Dieta

paella-2428933_1920

Spis treści

Truizmem jest stwierdzenie, że jesteśmy tym, co zjemy. W dużej mierze jest to jednak prawda. To, co, ile i jakiego gatunku pochłaniamy ma wpływ nie tylko na nasz wygląd, nasze samopoczucie, ale także na nasze zdrowie. Oczywiste jest, że znaczna część chorób jest dietozależnych, a ich profilaktyka polega głównie na odpowiedniej diecie. Gros chorób cywilizacyjnych udałoby się w ogóle wyeliminować, gdybyśmy się odpowiednio odżywiali. Innymi słowy, gdybyśmy zwracali uwagę na to, co wkładamy do garnka, unikali produktów szkodliwych, a więcej zjadali tych dla nas odpowiednich, nie zachorowalibyśmy na niektóre ciężkie choroby typu cukrzyca, miażdżyca czy nawet nowotwór.

A co jeśli już jesteśmy chorzy? I jeśli choroba nie zależy od tego, czym się zajadaliśmy, ani od tego, czego brakowało w naszej diecie? Jeśli to jest borelioza? Czy dieta może nam pomóc w walce z nią? Czy ma wpływ na jej przebieg? Może sprawić, że poczujemy się lepiej? Że wyzdrowiejemy?

Dieta nie sprawi eradykacji Borrelii z naszego organizmu, czyli nie pozbędziemy się krętków prawidłowo się odżywiając, ale na pewno może sprawić, że w tej walce będziemy mieli więcej energii. Może wpłynąć na odporność naszego organizmu, co ma znaczenie nie tylko w trakcie leczenia, ale także na przebieg choroby w ogóle. Może poprawić stan naszych jelit, a właściwie całego układu pokarmowego, co ma niebagatelne znaczenie także dla prawidłowego wchłaniania leków. Może wspomóc usuwanie toksyn z organizmu (wiadomo, że Borrelie wydzielają toksyny), a także pomóc złagodzić reakcję Jarischa-Herxheimera. Może w końcu łagodzić stany zapalne, które wywołuje choroba.

Wydaje się, że w obliczu tylu korzyści niezainteresowanie się problematyką odżywiania w boreliozie byłoby sporym błędem. Co zatem jest do osiągnięcia wraz ze zmianą diety i dostosowaniem jej do wsparcia walki właśnie z tą konkretną chorobą? Gra toczy się o sporą stawkę: o zmniejszenie bólu wynikającego z toczących się procesów zapalnych, np. w stawach; o większą ilość energii, która może wynikać z łatwiejszego pozbywania się toksyn (także tych, które tworzą bakterie); a w końcu o całkowite wyleczenie, któremu będzie sprzyjał zdrowy układ pokarmowy, dobrze wchłaniający nie tylko substancje odżywcze, ale także leki; a także prawidłowo funkcjonująca, spełniająca swoją rolę, naturalna odporność organizmu.

Czas więc podjąć męską decyzję i nie odkładając na później, zmienić to, co jest do zmiany w sposobie naszego odżywiania, żeby wesprzeć własny organizm w tej nierównej walce z patogenami. I nie chodzi wcale o to, żeby wpaść w jakąś skrajność i przyglądać się przesadnie każdej zjadanej potrawie, ale o wprowadzenie kilku podstawowych zmian (o których poniżej), które będą służyć odzyskaniu, a później utrzymaniu zdrowia. I, dla jasności, nie mówimy tu o diecie podczas leczenia antybiotykami – zgodnie z wytycznymi Międzynarodowego Towarzystwa Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS) – bo wtedy niezbędne jest zastosowanie restrykcyjnej diety przeciwgrzybiczej, o której zapewne poinformuje lekarz; ale o zwyczajnym zdrowym odżywianiu na co dzień (także podczas przyjmowania ziół).

Skutkiem boreliozy jest obniżenie naturalnej odporności naszego organizmu, dlatego warto zrobić wszystko, żeby ją wzmocnić. Także jedząc pokarmy, które mogą w tym pomóc i unikając tych, które skutecznie ją obniżają.

Na pierwszy ogień powinno pójść odstawienie cukru. Tak, dla niektórych może to być prawdziwe wyzwanie. I gdyby miało się okazać absolutnie niemożliwe do przeprowadzenia, to warto wiedzieć, że są bezpieczne zamienniki, np. ksylitol bądź stewia. Zanim jednak o zamiennikach, zobaczmy dlaczego cukier jest kategorycznie niewskazany – może ta wiedza pozwoli podjąć decyzję o ostatecznym rozstaniu.

