Elementor + accordion

Najogólniej rzecz ujmując, borelioza to choroba wywołana przez specyficzny rodzaj bakterii: krętki Borrelii. Czasami nazywa się ją także krętkowicą kleszczową, chorobą z Lyme lub boreliozą z Lyme. Jest chorobą wieloukładową, co po prostu oznacza, że równocześnie może być zainfekowane serce, skóra, układ nerwowy, oczy, stawy, mięśnie…

Krętki to bardzo stare organizmy. Istniały już zanim pojawił się człowiek. W tej chwili znamy niespełna dziesięć ich rodzajów (w tym właśnie krętki Borrelii), które dzielą się na setki gatunków. Nie wszystkie wywołują jednak choroby u ludzi, ale te chorobotwórcze są bardzo niebezpieczne. Np. krętek blady wywołuje kiłę. Natomiast krętki, które wywołują boreliozę należą do różnych szczepów, są to m.in.: Borrelia burgdorferi, Borrelia garinii, Borrelia afzelii, Borrelia japonica. Przy czym uważa się, że Borrelia burgdorferi – atakująca na ogół stawy – częściej powoduje zakażenia u mieszkańców Stanów Zjednoczonych, a Borrelia afzelii i Borrelia garinii – odpowiedzialna za choroby skóry i atakująca ośrodkowy układ nerwowy, innymi słowy wywołująca neuroboreliozę – częściej infekują Europejczyków. Co, oczywiście, nie oznacza, że Borrelia burgdorferi nie atakuje w Europie. Poza tym zakażenia kilkoma szczepami równocześnie są normą, co więcej wydaje się, że u różnych osób mogą powodować inne objawy.

Borrelie są trudnym przeciwnikiem. Potrafią rozwijać się w się w różnych tkankach, nawet w takich środowiskach, które przez inne bakterie bywają omijane. Dobrze im w tkankach łącznych, które składają się głównie z kolagenu. Kiedy wnikną do organizmu, łatwo go kolonizują, ponieważ działają także immunosupresyjnie, czyli wpływają na obniżenie odporności. Są przy tym niezwykle ruchliwe, co ułatwia im zadanie. Na dodatek wydzielają toksyczne substancje, co jeszcze bardziej obciąża zaatakowany organizm. Na domiar złego potrafią się świetnie kamuflować. To dlatego niezdiagnozowanie boreliozy może powodować poważne konsekwencje.

Krętki wyglądają trochę jak kręcony ludzki włos i choć sklasyfikowano je jako bakterie można by powiedzieć, że są czymś pomiędzy pierwotniakiem a bakterią. Zresztą na początku sklasyfikowano je jako pierwotniaki. Na pewno nie przypominają innych bakterii. Borrelie nie ułatwiają nam też badań, bo nie dość, że trudno je wyhodować laboratoryjnie, nie dość, że są cieniusieńkie, to na dodatek rozmnażają się bardzo wolno (ze 20 razy wolniej niż większość bakterii).

To wszystko sprawia, że borelioza to niezwykle ciężka i nieprzewidywalna choroba, o której wiemy jeszcze wcale nie tak dużo. Tym bardziej, że zajmujemy się rozpracowywaniem jej dopiero od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. W tym kontekście wcale nie jest dziwne, że nawet jej definicja bywa sprawą nadal otwartą i że nie wszyscy zgadzają się z tym, że to wyłącznie zakażenie krętkiem Borrelii.

W „Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji “ (wydanie XVI, październik 2008) dr Joseph Burrascano stwierdził, że choć definiowanie boreliozy jako choroby zakaźnej spowodowanej przez krętki Borrelia burgdorferi jest technicznie prawidłowe, to “…klinicznie choroba ta jest czymś więcej, szczególnie w postaci rozsianej i przewlekłej” i dodał, że myśli o boreliozie ”…jako o chorobie, która wynika z ukąszenia zakażonego kleszcza. W tym jest zawarte zakażenie nie tylko B.burgdorferi, ale i wieloma innymi patogenami. Co więcej, w przewlekłej postaci boreliozy, także inne czynniki mogą mieć coraz bardziej znaczącą rolę – zaburzenie układu immunologicznego, zakażenia oportunistyczne, koinfekcje, biologiczne toksyny, zaburzenia metaboliczne i hormonalne, zły stan ogólny itp.”.

