie musi zamanifestować się objawami ze strony układu pokarmowego. Może zamanifestować się także pozajelitowo, na przykład jako zapalenie płuc, opon mózgowo-rdzeniowych czy nawet szpiku… Możliwości jest naprawdę sporo, dlatego jej rozpoznanie wcale nie musi być takie oczywiste.

„Do objawów często towarzyszących jersiniozie – informuje dr hab. nauk medycznych Tomasz Wielkoszyński w tekście „Zakażenie pałeczkami Yersinia” zamieszczonym na stronie internetowej własnej praktyki – należy reaktywne zapalenie stawów oraz rumień guzowaty zlokalizowany na wyprostnych częściach kończyn. Objawy te pojawiają się po kilku tygodniach od zakażenia. (…) Zapalenia te często dotyczą dużych stawów (kolanowe, biodrowe, barkowe, łokciowe), przy czym mogą one dotyczyć pojedynczego stawu lub wielu stawów. Szacuje się, że powikłania te dotyczą około 10-30% zakażonych. Opisywano również przypadki zespołu Reitera (zapalenia tęczówki oka, spojówek, zapalenie cewki moczowej i objawy stawowe i jelitowe) oraz związek zakażenia pałeczkami Yersinia z rozwojem innych chorób z autoagresji (np. choroby Hashimoto)”.

Dr nauk medycznych Magdalena Rogalska w tekście „Jersinioza” zamieszczonym na portalu Choroby Zakaźne wspomina także o innym obrazie klinicznym jersiniozy, pisząc: „Znacznie rzadziej u osób predysponowanych genetycznie może rozwinąć się zapalenie mięśnia sercowego lub kłębuszkowe zapalenie nerek”.

U części chorych, szczególnie tych z obniżoną odpornością, Yersinia może nawet wywołać posocznicę (sepsę).

W literaturze można także znaleźć informacje na przykład o ropnym zapaleniu narządów wewnętrznych spowodowanych zakażeniem Yersinią. Choć najbardziej brzemienną w skutki zda się możliwość wywołania chorób z autoagresji. Kiedy wydaje się, że organizm już uporał się z bakterią, ślad pozostawiony w układzie odpornościowym może może być niezwykle trwały. I destrukcyjny. Yersinia może tak rozregulować układ odpornościowy, tak nim zachwiać, że organizm zacznie postrzegać własne tkanki jak obce i zwalczać je.

I mimo iż zakażenie Yersinią może nie dawać też żadnych objawów – o czym wspomina, na przykład, dr Magdalena Rogalska we wspomnianym już tekście, pisząc, że „możliwe jest również bezobjawowe nosicielstwo Yersinia enterocolitica” – biorąc pod uwagę infekcje, które mogą współistnieć z boreliozą, warto wziąć pod uwagę także jersiniozę.

Leczenie jersiniozy, co oczywiste, w dużej mierze zależy od tego, w jaki sposób choroba się zamanifestuje. Jaką przybierze postać. Innymi słowy, wybór leczenia zależy od objawów i ich nasilenia. A wiedząc, że zróżnicowanie kliniczne objawów jersiniozy jest naprawdę ogromne, wręcz skrajne, leczenie także może przybierać różne schematy.

W związku jednak z tym, że Yersinia jest bakterią, oczywiste jest, że lekiem pierwszego wyboru będzie antybiotyk. Przy czym dr hab. nauk medycznych Tomasz Wielkoszyński, w tekście „Zakażenie pałeczkami Yersinia” zamieszczonym na stronie internetowej własnej praktyki, zwraca uwagę na jeden bardzo istotny szczegół: „Pamiętać należy, że jersinie, podobnie jak i pozostałe pałeczki jelitowe, posiadają intensywnie rozwinięte mechanizmy nabywania odporności na antybiotyki i skuteczne w ich eradykacji może być dopiero łączne (jednoczesne) zastosowanie dwóch antybiotyków o odmiennych mechanizmach działania (np. aminoglikozyd + cefalosporyna III generacji)”.

Wygląda więc na to, że wyleczenie ciężkiej postaci jerisniozy może nie być takie proste. Przewlekła postać choroby, rozsiana poza jelita, wymagać może czasami bardzo agresywnego i bardzo długiego leczenia. Niekiedy szpitalnego.

A co z jersiniozą objawiającą się „tylko” zaburzeniami jelitowymi? Na ogół w literaturze nie zaleca się podawania wówczas antybiotyków, ale jedynie działania mające na celu złagodzenie objawów. Czyli podawanie leków przeciwgorączkowych, przeciwzapalnych, nawadnianie… Wydaje się to jednak zbytnim optymizmem (żeby nie użyć mocniejszego słowa: zaniechaniem). Szczególnie w przypadku chorych na boreliozę, którzy mają zaburzenia układu odpornościowego, takie postępowanie nie wydaje się słuszne. Na pewno w ich przypadku zalecana jest o wiele większa ostrożność i zapewne dobry klinicysta, który zna mechanizmy działania boreliozy i koinfekcji nie pozostawiłby tego zakażenia bez odpowiedniego zabezpieczenia lekami. Może ono przybrać naprawdę poważną, uciążliwą, przewlekłą postać, z którą może być trudno sobie poradzić.

Niestety, w przypadku chorych na boreliozę zaburzenia jelitowe mogą nie być rozpoznane jako jersinioza, ale jako właśnie objaw boreliozy czy skutek uboczny stosowanych leków. Co więcej, także inne, pozajelitowe, manifestacje zakażenia Yersinią również mogą być błędnie uznane za objawy boreliozy lub innych koinfekcji. Prawidłowej diagnozy nie ułatwia też fakt, że wykrycie bakterii w kale lub we krwi wcale nie jest takie proste, bo pozostają tam bardzo krótko po zakażeniu. Tym większego znaczenia (szczególnie w początkowej fazie) nabiera diagnoza kliniczna, od trafności której zależeć może decyzja o prawidłowej terapii. A w konsekwencji zdrowie pacjenta.