Przeprowadzono badania, które dowiodły, że cukier (w postaci glukozy, sacharozy, fruktozy) negatywnie wpływa na leukocyty – białe krwinki (czyli komórki, które jako pierwsze ruszają do walki, kiedy w naszym organizmie pojawia się jakiś patogen, np. krętek). Mamy więc następującą sytuację: w naszym organizmie grasuje bakteria, która ma zdolność obniżania naszej odporności. Już samo to sprawia, że układ odpornościowy słabo radzi sobie z najeźdźcą . Ale jeśli do tego fundujemy sobie np. herbatę z cukrem na śniadanie, to dodatkowo go usypiamy. Łyżeczka cukru może bowiem obniżyć naszą odporność na wiele godzin. Niektórzy twierdzą, że na ponad pół doby. Nawet jeśli brzmi to nieprawdopodobnie, to badania potwierdziły, że cukier ma zdolność obniżenia naszej odporności o 50 procent. Nie wygląda to najlepiej, prawda?

Ale idźmy dalej, mówiąc o “odstawieniu cukru”, nie chodzi tylko o niesłodzenie herbaty, rezygnację z drożdżówki czy z produktów, o których wiemy, że są słodzone. Cukier bowiem, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę, dodawany jest niemal do wszystkich produktów przetworzonych, które (zapewne) do tej pory znajdowały się w naszej lodówce. Wiele z nich trudno byłoby o to podejrzewać. Musztarda, majonez, jogurt naturalny, keczup, kukurydza w puszce, pesto, mieszanki przypraw, surówki, a nawet wędliny… – wszystko z cukrem. Co to dla nas oznacza, oprócz tego, że trzeba z tego zrezygnować? Konieczność czytania etykiet absolutnie wszystkich produktów przed włożeniem ich do koszyka. To, niestety, sprawi, że większość produktów w sklepie spożywczym stanie się dla nas zakazanym owocem.

Zanim jednak rozpacz opanuje nas na dobre, spójrzmy na dobrą stronę tego “nieszczęścia”. Po pierwsze, wszystkie te wysoko przetworzone produkty, które wyciągniemy z koszyka i grzecznie odstawimy na półkę, na ogół oprócz cukru zawierają także inne składniki, które źle na nas wpływają: konserwanty, barwniki, wzmacniacze smaku i pozostałe szkodliwe substancje chemiczne. Pozbycie się ich sprawi, że nasz organizm nie będzie musiał podejmować ogromnego wysiłku, żeby się ich pozbyć. Czyli będzie miał więcej energii, m.in. do walki z chorobą. Po wtóre, są sklepy, gdzie można kupić te produkty, ale pozbawione cukru i zbędnego chemicznego balastu. Można je też zrobić samemu. Z niczego, tak naprawdę, nie trzeba rezygnować. Można po prostu zastąpić to, co nie służy naszemu zdrowiu, tym, co dla nas dobre.

I tak, jak już najdzie nas naprawdę nieodparta ochota na coś słodkiego, to można posłodzić herbatę (ale zieloną) ksylitolem. Ksylitol jest słodki, ale z punktu widzenia chemicznego nie jest cukrem. Jest alkoholem polihydroksylowym. Ma tak niewielki wpływ na podnoszenie glukozy we krwi i działa bakteriobójczo. Najpierw pozyskiwany był tylko z brzozy i dlatego niektórzy mówią o nim “cukier brzozowy”. Teraz pozyskuje się go także m.in. z kukurydzy. Oczywiście, także z nim nie można przesadzić. Umiar wskazany jest w każdym przypadku.

Inną substancją słodzącą, po którą można bezkarnie sięgnąć, jest stewia – roślina pochodząca z Ameryki Południowej. Z jej liści uzyskuje się słodzik, który jest kilkaset razy słodszy od cukru. Ma także tę zaletę, że podobnie, jak ksylitol działa bakteriobójczo i grzybobójczo.

Jest jeszcze coś, co być może zabrzmi jak herezja, ale chorzy na boreliozę nie powinni zjadać dużych ilości słodkich owoców, a tym bardziej wypijać litrami soków (nawet tych niedosładzanych). Tak, owoce są zdrowe, a zjadanie ich ma wiele zalet (witaminy, minerały, błonnik…), ale jednakowoż zawierają fruktozę, a ta jest cukrem. I nawet, jeśli nie bralibyśmy pod uwagę jej wpływu na odporność, to karmi ona drożdżaki, których rozrost zwykle towarzyszy chorym na boreliozę, sprawiając nie tylko dodatkowe dolegliwości, ale utrudniając wyleczenie. Niekiedy wskazane bywa nawet zupełne wyeliminowanie owoców z diety.

Kiedy już wiemy, czego absolutnie musimy pozbyć się z diety, żeby nasza odporność miała się lepiej, to przejdźmy do tego, co powinniśmy wprowadzić do naszego jadłospisu, żeby wspomóc nasz układ immunologiczny.

Zacznijmy od warzyw. To podstawa – głównie na nich powinny się koncentrować nasze wysiłki bilansujące dietę sprzyjającą poprawie naturalnej odporności układu immunologicznego. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że są doskonałym źródłem witamin i minerałów. Ale warzywa są także źródłem antyoksydantów mających zdolność walki z wolnymi rodnikami, które (poza wielorakim negatywnym wpływem na nasz organizm) osłabiają także układ odpornościowy.