Podobnego zdania jest dr Nicola McFadzean, która w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, napisała: “…wąska definicja boreliozy – choroby z Lyme jako zakażenia bakteryjnego spowodowanego wyłącznie krętkiem Borrelii może nie odzwierciedlać różnorodności i złożoności choroby, którą określa się tym mianem. W ujęciu klinicznym bardziej użyteczne byłoby poszerzenie definicji o powiązane z Borrelią i przenoszone razem z nią koinfekcje, spowodowane przez organizmy z gatunków: Babesia, Bartonella, Rickettsia oraz Ehrlichia.”

Czym więc tak naprawdę jest borelioza? Wiadomo przecież, że kleszcze są nosicielami nie tylko Borrelii. Z informacji zamieszczonych na portalu “Choroby odkleszczowe”, który firmowany jest przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, wynika, że kleszcze przenoszą aż 20 gatunków krętków i pozostałych bakterii, a ponadto ponad sto wirusów, dwieście piroplazm (czyli organizmów pasożytniczych), poza tym filarie, grzyby…

Jedno jest pewne, bez względu na to, jak zdefiniujemy boreliozę i tak wszystkiego o niej nie wiemy. A coraz większe zainteresowanie nią wcale nie wynika z jakiejś dziwnej “mody”, ale z coraz większej liczby zachorowań.

Na zdjęciu: Borrelia burgdorferi

Walka z boreliozą jest bardzo skomplikowana nie tylko ze względu na występowanie koinfekcji, nie tylko ze względu na zróżnicowanie szczepów krętków, ale również dlatego, że Borrelia potrafi przybierać różne formy morfologiczne. Jest to tak zwany polimorfizm. Mamy więc formę podstawową – krętka; formę bez ściany komórkowej (sferoplast) – zwaną formą L i formę otorbioną – cystę. To jest wciąż ten sam organizm, ale może występować w trzech różnych postaciach. I wcale nie jest tak, że to są jakieś fazy rozwoju, czyli jedna postać przechodzi w drugą i proces jest nieodwracalny. Nie. Otóż Borrelie mają zdolność zmieniać formy w dwie strony. I o ile np. żaba nie może znowu być kijanką, bo proces przeistoczenia jest nieodwracalny, o tyle Borrelia może być krętkiem, zamienić się w cystę, po czym znowu w krętka czy formę L. I tak bez końca.

Dlaczego to robi? Najprostsza odpowiedź brzmi: bo walczy o życie. O przetrwanie. I dlatego niezwykle wysoko się wyspecjalizowała w tej walce. Dlatego jest tak trudnym przeciwnikiem. Każda z tych form ma swoje wady i zalety. Nie tylko wygląda inaczej, ale też zachowuje się inaczej.

Do organizmu ludzkiego wnikają krętki. Po prostu wwiercają się w komórki. Są niezwykle ruchliwe, wiec potrafią się szybko przemieszczać. Kiedy natomiast natrafiają na “przeszkodę”- typu gorączka czy substancje bakteriobójcze – krętki sobie z tym nie radzą, zamieniają się więc w cysty, na które środki bakteriobójcze nie działają. Borrelia jest więc bezpieczna. Kiedy niebezpieczeństwo mija, a warunki stają się sprzyjające, np. kończy się antybiotykoterapia, cysty zamieniają się na powrót w krętki, które z powodzeniem mogą kolonizować kolejne obszary ludzkiego ciała. Niektórzy twierdzą, że z jednej cysty może powstać pięć krętków. Stąd też niepowodzenia w leczeniu i nawrót objawów (czasami zwielokrotnionych) po odstawieniu leków, jeśli schemat leczenia nie zakładał równoczesnego uderzenia we wszystkie trzy formy.