Jeśli chodzi o stosowanie ziół w przypadku jersiniozy nie jest wykluczone, że podstawowy schemat naturalnego leczenia boreliozy według Stephena Harroda Buhnera może być także skuteczny w przypadku zakażenia Yersinią. Choć sam Buhner o tym nie wspomina w książce „Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby leczenia boreliozy i jej koinfekcji”, gdzie zaprezentował ów schemat i opisał trzy podstawowe koinfekcje. Niemniej jednak, zważywszy także na bakteriobójcze właściwości ziół wchodzących w skład tego schematu leczenia, jest to wielce prawdopodobne.

Niektórzy wskazują także na olejek oregano w walce z Yersinią, ale w tym przypadku warto mieć na uwadze ostrzeżenie fitoterapeuty Pawła Feknera, który w wywiadzie dla nas powiedział: „Olejki eteryczne są bardzo skuteczną alternatywą bądź uzupełnieniem antybiotykoterapii. Ich wewnętrzne stosowanie może być jednak bardzo niebezpieczne. Nawet mała dawka może spowodować zatrucie. Stosowanie olejków eterycznych, podobnie jak innych mocnych środków ziołowych, wymaga zarówno konsultacji lekarskiej, jak i fitoterapeutycznej”.

Kleszcze, obok Borrelii, piroplazm, wirusów, są również nosicielami jednej z najgroźniejszych i najbardziej zakaźnych bakterii wywołujących chorobę zwaną tularemią. Mowa o Gram-ujemnych, wewnątrzkomórkowych pałeczkach Francisella tularensis. Są one niezwykle niebezpieczne. Tak bardzo, że brane są pod uwagę jako broń biologiczna. Ponadprzeciętna zakaźność tej pałeczki wynika z tego, że wystarczy dosłownie kilka sztuk (około pięciu), żeby wywołać naprawę poważną chorobę. Francisella tularensis uznana jest przez amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (Center for Disease Control – CDC) za „czynnik biologiczny najwyższego ryzyka”. To dlatego badania, które się wykonuje z materiałów pobranych od pacjentów z podejrzeniem tularemii wymagają zastosowania specjalnych procedur bezpieczeństwa.

Pierwszy raz w Europie tularemię opisano w 1926 roku w ówczesnym Związku Radzieckim. Dwadzieścia trzy lata później pierwszy przypadek odnotowano w Polsce. Czy to znaczy, że wcześniej ta choroba nie występowała na naszym kontynencie? Prawdopodobnie, nie. Znaczy to tylko tyle, że wcześniej nie została rozpoznana. Obecnie w Polsce każdego roku odnotowywane są nowe zachorowania, choć ich liczba nie jest duża, to w artykule „Tularemia – choroba zapomniana? Doświadczenia własne” („Developmental Period Medicine”, 4/2013), którego autorami są: Mariya Yanushevych, Anna Komorowska-Piotrowska, Wojciech Feleszko, można wyczytać, że ta liczba wzrasta, ponadto autorzy twierdzą, że jeśli weźmie się pod uwagę „dane epidemiologiczne z ostatnich lat (ECDC), można sądzić, że liczba zachorowań na tularemię w Polsce jest niedoszacowana (u większości chorych badania nie są przeprowadzane, leczenie wdrażane jest empirycznie)”. Wydaje się to wielce prawdopodobne, szczególnie, że skądinąd wiadomo, iż zwiększyła się populacja kleszczy i że są spore trudności z prawidłową diagnozą chorób odkleszczowych.

Co prawda, tularemią można się zarazić także w inny sposób niż poprzez ukąszenie kleszcza (zakażona żywność czy woda, kontakt z zainfekowanymi zwierzętami, a nawet wdychanie oparów zanieczyszczonych odchodami tych zwierząt), w praktyce jednak 95 procent zachorowań w Polsce ma związek z kleszczami. A to z kolei ściśle powiązane jest z tym, jaką postać przybierze choroba. Teresa Kłapeć i Alicja Cholewa w artykule „Tularemia – wciąż groźna zoonoza” („Medycyna Ogólna i Nauki o Zdrowiu, 2011/t.17/3) informują, że „obecnie rozpoznaje się następujące postacie kliniczne tularemii: 1. wrzodziejąco-węzłowa (…); 2. anginowa (…); 3. żołądkowo-jelitowa (…); 4. płucna (…); 5. oczno-węzłowa (…); 6. durowa…”. Przy czym najczęstsza jest postać wrzodziejąco-węzłowa, która jest na ogół konsekwencją ugryzienia przez kleszcza czy kontaktu z zakażonym zwierzęciem.

Biorąc pod uwagę powyższe, a także to, iż Francisella tularensis, to jedna z tych bakterii, które doskonale radzą sobie z neutralizacją układu odpornościowego człowieka i po przeniknięciu do naszego organizmu bardzo szybko potrafią go skolonizować, na pewno warto brać pod uwagę możliwość zakażenia nią po kontakcie z kleszczem. Tym bardziej, że objawy, szczególnie początkowe, mogą być niespecyficzne.

 

Zdjęcie: Francisella tularensis (na czekoladowym agarze)/domena publiczna

Objawy tularemii zależą – tak jak w przypadku wielu innych groźnych chorób bywa – między innymi od wieku chorego, jego ogólnego stanu, współistniejących chorób, wydolności układu odpornościowego. Niemniej jednak w przypadku zakażenia pałeczką Francissela tularensis objawy zależą także od drogi, jaką patogen dostał się do organizmu chorego. To ściśle powiązane jest z postaciami, jakie przybiera choroba. Inaczej będzie objawiać się postać wrzodziejąco-węzłowa, inaczej anginowa, jeszcze inaczej postaci: żołądkowo-jelitowa, płucna, oczno-węzłowa czy durowa.