Świeże warzywa powinny być więc zjadane do każdego posiłku, czyli pięć razy dziennie. Bo posiłki powinny być niewielkie, ale jedzone często, mniej więcej co trzy godziny, to zapobiegnie m.in. skokom glukozy we krwi i w dużym stopniu (jeśli nie w ogóle) wyeliminuje ochotę na “coś słodkiego”. Chodzi o to, żeby jeść regularnie i nie dopuszczać do uczucia głodu.

Może się, oczywiście, zdarzyć, że zjadanie surowych warzyw (m.in. w postaci sałatek czy surówek) z różnych względów będzie niemożliwe, wtedy warto przygotowywać je na parze (szybkowar nie tylko przyspiesza ten proces, ale zapobiega też utracie cennych składników, więc jego używanie jest mocno wskazane). Można je także piec w piekarniku. Albo, rzecz jasna, zjeść w postaci zupy.

Przyzwyczajenie się do zjadania pięciu porcji warzyw dziennie dla niektórych może się okazać nie lada wyzwaniem, warto wtedy urozmaicić potrawy ziołowymi przyprawami (nie gotowymi mieszankami, które na ogół zawierają cukier) i odpowiednim tłuszczem roślinnym. I nie chodzi wyłącznie o walory smakowe, ale o niezbędne organizmowi nienasycone kwasy tłuszczowe. Kwasy Omega 3, 6 i 9, dostarczane m.in. wraz z olejami, oprócz wielu innych zalet, mają także bardzo pozytywny wpływ na układ odpornościowy. Warto więc włączyć do diety m.in. olej rzepakowy, olej lniany czy oliwę z oliwek – muszą być one jednak nierafinowane i tłoczone na zimno (także olej rzepakowy) i powinny być przechowywane w szklanych, ciemnych butelkach w niskiej temperaturze.

Nie trzeba też sobie żałować przypraw typu: bazylia, estragon, oregano, majeranek, rozmaryn, imbir, kurkuma, tymianek, cynamon, kardamon itp… Nie tylko poprawiają smak potraw, ale same w sobie są bogactwem wielu cennych składników świetnie wpływających na nasz organizm, a niektóre także wzmacniają układ odpornościowy (m.in.: cynamon czy kurkuma).

Żeby układ odpornościowy pracował prawidłowo, potrzebne jest mu także pełnowartościowe, dobrego gatunku, białko. Każda komórka jest przecież z niego zbudowana, także ta będąca częścią układu, który ma nas chronić przed patogenami. Dlatego tak ważne jest, jakie białko znajduje się na naszym talerzu, czyli jakiego budulca dostarczamy naszym komórkom. To dlatego niezbędne jest wprowadzenie do codziennego jadłospisu drobiu, ryb i (sporadycznie) czerwonego chudego mięsa. Osoby, które z innych względów nie muszą rezygnować z tych produktów (np. ze względu na alergię bądź nietolerancję) mogą także włączyć do diety jajka, orzechy i inne ziarna.

Nie trzeba chyba dodawać, że bardzo istotne jest, żeby w miarę możliwości wszystkie produkty pochodziły ze sprawdzonych źródeł. Idealnie byłoby, gdyby były świeże i pozbawione środków chemicznych.

Układ trawienny odgrywa niezwykle ważką rolę w funkcjonowaniu każdego ludzkiego organizmu. Jednak utrzymanie go w dobrym stanie nabiera szczególnego znaczenia dla osób przewlekle chorych, dla których i odporność, i dobra wchłanialność leków oraz składników odżywczych odgrywa niekiedy kluczową rolę w wyzdrowieniu.

To dlatego chorzy na boreliozę powinni zwracać uwagę na to, co sprzyja utrzymaniu ich jelit w dobrej formie. Ani zaparcia, ani biegunki nie świadczą o dobrym stanie jelit, dlatego dieta powinna sprzyjać regulacji wypróżnień. Dostarczanie odpowiedniej ilości błonnika i płynów (ok. 2,5 litra dziennie) nie jest tu bez znaczenia. Warto do diety włączyć także sproszkowane siemię lniane, które można dodawać do różnych potraw, np. do zup czy jogurtów. Nieocenionym źródłem błonnika są także warzywa, które również doskonale wspomagają odporność.

Dla dobrego funkcjonowania układu trawiennego ważne jest także wyeliminowanie wszystkich tych produktów, po których czujemy się źle, to znaczy mamy np. ból brzucha, wzdęcia, biegunki bądź zaparcia. Może to świadczyć o nietolerancji bądź alergii na dany artykuł spożywczy. Dość powszechnymi alergenami są orzechy, ryby czy mleko krowie. Ale, tak naprawdę, może nas uczulić absolutnie wszystko, dlatego, żeby mieć pewność, które produkty spożywcze powinniśmy wyeliminować z diety, warto zrobić testy na alergię pokarmową.