Organizm chorego, nawet jeśli Borrelia upośledza układ immunologiczny, w jakimś ograniczonym zakresie stara się jednak walczyć z najeźdźcą. Na to też Borrelia znalazła sposób – formę L, czyli bez ściany komórkowej, co sprawia, że jest prawie niewidoczna, (niewykrywalna) dla układu odpornościowego. To ta forma na ogół odpowiada za późne i przewlekłe stany chorobowe.

Stwierdzono, że w każdej części ciała czy organie zaatakowanym przez Borrelie występują jednocześnie różne jej formy. Nie jest możliwe więc zbadanie, która forma właśnie nas zaatakowała i uderzenie w nią. Jedynym wyjściem jest walka na trzech frontach jednocześnie. Przeciwko trzem formom Borrelii. Tylko to może zapewnić powodzenie w eradykacji bakterii, czyli całkowitym usunięciu jej z organizmu chorego.

Na zdjęciu: Borrelia w formie cysty, źródło: http://www.borelioza.cz

Zanim przejdziemy do opisywania aktualnej wiedzy na temat źródeł zakażeń, objawów, stadiów boreliozy i sposobów radzenia sobie z nią, zatrzymajmy się chwilę na historii. Jest to niezbędne, żeby zrozumieć, dlaczego wciąż jeszcze tak stosunkowo niewiele wiemy o tej chorobie. I skąd tyle rozbieżności w podejściu do boreliozy w środowisku medycznym (więcej na ten temat w zakładce BORELIOZOWE WOJNY).

Kiedy w 2010 roku przeprowadzono autopsję Otzi, tzw. człowieka lodu, czyli mumii znalezionej we włoskich Alpach liczącej sobie 5300 lat, okazało się, że wykryto w niej DNA Borrelii. Czyli wygląda na to, że borelioza towarzyszy nam właściwie od zarania. Ale dopiero w 1764 roku John Walker opisał chorobę, której objawem był m.in. ból rąk i nóg pojawiający się po ugryzieniu przez kleszcza, a w 1909 roku Arvid Afzelius zmiany na skórze jednej z pacjentek ukąszonej przez kleszcza nazwał rumieniem wędrującym (Erythema migrans). W 1930 roku Sven Hellerstrom skojarzył rumień wędrujący i objawy neurologiczne z kleszczem. Jednak dopiero w latach 70. ubiegłego wieku dr Alan Steer opisał całościowo chorobę i wówczas zyskała ona nazwę „choroba z Lyme” (od nazwy miejscowości w Stanach Zjednoczonych, w której było najwięcej zachorowań). W 1982 roku dr Willy Burgdorfer odkrył kręta Borrelii jako patogen odpowiedzialny za nią. To od tej chwili zaczęto boreliozę leczyć antybiotykami a nie steroidami (lekami przeciwzapalnymi), tak jak proponował dr Steer, który jest reumatologiem. Ale też od tej chwili datuje się najzacieklejszy w historii spór w środowisku medycznym dotyczący sposobów leczenia tej choroby, ale także jej definiowania, stadiów, diagnostyki, źródeł zakażeń…

Dr Joseph Burrascano we wstępie do książki dr Nicoli McFadzean “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, stwierdza, że największy błąd popełniono, kiedy badania nad nową jednostką chorobową powierzono immunologom i reumatologom: “W tym momencie rozpoczął się podział pomiędzy grupą badaczy posiadającą zaplecze uniwersyteckie oraz wsparcie federalnej administracji (…) a dobrze obeznanymi z boreliozą – chorobą z Lyme lekarzami podstawowej opieki medycznej”. Ponadto twierdzi, że w historii boreliozy jest “wiele przykładów przegapionych szans, nierozpoznanych schematów oraz po prostu zwyczajnych błędów popełnianych przez naukowców, lekarzy i urzędników administracji rządowej”.

Pokłosiem tego jest ogromny chaos informacyjny i chorzy, którzy słyszą, że są zdrowi, a tymczasem bywa, że pozostawia się ich samym sobie z objawami, które niekiedy uniemożliwiają im normalne funkcjonowanie.

Czego więc nam potrzeba? Najbardziej niemarnowania już więcej czasu na jałowe spory, ale rzetelnych badań na temat boreliozy, uznanych przez całe środowisko medyczne i wypracowania wspólnych prawidłowych rozwiązań systemowych, które będą wyrazem najwyższej troski o pacjenta.