My skupmy się na postaci wrzodziejąco-węzłowej, ponieważ jest najczęściej występującą i do zakażenia nią dochodzi m.in. poprzez ukąszenie zainfekowanego kleszcza. Zanim jednak przejdziemy do typowych objawów tularemii wrzodziejąco-węzłowej, warto wspomnieć, że tularemia jako taka – jak m.in. informują Mariya Yanushevych, Anna Komorowska-Piotrowska, Wojciech Feleszko w artykule „Tularemia – choroba zapomniana. Doświadczenia własne” („Developmental Period Medicine”, 4/2013) – „mimo, że jest uważana za chorobę przebiegającą w ostrej postaci, w niektórych przypadkach może występować w formie łagodnej lub nawet bezobjawowej. Charakterystyczny jest jednak nagły początek choroby z wysoką gorączką, bólami mięśni i stawów oraz lokalną limfadenopatią”. Potwierdzają to Teresa Kłapeć i Alicja Cholewa w artykule „Tularemia – wciąż groźna zoonoza” („Medycyna Ogólna i Nauki o Zdrowiu”, 2011/t.17/3), pisząc: „Wszystkim postaciom tularemii towarzyszy limfadenopatia, ostry stan zapalny węzłów chłonnych, które zwykle ulegają zropieniu”. Do objawów początkowych można dodać także brak apetytu i ogólne rozbicie.

Okres wylęgania choroby może być bardzo krótki, więc jeśli zaraz po ugryzieniu kleszcza nastąpią takie objawy, warto wziąć pod uwagę tularemię (choć nie jest trudno pomylić ją w początkowej fazie na przykład z grypą). Dr Magdalena Rogalska w artykule „Tularemia” na portalu „Choroby Zakaźne” informuje, że „nieswoiste objawy z łatwością mogą zostać przypisane innym, częściej występującym schorzeniom”. Informuje też, że tej chorobie „zawsze towarzyszy gorączka, często o nagłym początku, z towarzyszącymi dreszczami, bólem głowy, biegunką, wymiotami, bólami mięśniowymi i stawowymi. U około 20% chorych na skórze pojawia się plamista lub plamisto-grudkowa wysypka. Pozostałe objawy choroby mogą być różne, w zależności od drogi wniknięcia bakterii do organizmu człowieka”. I dodaje, że objawy „pojawiają się zwykle 3-5 dni po wniknięciu bakterii do organizmu”.

A jak wyglądają typowe objawy postaci wrzodziejąco-węzłowej tularemii? Wydaje się, że najlepiej prezentują je Teresa Kłapeć, Alicja Cholewa we wspomnianym już wyżej artykule, pisząc: „W miejscu wniknięcia drobnoustroju powstają rumieniowate grudki, które w ciągu 48 godzin powiększają się do 1-2 cm i przekształcają w krosty, a następnie we wrzody. Po (3-6 dniowym) okresie inkubacji u osoby zakażonej pojawiają się objawy grypopodobne (dreszcze, gorączka, bóle głowy, bóle mięśni). Drobnoustroje z miejsca wniknięcia przedostają się do węzłów chłonnych, a następnie drogą układu chłonnego do wątroby, śledziony, płuc, nerek, jelit, mięśni szkieletowych lub centralnego układu nerwowego”. Przy czym dodają, że „ta postać tularemii rzadko kończy się śmiercią, nawet przy braku leczenia”.

Niemniej jednak przy obciążeniu organizmu innymi mikrobami – kleszcz prawie nigdy nie jest nosicielem tylko jednego patogenu – jest to bardzo poważne zagrożenie dla chorego, dlatego warto brać je pod uwagę, diagnozując choroby odkleszczowe.

 

Zdjęcie ilustracyjne

Z leczeniem tularemii może być pewien problem, a nawet kilka. Pierwszy zaczyna się z jej prawidłowym rozpoznaniem. Żeby zastosować odpowiednią terapię, trzeba najpierw wiedzieć, z czym ma się do czynienia. Tymczasem nie zawsze jest to takie oczywiste. Na przykład Mariya Yanushevych, Anna Komorowska-Piotrowska, Wojciech Feleszko w artykule „Tularemia – choroba zapomniana. Doświadczenia własne” („Developmental Period Medicine”, 4/2013) piszą: „Wrzodziejąco-węzłowa postać tularemii jest jedną z jednostek chorobowych, które należy brać pod uwagę w różnicowaniu zapalenia węzłów chłonnych i tkanek miękkich, szczególnie o nietypowym przebiegu lub przy braku poprawy przy antybiotykach beta-laktamowych”, a w innym miejscu: „Zakażenie Francissela tularensis powinno być uwzględniane w diagnostyce różnicowej zmian skórnych występujących po ugryzieniu przez stawonogi, szczególnie w przypadku zmian wrzodziejących, niegojących się, z lokalną limfadenopatią”. Jeśli już jednak mamy trafnie postawioną diagnozę, to leczenie może, ale niestety wcale nie musi, przebiegać bezproblemowo. Są bowiem doniesienia o trudnościach związanych z leczeniem, o objawach utrzymujących się mimo zastosowanej kuracji, a także o oporności „powszechnie stosowanej antybiotykoterapii”. W skrajnych przypadkach, ciężkie postaci tularemii, mimo podjętego leczenia, mogą nawet zakończyć się śmiercią chorego. W związku z tym, że tularemię wywołuje bakteria – pałeczka Francissela tularensis – lekiem pierwszego wyboru jest antybiotyk. Teresa Kłapeć Teresa i Alicja Cholewa w artykule „Tularemia – wciąż groźna zoonoza” („Medycyna Ogólna i Nauki o Zdrowiu”, 2011/t.17/3) wspominają, że „pałeczka tularemii wrażliwa jest na aminoglikozydy, tetracykliny i chloramfenikol”. I dodają, że „lekiem z wyboru w przypadku zapalenia opon mózgowych i mózgu jest streptomycyna (…)” i że w leczeniu stosuje się także „gentamycynę i netylmycynę”. Autorki wspominają jednak w podsumowaniu o konieczności „opracowania nowych metod leczenia”. Ale także o „realnej potrzebie zrozumienia patologii i mechanizmów biologicznych zakażenia”. Zdaje się, że z tą konkluzją zgadzają się także Mariya Yanushevych, Anna Komorowska-Piotrowska i Wojciech Feleszko, autorzy wspomnianego już wyżej artykułu „Tularemia – choroba zapomniana. Doświadczenia własne”, pisząc w nim: „Biorąc pod uwagę potencjał zakaźny i zjadliwość bakterii oraz oporność na powszechnie stosowaną antybiotykoterapię, istnieje realna potrzeba pogłębienia wiedzy lekarskiej dotyczącej tularemii oraz zwiększenia dostępności diagnostyki laboratoryjnej”. A to oznacza ni mniej, ni więcej tylko realną potrzebę dalszych wnikliwych badań nad tularemią, patogenem ją wywołującym i sposobami zwalczania go.