Innym zagadnieniem jest nietolerancja pokarmowa, ponieważ trzeba rozróżnić alergię pokarmową od nietolerancji, która jest o wiele powszechniejszym zjawiskiem. Testy na nietolerancję pokarmową także są dostępne. Jeśli zatem okaże się, że cierpimy na jakąkolwiek alergię bądź nietolerancję pokarmową, wyeliminowanie z diety szkodliwych dla nas produktów wpłynie znacząco na kondycję naszych jelit, a tym samym będzie to miało pozytywny wpływ na odporność naszego organizmu, a także na wchłanialność składników odżywczych, a także leków.

Dla zdrowej pracy jelit znaczenie ma także utrzymanie w równowadze zamieszkującej ich flory bakteryjnej. Może w tym pomóc zjadanie „kiszonek” (np. kiszone ogórki czy kapusta) bogatych w te same „dobre” bakterie, które zamieszkują nasz przewód, a które nie pozwalają na przerost drożdżaków, który nigdy nie jest dla nas korzystny.

Dobrze na nasze jelita i cały układ pokarmowy wpłynie także rezygnacja z produktów smażonych, tłustych, z posiłków nadmiernie obfitych, a także wysoko przetworzonych. Dobrze jest zjadać niewielkie ilości, ale za to częściej. A posiłki nie powinny być ani gorące, ani zimne. I najlepiej świeżo przygotowane (nie odgrzewane).

I choć może się to na początku wydawać za trudne do wprowadzenia w życie, to z czasem może się okazać, że dopiero zmiany w diecie spowodowały przełom w leczeniu.

Borelioza może także zaatakować serce. Na przykład dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, opisując objawy infekcji Borrelią, wymienia między innymi: „kołatania serca lub dodatkowe uderzenia, zapalenie wsierdzia, bloki serca”. A dr Joseph Burrascano w „Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008) dodaje do tej listy: „szmer w sercu, wypadanie płatka zastawki, zaburzenia rytmu serca, bloki serca w EKG”. To pewnie i tak nie wyczerpuje całej listy możliwych manifestacji boreliozy związanych z układem krwionośnym, niemniej jednak wskazuje na konieczność wspierania funkcjonowania serca. Także poprzez prawidłową dietę.

Wiadome jest, że część produktów, które znajdują się na naszych stołach, może wspierać pracę serca, a część być dla niego obciążeniem i powodować niepożądane efekty. Pewne grupy produktów są dla prawidłowej pracy serca i całego układu krwionośnego niezbędne, a część stanowi prawdziwe zagrożenie.

Czego, zatem, potrzebuje serce, żeby prawidłowo (i bez dodatkowych obciążeń dietetycznych) funkcjonować? Duże znaczenie ma dostarczanie odpowiednich tłuszczów. Chodzi, oczywiście, o tłuszcze zawierające kwasy Omega 3, które znajdują się na przykład w tłustych morskich rybach (m.in. w makreli) czy w olejach lnianym, rzepakowym… Mowa o olejach nierafinowanych, dodawanych pod koniec przyrządzania do niezbyt gorących potraw, bez ich uprzedniego smażenia czy gotowania np. w zupach. Dostarczając prawidłowych tłuszczów, od razu trzeba się pozbyć tych szkodliwych dla serca, a więc tłustych mięs i przetworów z nich, ponadto masła, twardych serów, śmietany, tłuszczów trans, czyli utwardzonych olejów roślinnych (wszelkiego rodzaju margaryn i smarowideł do chleba), a także produktów je zawierających, np. ciast.

Dla prawidłowego funkcjonowania serca w diecie powinny się także znaleźć warzywa i owoce. Znana zasada zjadania pięciu porcji warzyw dziennie (czyli do każdego posiłku), jest w przypadku wzmocnienia układu krwionośnego i pracy serca nie do przecenienia.

Tak jak nie do przecenienia jest odstawienie wszelkich używek na czele z alkoholem, nikotyną i kofeiną. A jeśli do tego dieta będzie zawierała mało (albo w ogóle) produktów wysoko przetworzonych, smażonych, z dużą zawartością soli, cukru czy substancji chemicznych, to dbałość o serce (jeśli chodzi o dietę) będzie kompletna.

Prawdopodobnie najlepszą dietą dla serca jest dieta śródziemnomorska, czyli zawierająca m.in. spore ilości warzyw i owoców, ryb, a także owoców morza i oliwy z oliwek. A w dużej mierze pozbawiona nadmiernych ilości tłuszczów zwierzęcych, soli, cukru… Czyli pozbawiona szkodliwych produktów, a dostarczająca m.in. odpowiednich ilości błonnika, witamin i mikroelementów, a także kwasów Omega 3.

Jedno jest pewne, zmiana nawyków żywieniowych może mieć korzystny wpływ także na serce zaatakowane przez boreliozę, a już na pewno może odciążyć cały układ krwionośny i wspomóc proces zdrowienia.