Myśląc o boreliozie, nieodmiennie nasuwa się na myśl kleszcz jako sprawca tej choroby. I słusznie, bo nie ulega wątpliwości, że to kleszcze są nosicielami Borrelii wywołujących boreliozę i że to one przenoszą je na ludzi.

Problem jednak w tym, że połowa osób ze zdiagnozowaną chorobą z Lyme nie pamięta ugryzienia przez kleszcza. Być może dlatego, że kleszcze szukają na naszym ciele mało wyeksponowanych miejsc, takich jak np. pachwiny czy skóra głowy (a we włosach łatwo można je przeoczyć). Być może dlatego, że atakują nas i zarażają wszystkie stadia rozwojowe kleszcza – osobniki dorosłe, formy poczwarkowe zwane nimfami i larwy, które są naprawdę mikroskopijnych rozmiarów. Być może dlatego, że kleszcz znieczula naszą skórę zanim się w nią wgryzie (dlatego nie czujemy tego momentu), a kiedy się już opije naszej krwi po prostu sam odpada.

A może także dlatego, że są inne źródła zakażeń oprócz kleszcza?

W książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” Stephen Harrod Buhner pisze: “Krętki boreliozy zostały znalezione u gryzących much, roztoczy, pcheł i komarów. Przeniesienie na człowieka zostało udokumentowane u gryzących much (Stany Zjednoczone oraz Niemcy), roztoczy (Rosja), bierze się pod uwagę przenoszenie przez komary drogą mechaniczną (np. podczas miażdżenia żywiącego się na ręce komara). Bezpośrednie przenoszenie przez komary nie było zanotowane, ale istnieją powody, żeby sądzić, że to może się zdarzyć”. Potwierdza to dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, pisząc: “…możliwe, że inne insekty, takie jak pchły, roztocza, wszy oraz komary są zdolne do przenoszenia krętków na ludzi oraz powodowania zakażenia. (…) Studia przypadków pokazują fakt zachorowania po ugryzieniu przez komary i roztocza ptasie”, przy czym powołuje się na badania przeprowadzone w Czechach stwierdzające obecność Borrelii w roztoczach.

Tak jak w wielu innych aspektach dotyczących boreliozy, także w tym przypadku niezbędne są dalsze pogłębione badania, ponieważ nasza wiedza jest dalece niewystarczająca. Niedostateczną wiedzę mamy także w zakresie innych sugerowanych źródeł zakażeń, choć pierwsze doniesienia wskazują, że boreliozą można się zarazić już w życiu płodowym (borelioza wrodzona), a także drogą płciową.

Dr Nicola McFadzean, we wspomnianej wyżej książce, mówiąc o zakażeniu boreliozą w łonie matki, przytacza opisane w literaturze medycznej przypadki kobiet, których dzieci zmarły po porodzie. Sekcja zwłok tych dzieci wykazała obecność Borrelii bądź to w ich mózgu, bądź to w śledzionie, nerkach, wątrobie czy szpiku kostnym. Wspomina też o badaniach dra Alana MacDonalda, które “jasno pokazują, że przezłożyskowe przeniesienie krętka z matki na płód jest możliwe”. Dodaje jednocześnie, że dr MacDonald “wykazuje również, że szereg manifestacji wrodzonej boreliozy – choroby z Lyme jest łudząco podobnych do różnorodnych postaci prenatalnej kiły.”

W literaturze dotyczącej boreliozy nie brak także innych odniesień do kiły, co jest o tyle zrozumiałe, że obydwie choroby wywołują krętki, które w wielu przypadkach “zachowują się” podobnie.