Nie ulega wątpliwości, że spora część chorych na boreliozę (niektóre źródła podają, że ponad połowa) jest także zakażona bakteriami z rodzaju Mycoplasma. Istnieje blisko dwieście gatunków tej bakterii, nie wszystkie jednak powodują choroby u ludzi. U chorych na boreliozę na ogół występuje Mykoplasma pneumoniae, choć nie tylko.

Zdaje się, że wciąż nie ma pewności czy Mykoplazmy mogą być przenoszone przez kleszcze czy jest to raczej zakażenie towarzyszące boreliozie ze względu na obniżoną odporność, ale nie ulega wątpliwości, że są „powszechnie znajdowanym mikrobem u chorych na boreliozę – chorobę z Lyme”, jak informuje dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”. A gdzie indziej dodaje: „Rola Mykoplazm w chorobach odkleszczowych nie jest w pełni zrozumiana, ale jest faktem, że wielu chorych na boreliozę – chorobę z Lyme jest zakażonych także tymi bakteriami”.

Potwierdza to także dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008), pisząc: „Olbrzymia ilość badań naukowych i doświadczenie kliniczne wykazuje niemal powszechne zjawisko koinfekcji wieloma patogenami przenoszonymi przez kleszcze u pacjentów z przewlekłą boreliozą z Lyme. Wykazano, że tacy pacjenci potencjalnie mają Babesie, organizmy podobne do Bartonelii (BLO), Ehrilichię, Anaplazmy, Mykoplazmy i wirusy”.

Zdjęcie ilustracyjne

Co wiemy, zatem, o Mykoplazmie? Przede wszystkim, że to nietypowa, jedyna w swoim rodzaju, bakteria, można by nawet powiedzieć, że bardzo dziwna. Jest najmniejszym znanym patogenem. Jak na bakterię jest naprawdę zadziwiająco mała, w tym względzie bardziej przypomina wirusa. Co więcej, zupełnie jest pozbawiona ściany komórkowej, co z jednej strony m.in. ułatwia kolonizację organizmu człowieka, a z drugiej – eliminuje od razu grupę antybiotyków działającą na ściany komórkowe bakterii. Ale co najistotniejsze, nie można jej całkowicie eradykować jak już dojdzie do zakażenia. I to jest chyba najpoważniejszy problem dla chorych na choroby odkleszczowe, którzy borykają się ze spadkiem odporności spowodowanym boreliozą. A jeśli dodać do tego, że może z powodzeniem zasiedlać komórki, czyli można ją także sklasyfikować jako bakterię wewnątrzkomórkową, to od razu wiadomo, że walka z nią może być poważnym problemem.

I na ogół jest, szczególnie dla przewlekle chorych. „W tej kategorii – pisze dr. Burrascano we wspomnianej już publikacji – z definicji mieszczą się pacjenci z aktywną infekcją, o wydłużonym czasie trwania, którzy najprawdopodobniej mają duże nagromadzenie krętków, słabsze mechanizmy obronne, prawdopodobnie bardziej zjadliwe albo oporne szczepy i prawdopodobnie są istotnie zakażeni koinfekcjami. (…) Należy brać pod uwagę, poszukiwać i leczyć wszystkie wyżej wymienione elementy oraz szukać równoległych infekcji, w tym wirusowych, Chlamydiami i Mykoplazmami”.

Objawy zakażenia Mykoplazmą mogą manifestować się na różne sposoby, głównie w zależności od tego z jakim gatunkiem mamy do czynienia. Jeśli chodzi o Mycoplasma pneumoniae, to na ogół infekuje drogi oddechowe. Warto zaznaczyć, że infekcja może przebiegać na różne sposoby, może być gwałtowna i powodować bardzo poważne objawy, ale może także przebiec niezauważalnie – bezobjawowo.

Wydaje się, że najczęściej powoduje zapalenie oskrzeli czy płuc. ”Początkowo pojawia się gorączka i objawy ogólne oraz ból głowy i kaszel, które mogą być bardzo uciążliwe – informuje dr Magdalena Rogalska w artykule „Mykoplazmozy” zamieszczonym na portalu „Choroby Zakaźne”. – Bolesność mięśni klatki piersiowej wynika z częstych, przedłużających się ataków kaszlu. Objawy narastają stopniowo, mniej gwałtownie niż w infekcjach wirusowych. Plwocina jest zwykle biała i może zawierać domieszkę krwi. (…) Mycoplasma pneumoniae może również spowodować pęcherzowe zapalenie błony bębenkowej manifestujące się bólem ucha”.