Chorzy na boreliozę zmagają się na ogół z nadmiernym obciążeniem organizmu różnego rodzaju toksynami (m.in. pochodzącymi od krętków Borrelii czy z zanieczyszczonej żywności). Pomoc w sprawnym usuwaniu tych zanieczyszczeń może skutkować ogromnym wsparciem procesów zdrowienia.

Detoksykacją naszego organizmu zajmuje się wątroba i dlatego powinna być szczególnie chroniona i wspomagana. Ale ważne są także nerki. Chcąc zatem jak najbardziej wesprzeć pracę tych organów (obciążonych przecież także przyjmowanymi lekami), przyglądnijmy się diecie, która mogłaby ulżyć ich funkcjonowaniu, a tym samym przyspieszyć proces zdrowienia.

Przede wszystkim taka dieta powinna być lekkostrawna i najlepiej niezawierająca zanieczyszczeń chemicznych. Co to znaczy lekkostrawna? Najogólniej rzecz ujmując, powinna być pozbawiona nadmiaru tłuszczów zwierzęcych, produktów wysoko przetworzonych i smażonych. Odpadają więc tłuste mięsa, masło, smalec, śmietana itp… Pożegnanie m.in. z karkówką z grilla, kiełbasą z rusztu, boczkiem, czekoladowym batonem, chipsami czy tortem z masą kremową… wydaje się być mocno pożądane. Warto to zastąpić chudym mięsem drobiowym przygotowanym na parze czy upieczonym w piekarniku (bez tłuszczu) albo rybą z rusztu, a zamiast tortu zaserwować sobie np. owoce pod kruszonką (z mąki z pełnego przemiału – np. żytniej czy gryczanej – na oleju, zamiast masła i na ksylitolu zamiast cukru).

Najlepiej gdyby mięso i ryby pochodziły ze sprawdzonego źródła, chodzi o to, żeby nie zawierały zanieczyszczeń chemicznych.

Kiedy już zastąpimy tłuste mięso chudym, smażenie gotowaniem na parze albo pieczeniem bez tłuszczu w piekarniku, śmietanę jogurtem a masło olejem, warto dodać do tego wszystkiego warzywa, które mają szczególnie dobry wpływ na wątrobę. Pierwszym z nich jest bez wątpienia karczoch. I choć nie jest u nas jeszcze zbyt popularny, to nie ulega wątpliwości, że doskonale radzi sobie ze wspieraniem pracy wątroby. Na wątrobę dobry wpływ będą miały także zjedzone przez nas buraki, szpinak czy awokado.

Na proces oczyszczania naszego organizmu ma także wpływ odpowiednie nawodnienie. Nie da się prawidłowo przeprowadzać procesu detoksykacji bez podaży odpowiedniej ilości płynów. Oczywiście, kluczowe znaczenie ma wypijanie wody. Najlepiej średnio zmineralizowanej w ilości od 1,5 do 2 litrów dziennie. Niewskazana jest czarna herbata, kawa, mleko czy kakao, ani napoje słodkie czy gazowane. Można za to serwować sobie zieloną herbatę czy napary z ziół, np. rumianku, kopru włoskiego czy mięty.

Warto też rozważyć rozpoczynanie dnia od wypicia szklanki letniej wody ze świeżo wyciśniętym sokiem z cytryny. To nie tylko odkwasza organizm (tak, sok z cytryny – wbrew temu, że kwaśny smak sugeruje co innego – działa alkalicznie, czyli ma wpływ na odkwaszanie organizmu), ale też ułatwia detoksykację. Przy czym utrzymanie prawidłowego pH naszego organizmu (czyli dbanie o to, żeby nie był nadmiernie zakwaszony) ma także spore znaczenie w procesie powrotu do zdrowia.

Produkty, które zjadamy mają także wpływ na procesy zapalne, które w organizmie chorego na boreliozę nie są rzadkością. Są właściwie normą. Np. bolące, obrzmiałe stawy, to przecież toczący się stan zapalny, co prawda miejscowy (a stan zapalny może też objąć cały organizm), ale przecież powodujący bardzo bolesne, nieprzyjemne objawy. Stany zapalne mogą dotyczyć także mięśni, układu nerwowego, mózgu…

W każdym razie dieta może wspomagać wyciszanie stanów zapalnych albo działać wręcz przeciwnie, czyli pogłębiać je. Innymi słowy, niektóre produkty, które będziemy zjadać mogą sprawić, że np. stawy będą nas bardziej bolały, będą bardziej obrzmiałe; a inne pokarmy będą obojętne albo nawet dadzą możliwość zmniejszenia i bólu, i obrzęku. Stawka wydaje się być spora, więc pewnie warto spróbować i sprawdzić, czego unikać, a co włączyć do diety.