Nie dziwi zatem fakt, że wzięto pod uwagę także przenoszenie boreliozy drogą płciową. Tym bardziej, że obecność Borrelii stwierdzono w nasieniu, a także wydzielinie z pochwy. Dr Nicola McFedzan w swojej książce pisze wprost: “Istnieją mocne dowody na poparcie tezy, że borelioza – choroba z Lyme może być przenoszona drogą płciową.” I przytacza opublikowany przez dra Gregory’ego Bacha abstrakt analizy populacji jego pacjentów, z którego wynika, że “badania laboratoryjne próbek nasienia pobranych od chorych mężczyzn (…) oraz od mężczyzn będących partnerami chorych pacjentek, dały wynik pozytywny w 40% przypadków (…); w przypadku wszystkich pozytywnych próbek nasienia lub wydzieliny pochwowej pochodzących od chorych pacjentów, ich (…) seksualni partnerzy wykazywali pozytywny wynik w badaniu serologicznym i/lub teście PCR”.

W tym kontekście jasne jest, że nie można już tak łatwo wykluczyć tej drogi zakażenia i że niezbędne są dalsze wnikliwe badania.

Dalsze wnikliwe badania są także niezbędne, żeby zbadać, czy można zarazić dziecko boreliozą, karmiąc je piersią. Borrelie znaleziono bowiem także w kobiecym mleku.

Wygląda na to, że znaki zapytania się mnożą, a im więcej się dowiadujemy na temat boreliozy, tym więcej nowych pytań powstaje i zagadnień wymagających wyjaśnienia. Na pewno jednym z tych zagadnień są drogi zakażenia. Jedyne, co wiemy na pewno, to to, że wiemy wciąż o wiele za mało…

Na zdjęciu: Stadia rozwojowe kleszcza. Od lewej: larwa, nimfa oraz postaci dorosłe – samiec i samic

podane przez dr Nicolę McFadzean

Demo content

według listy kontrolnej dra Josepha Burrascano

 

z kwestionariusza opracowanego przez dra Richarda Horowitza

 

podane przez Stephena Buhnera

 

Borelioza może manifestować się tak szerokim spektrum objawów, czasami tak niespecyficznych, że całkiem uczciwie zyskała miano “wielkiego imitatora”. Doskonale bowiem potrafi “naśladować” inne choroby. Choć życzylibyśmy sobie, żeby było inaczej, czasami naprawdę (zważywszy, że testy z krwi mogą nie przynieść zadowalającej odpowiedzi) odkrycie, że za nasz stan odpowiedzialne są krętki może wymagać wręcz detektywistycznych umiejętności, a czasami po prostu łutu szczęścia. Bo co, jeśli nie pamiętamy, żeby ugryzł nas kleszcz? Co, jeśli wszystkie objawy wskazują na inną chorobę? Dlaczego mamy nie uwierzyć? Dlaczego nie podjąć leczenia, szczególnie, jeśli lekarz jest co do niego przekonany?

Niestety, takich historii jest mnóstwo… Przypadki chorych na boreliozę, błędnie zdiagnozowanych i niewłaściwie leczonych nie należą do rzadkości.

Dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” prezentuje listę chorób, z którymi mylona jest borelioza, przy czym zaznacza, że lista ta oczywiście nie jest kompletna, ponieważ tych chorób jest o wiele więcej:

“- stwardnienie zanikowe boczne (ALS)

– zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD)

– autyzm

– zespół przewlekłego zmęczenia

– choroba Crohna

– zapalenie mózgu

– fibromialgia

– śródmiąższowe zapalenie pęcherza moczowego

– zespół jelita drażliwego

– młodzieńcze zapalenie stawów

– toczeń układowy

– zapalenie opon mózgowych

– choroby neuronu ruchowego

– stwardnienie rozsiane

– zaburzenia obsesyjno-kompulsywne

– choroba Parkinsona

– zespoły psychiatryczne (depresja, zaburzenia afektywne dwubiegunowe, obsesyjno-kompulsywne itd.)

– choroba Raynauda

– reumatoidalne zapalenie stawów

– twardzina (sklerodermia)

– zespół Sjögrena

– zaburzenia tarczycowe”.