Można byłoby być może uznać, że jest to bakteria powodująca jakieś przydarzające się sporadycznie infekcje, gdyby nie pewne „ale”, które dla chorych na boreliozę ma kluczowe znaczenie: „Z zakażeniem Mycoplasma pneumoniae wiążą się liczne nieprawidłowości poza układem oddechowym – pisze dr Magdalena Rogalska we wspomnianym już artykule – które niejednokrotnie są wskazówką pozwalającą na rozpoznanie zakażenia mykoplazmatycznego. Patogeneza pozapłucnych manifestacji choroby nie jest dokładnie poznana najprawdopodobniej jednak powikłania te mają podłoże immunologiczne”.

I chyba właśnie sedno problemów chorych na boreliozę równocześnie zainfekowanych Mykoplazmą wiąże się właśnie z owym „podłożem immunologicznym”. Jak wiadomo borelioza negatywnie wpływa na odporność. A jeśli są jakiekolwiek problemy z układem immunologicznym, wówczas jest większe prawdopodobieństwo, że zakażenie Mykoplazmą może przejść z zakażenia lokalnego w infekcję układową. I problem staje się o wiele bardziej poważny i objawy również mogą być o wiele cięższe, ale też bardzo niespecyficzne i trudne do rozpoznania. W literaturze można znaleźć informacje, że Mykoplazmy (podobnie jak Borrelie) mogą zaatakować serce, stawy, ośrodkowy układ nerwowy… – zatem dawać objawy m.in. podobne jak borelioza. A jeśli połączymy to z objawami innych koinfekcji, to obraz kliniczny może być bardzo zagmatwany, a co za tym idzie może być bardzo trudno o prawidłową diagnozę. To dlatego warto, diagnozując choroby odkleszczowe, jednocześnie rozważyć zakażenie Mykoplazmami. Wówczas dopiero można mówić o całościowym spojrzeniu na chorego i wówczas dopiero można zaordynować prawidłową kurację. Pominięcie jakiegokolwiek elementu może, niestety, przyczynić się do niepowodzenia terapii.

Jeśli u chorego na boreliozę zdiagnozowano również zakażenie Mykoplazmą, to bez wątpienia niezwłocznie należy zająć się także leczeniem tego zakażenia. „Koinfekcje również trzeba leczyć wraz z boreliozą – chorobą z Lyme – informuje dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008). – Jeśli są one pochodzenia bakteryjnego terapia jest łatwiejsza, ponieważ antybiotyki skuteczne wobec Borrelii będą również skuteczne wobec koinfekcji bakteryjnych. Przykładem jest doksycyklina i minocyklina, oba leki są stosowane przeciw Borrelii, Mykoplazmie i Ehrlichii”.

Potwierdza to dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, pisząc o leczeniu zakażenia Mykoplazmą: „Leczenie ma formę kombinowanej terapii, w której stosuje się połączenie doksycykliny lub minocykliny, hydroksychlorochiny i azytromycyny. Rifampicyna i biseptol również mogą być pomocne.”

Niestety, nie wszyscy pacjenci od razu odczują poprawę po zastosowaniu tej terapii. Może się nawet okazać, że będzie ona nieskuteczna. „W przypadkach, kiedy pacjenci nie odpowiadają na powyższe leki, – pisze dalej dr McFadzean w swojej książce – można stosować chinolon, taki jak lewofloksacyna lub ciprofloksacyna…”.

Czasami wyleczenie mykoplazmozy u przewlekle chorych na boreliozę może nie być takie oczywiste. Jeśli nałoży się na siebie wiele zakażeń równocześnie, może się zdarzyć, że terapia nie będzie przebiegać bezproblemowo. Nie będzie przynosić spodziewanych efektów. Dotyczy to na ogół pacjentów z późną boreliozą. „W tej kategorii z definicji mieszczą się pacjenci z aktywną infekcją, o wydłużonym czasie trwania, którzy najprawdopodobniej mają duże nagromadzenie krętków, słabsze mechanizmy obronne, prawdopodobnie bardziej zjadliwe albo oporne szczepy i prawdopodobnie są istotnie zakażeni koinfekcjami” – pisze dr Burrascano we wspomnianej już publikacji. I dodaje: „Należy brać pod uwagę, poszukiwać i leczyć wszystkie wyżej wymienione elementy oraz szukać równoległych infekcji, w tym wirusowych, Chlamydiami i Mykoplazmami”.

Można, oczywiście, podobnie jak w przypadku innych infekcji, zastosować również zioła. Na przykład, schemat terapii mykoplazmozy zaproponował Stephen Harrod Buhner w książce „Healing Lyme Disease Coinfections: Complementary and Holistic Treatments for Bartonella and Mycoplasma”. Niestety, jej polskojęzyczna wersja nie jest jeszcze dostępna.

Problemem wielu chorych na boreliozę, szczególnie przewlekłą, jest także zakażenie Chlamydią. Dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008) pisze, że „w tej kategorii z definicji mieszczą się pacjenci z aktywną infekcją, o wydłużonym czasie trwania, którzy najprawdopodobniej mają duże nagromadzenie krętków, słabsze mechanizmy obronne, prawdopodobnie bardziej zjadliwe albo oporne szczepy i prawdopodobnie są istotnie zakażeni koinfekcjami. (…) Należy brać pod uwagę, poszukiwać i leczyć wszystkie wyżej wymienione elementy oraz szukać równoległych infekcji, w tym wirusowych, Chlamydiami i Mykoplazmami”.

A dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” dodaje, że „gatunki Mycoplasma oraz Chlamydia pneumoniae należą do (…) „innych infekcji”, które często spotykamy u chorych na boreliozę – chorobę z Lyme”.