I tutaj od razu pojawia nam się grupa “zakazanych” produktów, o których już wspominaliśmy przy okazji diety związanej ze wspomaganiem odporności czy prawidłowym funkcjonowaniem układu trawiennego, czyli produkty wysoko przetworzone, a także smażone, słodycze, chipsy, słodkie napoje… Do tego trzeba jednak dodać tłuszcze zwierzęce, które nie są wskazane – zatem masło, śmietana, twarde sery, czerwone mięso…

Niektóre osoby zauważyły znaczną poprawę po odstawieniu nabiału, dla innych wystarczające było jego ograniczenie. Nie jest wskazane stosowanie słodkiego mleka. Lepsze są jogurty naturalne czy kefiry, także dlatego, że zawierają bakterie, które mają dobroczynny wpływ na nasze jelita. Ważne jednak, żeby jogurt nie był robiony z mleka w proszku, które także jest produktem wysoko przetworzonym. Ważne także, aby z nabiału zrezygnowały osoby uczulone na białko mleka krowiego czy inne substancje w nim zawarte lub cierpiące na jego nietolerancję.

Innym składnikiem pokarmowym, którego wykluczenie z diety u wielu osób poskutkowało zmniejszeniem stanów zapalnych jest gluten, czyli białka zawarte w niektórych zbożach, np. pszenicy, życie, owsie czy jęczmieniu. Wolne od glutenu są natomiast: kukurydza, gryka, proso, ryż. 

Oczywiście, powinno się też usunąć z diety wszystkie produkty, na które jesteśmy uczuleni albo których nie tolerujemy, bo one także działają prozapalnie.

Warto natomiast wprowadzić ryby i dostarczać organizmowi dobrego rodzaju tłuszczów zapewniających prawidłową podaż kwasów Omega 3, które doskonale potrafią redukować stany zapalne. Czyli np. olej lniany jest jak najbardziej wskazany czy nasz (wciąż niedoceniany) olej rzepakowy. Jeśli jednak mowa o oleju rzepakowym, to mówimy o tłoczonym na zimno. Nierafinowanym. Można z niego np. zrobić “smarowidło” do kanapek i zastąpić nim masło. Trzeba tylko do zakręcanego szklanego pojemnika wlać z pół szklanki oleju, dodać lubiane przez nas zioła, np. bazylię, oregano czy estragon albo curry (najpierw upewniwszy się, że nie ma w jego składzie cukru) i odstawić w zimne, ciemne miejsce na dobę (może być lodówka). Po czym można to stosować zamiast masła, rozprowadzając pół łyżeczki tej mikstury na kromce chleba.

Może się okazać, że chcąc zmniejszyć toczące się w naszym organizmie stany zapalne będziemy musieli (przynajmniej na jakiś czas) zastosować bardzo restrykcyjną i eliminacyjną dietę. Może pojawić się więc niebezpieczeństwo, że nie będziemy w stanie sami odpowiednio jej zbilansować. A dostarczenie organizmowi odpowiednich składników odżywczych jest bardzo ważne w procesie zdrowienia. Warto więc rozważyć wizytę u dobrego dietetyka. Takiego, który będzie miał pojęcie o boreliozie. Będziemy mieć wtedy pewność, że z jednej strony nasze jedzenie ma wpływ na wspomaganie naszej odporności i nie działa prozapalnie, a z drugiej dostarcza naszemu organizmowi tego, co niezbędne do jego prawidłowego funkcjonowania. Co więcej, nasz jadłospis skomponowany będzie dokładnie dla nas, uwzględniając nasz stan zdrowia i efekty, które chcemy osiągnąć.

Że to wymaga wysiłku? Zaangażowania? Czasu? Pieniędzy? I tak warto, bo stawką w tej grze jest nasze zdrowie.

Jednym ze składników naturalnej flory naszego przewodu pokarmowego jest pasożytniczy grzyb (drożdżak) o nazwie Candida albicans. I o ile nie ma z nim problemu, kiedy flora bakteryjna jest w równowadze, o tyle każde zachwianie tej równowagi (np. poprzez przyjmowanie antybiotyków) może prowadzić do przerostu drożdżaków, tzw. kandydozy, czyli po prostu grzybicy. Rzecz w tym, że u chorych na boreliozę kandydoza jest dość powszechnym zjawiskiem i dlatego, oprócz leczenia farmakologicznego (jeśli zajdzie taka potrzeba), niezbędne jest przestrzeganie pewnych zasad żywieniowych Dotyczą one osób ze zdiagnozowaną drożdżycą, a także tych, które przyjmują antybiotyki, a chcą uniknąć grzybicy.

Chcąc opanować przerost drożdżaków albo nie dopuścić do nadmiernego ich rozrostu podczas antybiotykoterapii, niezbędne jest przede wszystkim usunięcie z diety wszelkich produktów zawierających cukier bądź skrobię, a także znacznie ograniczenie pozostałych węglowodanów. Oznacza to w praktyce, że wszelkie słodycze czy napoje słodzone są zakazane. Trzeba ponadto zrezygnować z białego pieczywa, pieczywa drożdżowego i odstawić absolutnie wszelkie potrawy mączne, a także ziemniaki, marchew, buraki, rośliny strączkowe (groch, fasola…). Nie powinno się także pić kawy, herbaty, kakao czy soków owocowych.