Zwraca także uwagę, że część tych diagnoz, w szczególności dotyczących chorób autoimmunologicznych (np. tocznia, Hashimoto czy reumatoidalnego zapalenia stawów) wcale nie musi być błędna, ponieważ “zakażenie Borrelią wytrąca system odpornościowy z równowagi w stopniu wystarczającym, aby zainicjować mechanizmy autoimmunologiczne”. Czyli do boreliozy może dojść choroba autoimmunologiczna. Naprawdę nie dziwi fakt, że nie jest trudno „przegapić” wtedy chorobę z Lyme.

Niektórzy wskazują także na chorobę Alzheimera czy chorobę neuronów ruchowych i wiele innych schorzeń, które błędnie diagnozowane są zamiast boreliozy… Jak więc się w tym wszystkim nie dać zwieść? Jak nie zejść na diagnostyczne manowce? Szczególnie, że według czarnego humoru rodem ze środowisk medycznych wszystko wie tylko patolog. Mówiąc na marginesie, w przypadku boreliozy, ten czarny humor zda się niekiedy rzeczywistością… Przynajmniej jeśli chodzi o badania przeprowadzone przez dra Alana McDonalda, który zbadał mózgi osób chorujących za życia na schorzenia neurologiczne (zdiagnozowane nie jako borelioza) i absolutnie we wszystkich próbkach odkrył patogeny przenoszone przez kleszcze – w tym m.in. Borrelia burgdorferi, czyli krętka wywołującego chorobę z Lyme.

Jeśli mamy zatem uzasadnione wątpliwości, co do postawionej nam diagnozy, to czasami naprawdę warto sobie zaufać i nie odpuszczać. Szczególnie wtedy, gdy leczenie wymagałoby zastosowania leków steroidowych, o których wiadomo, że są niewskazane w boreliozie, ponieważ działają immunosupresyjnie, czyli obniżają odporność, co na ogół prowadzi do bardzo poważnego (czasami wręcz nieodwracalnego) pogorszenia stanu chorego na boreliozę.

Dr Nicola McFadzean we wspomnianej już książce wskazuje na pewne “poszlaki”, które mogą świadczyć o tym, że za objawami, które nam towarzyszą, a nawet za chorobami autoimmunologicznymi, które zostały u nas zdiagnozowane, jako “czynnik przyczynowy” może stać borelioza. I wymienia:

“1. Pacjent ma dużo objawów obejmujących wiele układów organizmu.

2. Wyniki tradycyjnie wykonywanych badań laboratoryjnych nie prowadzą do żadnych użytecznych wniosków ani klarownej diagnozy (…).

3. Postawiono formalną diagnozę, ale standardowe leczenie nie przynosi spodziewanej poprawy bądź rezultatów.

4. Próba terapeutyczna w kierunku leczenia boreliozy – choroby z Lyme (w postaci pojedynczej serii antybiotyków) wywołuje reakcję Herxheimera i następującą po niej poprawę objawów.”

Przypadków trafnej diagnozy, nawet po wielu latach, i wdrożenia odpowiedniego, przynoszącego ulgę leczenia, jest naprawdę wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że nigdy nie jest za późno na leczenie boreliozy. Co więcej, dr McFadzean wspomina także, że “w przypadku chorób autoimmunologicznych, w których istnieją wystarczające dowody współistnienia boreliozy (…) leczenie jej często prowadzi do złagodzenia, jeśli nie całkowitej eliminacji procesów autoimmunologicznych”.

Zdjęcie ilustracyjne

W przypadku boreliozy, tak jak w przypadku wielu innych chorób, bardzo duże znaczenie ma, kiedy (jak szybko) zostanie zdiagnozowana. I o ile w przypadku innych chorób nie zawsze powodzenie leczenia zależy od czasu trwania infekcji, o tyle w boreliozie ma to kluczowe znaczenie. Największe szanse na powrót do pełnego zdrowia są wówczas, kiedy terapia zostanie podjęta niezwłocznie po zakażeniu, zanim choroba osiągnie stadium bardziej zaawansowane.