Niektóre źródła podają, że Chlamydie mogą być przenoszone przez kleszcze, inne – że to raczej zakażenie towarzyszące, które chorzy na boreliozę łatwo podłapują ze względu na obniżoną odporność. Tak czy inaczej faktem jest, że wielu chorych na boreliozę musi się zmagać równocześnie z chlamydiozą. Mówiąc jednak o chlamydiozie towarzyszącej boreliozie, mamy na myśli zakażenie głównie gatunkiem Chlamydia pneumoniae, który trzeba odróżnić od dość powszechnie znanego Chlamydia trachomatis przenoszonego drogą płciową. Gatunki te nie tylko są przenoszone w innych sposób, ale także manifestują się różnymi objawami.

Co zatem wiemy o Chlamydia pneumoniae? Przede wszystkim to, że to bakteria należąca do raczej małych mikrobów. Że podobnie jak większość patogenów wywołujących koinfekcje, jest wewnątrzkomórkowa, czyli atakując organizm człowieka wnika do wnętrza jego komórek i w ten sposób jest o wiele trudniejsza do eradykacji. Nie tylko lekom jest o wiele trudniej dotrzeć do niej i wyeliminować ją, ale także układowi odpornościowemu chorego. I że na ogół kolonizuje drogi oddechowe. Bywa też, choć bardzo rzadko, że może rozsiać się po całym organizmie. Postaci układowej nie można zupełnie wykluczyć.

Nie ulega wątpliwości, że jeśli leczenie chorego na późną boreliozę nie postępuje, to warto wziąć pod uwagę i zdiagnozować ewentualną możliwość zakażenia Chlamydią, a następnie podjąć jej leczenie.

 

Na zdjęciu: Chlamydia pneumoniae w komórkach nabłonka

Mówiąc o objawach, jakie mogą powodować Chlamydie, skupmy się wyłącznie na gatunku Chlamydia pneumoniae (w odróżnieniu od Chlamydia trachomatis przenoszonego drogą płciową), który jest istotny dla chorych na boreliozę, ponieważ na ogół zakażenie tą bakterią towarzyszy infekcji Borrelią. Oczywiste jest, że nie u wszystkich zainfekowanych Chlamydią pojawią się takie same symptomy z takim samym nasileniem. Manifestacja objawów w dużej mierze zależy od układu odpornościowego chorego (jego stanu), ale także od innych chorób towarzyszących, ważny może się też okazać wiek pacjenta i wiele innych czynników. W każdym razie spektrum objawów może być naprawdę różne. Warto jednak wspomnieć, że zakażenie Chlamydią może również przebiegać zupełnie bezobjawowo. Z drugiej zaś strony, w najgorszym przypadku, może przybrać postać układową, przejść w schorzenie chroniczne.

Najczęściej jednak Chlamydia pneumoniae atakuje drogi oddechowe i manifestuje się jako zapalenie gardła, krtani, oskrzeli, zatok przynosowych czy płuc. Są to na ogół przewlekłe stany zapalne. Szczególnie groźne u osób starszych. Chlamydia może także powodować zapalenie ucha. A bywa, że i astmę. Jeśli zatem u chorych na boreliozę pojawiają się tego typu przewlekłe stany zapalne, warto wówczas rozważyć diagnostykę w kierunku Chlamydii.

Chlamydioza może się również zamanifestować w postaci stawowej. To znaczy jako stan zapalny stawów. Wówczas rozpoznanie czy ból stawów pochodzi od boreliozy czy jest to zakażenie Chlamydią może już nie być takie oczywiste. Tak, jak nie jest oczywiste, że za stany zapalne w obrębie oka także może odpowiadać Chlamydia.

Jeśli funkcjonowanie układu odpornościowego chorego jest mocno zaburzone (a tak bywa w przypadku chorych na późną boreliozę), to chlamydioza może stać się dodatkowym sporym problem. Szczególnie wówczas, kiedy długo pozostaje niezdiagnozowana. Oprócz stanów zapalnych stawów może spowodować nawet zapalenie mięśnia sercowego czy wpłynąć negatywnie na funkcjonowanie ośrodkowego układu nerwowego. Wspomina się niekiedy, że w skrajnych przypadkach może być nawet odpowiedzialna za wywołanie choroby autoimmunologicznej, tzw. zespołu Guillaina-Barrego, który (mocno upraszczając) manifestuje się mrowieniami, osłabieniem mięśni, a niekiedy paraliżem.

Można również znaleźć doniesienia, że Chlamydia pneumoniae być może nie jest bez winy, jeśli chodzi rozwój choroby niedokrwiennej serca.

Biorąc zatem pod uwagę, że i Borrelia, i Chlamydia mogą dawać objawy ze strony ośrodkowego układu nerwowego, a także ze strony stawów czy serca, może być bardzo trudne rozróżnienie, która bakteria za nie odpowiada. Zatem prawidłowa diagnoza może nastręczać sporo trudności. Co więcej, równoczesne działanie obydwóch bakterii (niekiedy w połączeniu z innymi koinfekcjami) może powodować o wiele większe nasilenie objawów, a leczenie nakierowane na pozbycie się tylko jednej z nich może w ogóle nie przynosić efektów. Chcąc dać choremu szansę na zdrowie, niezbędne jest więc rozpoznanie i odpowiednie leczenie każdej koinfekcji i choroby towarzyszącej. To dlatego tak ważne jest wzięcie pod uwagę również możliwości zakażenia Chlamydią chorego na boreliozę. Szczególnie wówczas, kiedy leczenie samej boreliozy nie przynosi pożądanych efektów.

Z wyleczeniem chlamydiozy, jeśli będziemy mieć do czynienia z postacią układową (a już szczególnie u chorego na boreliozę z obniżoną odpornością) może nie być prosto. A jeśli do tego dodać inne koinfekcje sytuacja chorego może być naprawdę poważna. Nie znaczy to, oczywiście, że jest bez wyjścia i że w ogóle nie warto podejmować próby terapii. Trzeba się jednak liczyć, że leczenie może być żmudne i trwać niekiedy bardzo długo.