Dopuszczalne są natomiast niewielkie ilości żytniego chleba na zakwasie, wszelkie zielone warzywa (np.: brokuł, szpinak, jarmuż, kapusta…), owoce, które nie zawierają dużych ilości fruktozy (np.: grejpfrut, cytryna, awokado…), ale w ograniczonej ilości. Ponadto chude mięso, ryby, jaja, a do słodzenia stevia bądź ksylitol.

Zalecane są kiszonki (kapusta kiszona, ogórki kiszone), jogurt naturalny, kefir, cebula, czosnek, oleje roślinne (lniany, rzepakowy, oliwa z oliwek), a także ocet jabłkowy.

Niezbędne jest jadanie małych posiłków, ale często (np. co trzy godziny) i picie dużych ilości płynów (woda, zielona herbata, napary ziołowe). Ostatni posiłek przed snem nie powinien zawierać węglowodanów w ogóle, ani też nie powinno się wtedy zjadać owoców.

Taka dieta wydaje się niezwykle restrykcyjna i w praktyce oznacza, że chory żywi się głównie produktami białkowymi i roślinnymi z dużą ilością błonnika, ale w rzeczywistości zwykle przynosi dużą poprawę samopoczucia, co jest wystarczającą nagrodą za rezygnację z ciasteczek i pierogów. Naprawdę można dość szybko nabrać wprawy w jej stosowaniu, a nawet docenić jej walory smakowe. A zupa ugotowana bez marchewki wcale nie musi źle smakować, ani oznaczać klęski kulinarnej, tym bardziej, że wskazane jest stosowanie dużej ilości naturalnych przypraw (kurkuma, bazylia, oregano, imbir…).

Nie sposób przedstawić jednej jedynej superdiety, która będzie odpowiednia dla wszystkich chorych na boreliozę. Chociażby ze względu na możliwe nietolerancje pokarmowe, alergie, ale także ze względu na różne sposoby leczenia. Inaczej bowiem powinna wyglądać dieta podczas intensywnej antybiotykoterapii, inaczej po jej zakończeniu, a jeszcze inaczej, kiedy zostanie zdiagnozowany przerost drożdżaków. Niemniej jednak są pewne produkty, które na ogół warto włączyć do diety bez względu na stadium choroby czy sposób leczenia (jeśli nie jest się na nie uczulonym i są dobrze tolerowane).

Do takich produktów należą:

zboża, najlepiej bezglutenowe bądź o niskim indeksie glikemicznym, czyli takim, który jak najmniej wpływa na windowanie poziomu glukozy we krwi, np.: gryka, proso, brązowy ryż, żyto, owies; na ogół w postaci żytniego chleba na zakwasie czy kasz: jaglanej bądź gryczanej

warzywa, z przewagą zielonych, np.: brokuł, karczoch, szpinak, jarmuż, kalarepa, cukinia, dynia, kabaczek, patison, bakłażan, rzepa, papryka, seler, fenkuł, kapusta

chude mięsa, najlepiej z ekologicznych hodowli (drób, królik)

ryby, najlepiej morskie, ze sprawdzonych źródeł, np.: miruna, makrela, dorsz

tłuszcze roślinne, tłoczone na zimno, przechowywane w chłodnych miejscach w szklanych ciemnych butelkach, np.: olej lniany, olej rzepakowy, oliwa z oliwek

 jogurty naturalne, jeśli przetwory mleczne są dobrze tolerowane

 jajka, najlepiej ekologiczne

kiszonki, kiszona kapusta bądź ogórki

niesłodkie owoce, czyli z małą ilością fruktozy, np.: grejpfrut, cytryna, awokado, kiwi, agrest

pestki w niewielkich ilościach, np. słonecznika czy dyni, a jeśli są dobrze tolerowane, to w niewielkich ilościach orzechy włoskie, brazylijskie, laskowe bądź nerkowce

– ocet jabłkowy

– siemię lniane

– przyprawy jednoskładnikowe, czyli takie, które składają się tylko z jednego zioła, np.: bazylia, estragon, oregano, majeranek, rozmaryn, imbir, kurkuma, tymianek, cynamon, kardamon

– niesłodkie napoje, prym powinna wieść woda, ale można też pić słabe napary ziołowe, np. z mięty, rumianku, anyżu czy kopru włoskiego, a także zieloną herbatę

Włączenie tych produktów może pozytywne wpłynąć na odporność naszego organizmu, poprawić stan naszych jelit, wspomóc usuwanie toksyn z organizmu, pomóc złagodzić reakcję Jarischa-Herxheimera, a także łagodzić stany zapalne. Dlatego warto rozważyć ich pojawienie się w naszych jadłospisach.