W boreliozie można wyróżnić trzy stadia infekcji: borelioza wczesna zlokalizowana, borelioza wczesna rozsiana oraz borelioza późna – przewlekła. Jak łatwo się domyślić, borelioza wczesna zlokalizowana daje największe (niemalże stuprocentowe) szanse na wyleczenie. Najtrudniej jest z późną, chroniczną boreliozą. Ale, żeby była jasność, fazy te nie rozwijają się książkowo. Nie da się jednoznacznie określić ram: tu się kończy pierwsze stadium, a tu zaczyna kolejne. Ba, niekiedy borelioza wczesna zlokalizowana przechodzi od razu w fazę boreliozy późnej – przewlekłej. I tak, jak w przypadku wszystkiego, co dotyczy boreliozy, także rozpoznawanie stadiów choroby nie jest oczywiste. Wymaga ogromnej wiedzy i doświadczenia od lekarza.

Nie jest to jednak jedyny problem związany ze stadiami choroby, o wiele poważniejszy wynika z tego, że Amerykańskie Towarzystwo Chorób Zakaźnych (Infectious Disease Society of America – IDSA), które określa wytyczne (standardy) leczenia boreliozy, na których wzorują się inne kraje, m.in. Polska, nie bierze pod uwagę przewlekłej boreliozy. Natomiast pozostające w opozycji do niego Międzynarodowe Towarzystwo Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS) przedstawia liczne dowody naukowe na jej istnienie. Rzecz w tym, że w związku z tym konfliktem wielu pacjentów pozostaje bez odpowiedniej opieki zdrowotnej.

Dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” przytacza różne badania potwierdzające istnienie późnej boreliozy i konkluduje: “…istnienie chronicznej Boreliozy – choroby z Lyme (spowodowanej czynnym zakażeniem bakteryjnym) jest dość oczywiste i obecne w literaturze naukowej. Jest poparte licznymi badaniami przeprowadzonymi w różnych częściach świata przez badaczy reprezentujących różne dziedziny. Źródło kontrowersji ma podstawę nie naukową, ale polityczną, związaną z dogmatycznym podejściem do tematu. IDSA odmawia uznania czynnej infekcji bakteryjnej jako przyczyny przewlekłej boreliozy – choroby z Lyme nie z powodu takich czy innych obserwacji naukowych, ale ze względu na wieloaspektową niewydolność i niedoskonałość biurokratycznych procedur, według których działa ta instytucja. (…) Istnienie przewlekłej boreliozy – choroby z Lyme jest faktem, dlatego też jestem przekonana, że prędzej czy później zostanie to oficjalnie przyznane. Niestety, tymczasem pacjenci pozostają zawieszeni pomiędzy dwiema stronami ideologicznej debaty”.

Nie czekając na rozstrzygnięcie tego sporu, wokół którego toczy się obecnie intensywna debata tak w Stanach Zjednoczonych, jak i w Polsce, poniżej zaprezentujemy wszystkie trzy stadia boreliozy, również to nieuznawane przez IDSA.

borelioza wczesna zlokalizowana

Demo content

borelioza wczesna rozsiana

 

borelioza późna

 

Kiedy padnie diagnoza: borelioza, bardzo często pojawia się – oprócz oczywistego zagubienia, strachu przed nieznanym i czasami wręcz paniki – pytanie, co dalej? Jak ją leczyć? Bardzo często już sam czas diagnozy był “drogą przez mękę”, na dodatek wielu chorych zdaje sobie również sprawę, że w środowisku medycznym trwa spór wokół definiowania, diagnozowania i leczenia boreliozy, który zyskał miano “boreliozowych wojen”. Powiedzieć jednak, że to “spór”, to jakby nie powiedzieć nic. Bo to jest prawdziwa wojna, która rozpala przeciwników do czerwoności. Jak zatem chory ma się w tym odnaleźć? Najlepiej poznając fakty i samodzielnie podejmując decyzję, którą ścieżką terapii chce podążyć.

Przypomnijmy więc, że obowiązujące w Polsce wytyczne Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych dotyczące leczenia i diagnozowania boreliozy w jakimś sensie opierają się na zaleceniach Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych (Infectious Disease Society of America – IDSA), które zakładają (ogólnie rzecz ujmując) dwustopniową diagnozę serologiczną (najpierw test ELISA, a później Wester Blot) i maksymalnie 28-dniowią antybiotykoterapię. Pozostałe po tym objawy nazywają zespołem poboreliozowym, którego się nie leczy.