Sprawę jeszcze bardziej komplikuje fakt, że na Chlamydię nie działają antybiotyki, które najczęściej są stosowane przy różnego rodzaju zakażeniach bakteryjnych, czyli tak zwane beta-laktamowe (do których należą na przykład: penicyliny, cefalosporyny, karbapenemy, monobaktamy), a które działają m.in. na paciorkowce, gronkowce, meningokoki, a także na krętki. Chlamydii nie da się więc na ogół eradykować „przy okazji” zwalczania innych infekcji. Nie da się jej także zwalczyć, lecząc boreliozę.

Wynika z tego, że w walce z chlamydiozą potrzebne jest specyficzne działanie. Lekami pierwszego wyboru są także antybiotyki, ale należące do następujących grup: makrolidy, tetracykliny czy fluorochinolony. Można też zastosować zioła. Schemat leczenia chlamydiozy naturalnymi preparatami można na przykład znaleźć w książce Stephena Harroda Buhnera „Healing Lyme…”, która jeszcze nie ukazała się na polskim rynku, a która w języku angielskim jest dostępna, np. tutaj. Jest to drugie, rozszerzone wydanie dostępnej na polskim rynku od 2010 roku publikacji “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji”, która pomogła wielu chorym na choroby odkleszczowe.

Bez względu jednak na to, jaka metoda zostanie zastosowana w walce z chlamydiozą, podjęcie terapii jest nieodzowne, dlatego że nieleczona choroba może spowodować bardzo poważne konsekwencje. Niektóre źródła sugerują nie tylko choroby autoimmunologiczne, chorobę wieńcową, ale także Alzheimera czy stwardnienie rozsiane. A to już brzmi zbyt poważnie, żeby zlekceważyć zakażenie Chlamydią.

Lecząc chlamydiozę, trzeba (podobnie jak w przypadku boreliozy) mieć również na uwadze możliwą reakcję Jarischa-Herxheimera, która niekiedy może być bardzo gwałtowna. To niewątpliwie sprawia, że trzeba zachować o wiele większą czujność, podejmując terapię.

Kleszcze są nosicielami różnych patogenów, m.in. bakterii (w tym krętków boreliozy), piroplazm (w tym Babesii), ale także wirusów. Niemniej jednak dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” pisze, że „teoretycznie przewlekłe infekcje wirusowe nie są koinfekcją boreliozy – choroby z Lyme, natomiast występują one u wielu chorych na tę chorobę” i wspomina w tym kontekście „wirus Epsteina-­Barr, cytomegalowirus oraz HHV-­6”, które „powodują przewlekłe infekcje spotykane u wielu chorych na boreliozę – chorobę z Lyme”. Do takich wirusów można również zaliczyć np. HHV-1, HHV-2, czyli wirusy wywołujące opryszczkę.

HHV-6/domena publiczna

Niektóre wirusy, o których mowa powyżej występują dość powszechnie i niekoniecznie muszą być poważnym zagrożeniem, a już na pewno nie u wszystkich powodować poważne objawy. Czasami nawet może być tak, że nie będą dawać zupełnie żadnych objawów. Dlaczego zatem u chorych na boreliozę mogą stanowić spory problem? „Wiele długotrwałych infekcji, które wystąpiły przed ukąszeniem przez kleszcza (jak na przykład zakażenie wirusem opryszczki) – pisze dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, 2008)” – mogą się reaktywować, wpływając tym samym na obraz kliniczny”. A gdzie indziej dodaje: „U chronicznie chorych, z powodu osłabienia układu odpornościowego, mogą być także aktywne przewlekłe infekcje wirusowe”.

I tutaj leży główny problem z zakażeniem wirusami u przewlekle chorych na boreliozę: w „osłabieniu układu odpornościowego”. Problem – jak się okazuje – nie byle jaki, skoro np. podczas konferencji „Nowoczesna suplementacja w chorobach przewlekłych”, która odbyła się 21 października 2018 roku w Łodzi, jeden z prelegentów – dr Marc Bransten z Francji, zajmujący się leczeniem przewlekle chorych, m.in .na boreliozę – wysnuł ciekawą tezę, że późne stadium boreliozy, to przewlekła choroba układu odpornościowego. Z czego można dalej wysnuć wniosek, że najważniejszym problemem w późnym stadium choroby jest już nie tylko walka z samą Borrelią, ale także (a może przede wszystkim) ze skutkami, jakie zdołała spowodować w układzie odpornościowym.

W podobnym tonie zda się wypowiadać dr Adam Biernacki zajmujący się m.in. leczeniem chorób odkleszczowych, a także przewlekłych, który w wywiadzie dla nas powiedział: „Czasami jest tak, że borelioza jest tylko punktem wyjścia: zaburzając układ odpornościowy sprawia, że inne bakterie i wirusy, ale także pasożyty, z łatwością atakują osłabiony organizm”. A w innym miejscu dodał, że „takie zakażenia u chorych na boreliozę często przechodzą w stany przewlekłe, powodując czasami wiele ciężkich objawów”.

Biorąc to wszystko pod uwagę zasadnym wydaje się w przypadku późnej boreliozy, zdiagnozowanie również ewentualnych towarzyszących zakażeń wirusowych.

Wirusy, m.in.: Epsteina-Barr (EBV), cytomegalowirus (CMV) czy HHV-6, o których dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” pisze, że „występują (…) u wielu chorych” na boreliozę mogą wywoływać przeróżne objawy. Sporo zależy m.in. od kondycji chorego. Czasami jest tak, że zakażenie może być w ogóle bezobjawowe, czasami może się uaktywnić i sprawić poważne problemy. Tak jest właśnie w przypadku chorych na przewlekłą boreliozę, którzy mają obniżoną odporność.

Pisząc o objawach zakażeń tymi wirusami w przypadku chorych na boreliozę (szczególnie późną), warto zwrócić uwagę na inną optykę i nie koncentrować się na tym, że np. EBV może niekiedy wywołać mononukleozę i że jest tak powszechny, że szacuje się, iż niemal 90 procent ludzi może być jego nosicielami albo, że np. HHV-1 może wywołać nieestetyczną i bolesną opryszczkę na ustach. Raczej warto spojrzeć na to, z tej samej strony, co dr Adam Biernacki leczący m.in. przewlekle chorych na boreliozę, który w wywiadzie dla nas powiedział: Jest także spora grupa bakterii czy wirusów, których nosicielami mogą być kleszcze, ale którymi chory na boreliozę może się z łatwością zarazić gdzie indziej ze względu na to, że borelioza, uszkadzając jego układ odpornościowy ułatwia im dostęp do jego organizmu i sprawia, że jest podatny na infekcje. Takie zakażenia u chorych na boreliozę często przechodzą w stany przewlekłe, powodując czasami wiele ciężkich objawów”. I dodaje, „chorzy na przewlekłą boreliozę z upośledzonym układem odpornościowym mają o wiele cięższe objawy niż osoby ze sprawną obroną organizmu”.

Warto również zwrócić uwagę, że można być np. nosicielem wirusa EBV i praktycznie nie odczuwać żadnych objawów z tym związanych, a kiedy zachoruje się na boreliozę (szczególnie, jeśli nie zostanie w porę zdiagnozowana) i spowoduje ona zaburzenia odporności, „uśpiony” do tej pory wirus może uaktywnić poważne objawy. Co więcej, może być i tak, że objawy zakażeń współistniejących mogą być tak samo poważne jak samej boreliozy, a niekiedy nawet o wiele bardziej uciążliwe. „…Chorzy na rozsianą boreliozę (…) – pisze dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, 2008)” – mogą prezentować objawy ponownie aktywnych zakażeń utajonych i oportunistycznych”.

Odróżnienie objawów spowodowanych zakażeniem wirusowym od tych spowodowanych przez Borrelię i koinfekcje może nie być jednak proste. Niemniej jednak dr Burrascano, we wspomnianej już publikacji, w kontekście wirusów (HHV­6, EBV, CMV) zwraca uwagę na:

„- Przetrwałe zmęczenie, pogorszenia w czasie wysiłku.

– Ból gardła, limfadenopatia i inne wirusowe dolegliwości.

– Czasami podwyższone enzymy wątrobowe i leukocytopena.

– Dysfunkcja układu wegetatywnego.”

Mówiąc o terapii infekcji wirusowych (m.in.: EBV, CMV, HHV-6, HHV-1, HHV-2), rozpatrujemy je w kontekście chorób odleszczowych, czyli traktując jako zakażenia towarzyszące chorym na boreliozę (szczególnie późną), które ze względu na zaburzenia ich odporności powodują wielorakie, niekiedy ciężkie objawy. Mogą nie tylko sprawiać, że chory będzie się czuł o wiele gorzej, nie tylko zaciemniać obraz kliniczny choroby, ale zniweczyć cel terapii – całkowite wyleczenie, jeśli nie zostaną uwzględnione w schemacie leczenia.

Oczywiście, niezmiernie ważne jest wzmacnianie odporności chorego. Czasami bywa kluczowe. Niemniej jednak istotne jest również stosowanie preparatów, które działają przeciwwirusowo. I w jednym, i w drugim przypadku z pomocą mogą przyjść rośliny lecznicze. Ziół, które mogą być pomocne w zwalczaniu zakażeń wirusowych, jest do wyboru sporo. Każdy lekarz czy fitoterapeuta może zaproponować inne.

I tak, działanie przeciwwirusowe, a także wzmacniające odporność, mają na przykład niektóre zioła zaproponowane przez Stephena Harroda Buhnera w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” – zarówno wchodzące w skład tzw. podstawowego schematu naturalnego leczenia boreliozy, jak i rozszerzonego. Warto wspomnieć chociażby o Andrografisie (Andrographis paniculata), Rdestowcu ostrokończystym (Polygonum cuspidatum) czy Kocim pazurze (Uncaria tomentosa) – każde z tych ziół działa jednocześnie antywirusowo i stymulując układ immunologiczny.

Także dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” zwraca uwagę na „naturalne środki”, które mogą być przydatne w walce z zakażeniami wirusowymi, pisząc o nich, że „mogą wesprzeć organizm w radzeniu sobie z tymi infekcjami i zapobiec komplikowaniu przez nie obrazu boreliozy – choroby z Lyme”. I wskazuje na liść oliwny, twierdząc, że ma „…doskonałe właściwości przeciwwirusowe. Działa, zakłócając produkcję aminokwasów istotnych dla rozwoju wirusów, także inaktywuje je oraz zapobiega ich rozsiewaniu. Poprzez bezpośrednią penetrację zainfekowanych komórek, zatrzymuje replikację retrowirusów”. Wspomina także o ekstrakcie z oleju kokosowego o nazwie Lauricidin, pisząc, że „działa poprzez wiązanie się z lipidowo-­proteinową otoczką wirusa, uniemożliwiając mu przyczepianie się i wejście do komórki gospodarza”, dodając, że właśnie w ten sposób „zapobiega namnażaniu”. Przy czym warto wspomnieć, że i Lauricidin, i liść oliwny mają także pozytywny wpływ na układ odpornościowy chorego.

W schemacie terapii boreliozy rozsądnym wydaje się rozważenie diagnostyki i leczenia towarzyszących zakażeń wirusowych. Szczególnie, kiedy borelioza jest późna i mimo jej leczenia, a także leczenia koinfekcji nie następują oczekiwane efekty, to znaczy chory nie odzyskuje zdrowia.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

BORELIOZA — choroba z Lyme