Jednak w 2008 roku w Stanach Zjednoczonych w antymonopolowym dochodzeniu w sprawie IDSA stwierdzono zbyt wiele poważnych błędów, kontrowersji, wątpliwości i w efekcie zalecono stworzyć nowe wytyczne. Minęły dwa lata zanim IDSA publicznie oświadczyła, że istnieje konieczność zmiany wytycznych, ale dopiero w 2016 roku jej zalecenia zostały usunięte z Bazy Zaleceń Medycznych Departamentu Zdrowia USA (National Guideline Clearinghouse – NGC). Na marginesie dodajmy, że wytyczne powinny być zmieniane (aktualizowane) co pięć lat, żeby zawsze opierały się na najnowszych badaniach. Nowe zalecenia IDSA wciąż się nie pojawiły.

W tym jednak czasie swoje zalecenia sformułowali lekarze-praktycy zrzeszeni w organizacji non profit pod nazwą Międzynarodowe Towarzystwo Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS), która jest poniekąd w opozycji do IDSA. W 2014 r. NGC zaakceptowała te wytyczne, które do dziś są jedynymi oficjalnie obowiązującymi. Różnią się one zdecydowanie od tych z 2006 roku, które zaproponowała IDSA. Zakładają znaczną swobodę lekarza w wyborze kuracji i diagnostyki, nie ograniczając kuracji antybiotykowej do miesiąca i nie uzależniając diagnozy od testów serologicznych (chorzy mogą być seronegatywni). Co więcej, wyleczenie rozumieją jako ustąpienie wszystkich objawów, bo tzw. zespół poboreliozowy traktują jako nadal aktywną infekcję.

W Polsce oficjalne leczenie boreliozy przez lekarzy chorób zakaźnych nie opiera się jednak na wytycznych ILADS z 2014 roku. Tylko w niektórych prywatnych gabinetach lekarze z nich korzystają. Niestety, chory postawiony jest w sytuacji, kiedy sam musi dokonać wyboru sposobów leczenia (jeśli wie, że są dwie drogi). Czy według IDSA, czy według ILADS? Niewątpliwie, powinien być o takiej możliwości informowany przez lekarzy. Niektórzy wybierają jeszcze inną drogę – zioła.

Pisząc jednak dalej o leczeniu boreliozy, nie będziemy opierać się na wycofanych zaleceniach IDSA. Zatem:

Leczenie powinno zależeć od fazy choroby, czyli od tego czy mamy do czynienia z boreliozą wczesną zlokalizowaną, boreliozą wczesną rozsianą, czy boreliozą późną.

Leczenie musi uwzględniać trzy formy morfologiczne Borrelii: kręta, formę bez ściany komórkowej i cystę.

Lecząc boreliozę, trzeba uwzględnić koinfekcje, co więcej niektórzy uważają, że leczenie należy zacząć właśnie od koinfekcji, a dopiero później zająć się boreliozą, jeśli leczenie równoczesne nie jest możliwe.

Podczas terapii niezbędne jest zwrócenie uwagi na problem biofilmu, a także reakcji Jarischa-Herxheimera.

Ponadto, podczas leczenia boreliozy, oprócz pozbywania się krętków (i innych patogenów), niezbędne jest również leczenie objawowe, a także wzmacnianie odporności, wzmacnianie tkanki kolagenowej, odpowiednia dieta, a w razie konieczności rehabilitacja.

Taka kompleksowa kuracja może potrwać o wiele dłużej niż 28 dni. I to w każdym indywidualnym przypadku od decyzji lekarza zależeć będzie czas jej trwania. Możliwe też, że niezbędne będzie stosowanie równocześnie wielu leków (w tym antybiotyków) i suplementów. Czasami lekarz może także zdecydować o równoczesnym stosowaniu ziół, czasami po kuracji antybiotykami może zaproponować same zioła. Są jednak i tacy chorzy, którzy decydują się na kurację wyłącznie ziołami. Wtedy warto korzystać z porad doświadczonych fitoterapeutów.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

BORELIOZA — choroba z Lyme