Wyeliminowanie niektórych produktów albo grup produktów z diety chorych na boreliozę może okazać się przełomem w leczeniu. Zmiana podejścia do odżywiania, może zaowocować o wiele lepszym samopoczuciem, dlatego naprawdę warto się zastanowić czy na ołtarzu zdrowia nie złożyć w ofierze kilku “smakołyków”, na które być może przez jakiś czas będziemy spoglądać tęsknym wzrokiem, ale o których (miejmy nadzieję) uda nam się szybko zapomnieć i zastąpić je czymś innym.

Do produktów, które nie są wskazane dla chorych na boreliozę należą:

alkohol, pod każdą postacią, a więc także niskoprocentowy, np. piwo

cukier – w tym słodycze: wszelkie rodzaje czekolad, ciast, ciastek, ciasteczek, słodkich bułek, lodów, cukierków; a także dżemy, słodzone napoje gazowane, soki, jogurty owocowe, miód

biała mąka, czyli z ziarna pozbawionego otrębów (szczególnie pszenna) i wszelkie przetwory z niej, typu makarony, naleśniki, pierogi, ciasta

mleko i jego przetwory, takie jak sery, szczególnie żółte, pleśniowe, wędzone; a także śmietana, masło

tłuste mięsa, w tym wieprzowina i jej przetwory, takie jak np. kiełbasy, salcesony, pasztety

tłuszcze trans, czyli utwardzone oleje roślinne, w tym wszelkiego rodzaju margaryny i smarowidła do chleba, a także produkty je zawierające, np. ciasta

produkty smażone, wędzone, np. kotlety schabowe czy wędzone ryby

 produkty wysoko przetworzone, w tym konserwowane, np. ryby w puszce, mielonki, gotowe sosy w słoikach, gotowe dania np. mrożone, a także majonezy, keczupy, musztardy

wieloskładnikowe przyprawy, np. kostki rosołowe czy sypkie przyprawy z wielu składników

warzywa zawierające dużo skrobi, np. ziemniaki czy fasola

– ocet spirytusowy 

– drożdże

– kawa, herbata, kakao

Wyeliminowanie tych produktów z diety może okazać się milowym krokiem w drodze do zdrowia. Organizm nie będzie już musiał radzić sobie z nadmiernym obciążeniem, często związanym także z dostarczaniem mu z zewnątrz niepotrzebnych “zanieczyszczeń”, które musi na różne sposoby “neutralizować”, ale odpowiednio odżywiony będzie mógł całą energię przeznaczyć na walkę z atakującymi go patogenami.

Odpowiednio zbilansowana dieta, pozbawiona „śmieciowego” jedzenia, naprawdę ma ogromne znaczenie. A jeśli okaże się nawet, że nie jesteśmy w stanie zastosować się do wszystkich zaleceń jednocześnie, spróbujmy przynajmniej mocno ograniczyć najbardziej szkodliwe produkty i sukcesywnie zastępować je innymi. Krok po kroku.

Prawidłowa dieta powinna być indywidualnie zbilansowana dla każdego chorego na boreliozę. Inaczej powinna wyglądać dieta osoby, która leczy się antybiotykami, inaczej chorego z przerostem Candidy, inaczej chorego po zakończonej antybiotykoterapii, a jeszcze inaczej pacjenta np. z nietolerancją laktozy. Co więcej, inna powinna być dieta kobiety, inna mężczyzny, jeszcze inna osób aktywnych fizycznie i osób w różnym wieku.

Spróbujmy jednak poczynić pewne założenia i skonstruować przykładowy jadłospis dzienny. Załóżmy, że chory, to dwudziestokilkuletni mężczyzna, który ma nieco ponad 180 cm wzrostu i waży blisko 90 kg. Nie przyjmuje już antybiotyków, nie ma problemu z przerostem drożdżaków, pozostaje na podtrzymujących ziołach i jest niemalże bezobjawowy, a jego aktywność fizyczna jest umiarkowana, to znaczy, że wykonuje różnego typu ćwiczenia fizyczne (w tym bieganie) kilka razy w tygodniu. Nie jest to jednak sport wyczynowy.

Biorąc pod uwagę współczynnik jego masy ciała BMI (Body Mass Index), który wynosi około 25, można założyć, że dziennie będzie potrzebował trochę ponad 3000 kilokalorii (z czego białka powinny stanowić 20 procent, tłuszcze 30 procent, a węglowodany 50 procent). Na temat podaży węglowodanów zdania są podzielone, bo niektórzy sugerują, że dieta nisko węglowodanowa jest wskazana dla wszystkich chorych na boreliozę, jednak do naszych teoretycznych rozważań zostawmy zapotrzebowanie na węglowodany na poziomie 50 procent. Pozwólmy także na wprowadzenie do diety pewnej śladowej ilości produktów zawierających skrobię (rośliny strączkowe), a skupmy się na dostarczeniu organizmowi odpowiedniej ilości makro- i mikroelementów, a także błonnika i wyeliminowaniu cukrów prostych.

Bardzo ważne jest też, aby posiłki były spożywane często i regularnie (nie rzadziej niż co cztery godziny), a ich udział energetyczny oscylował wokół następujących wartości:

– pierwsze śniadanie – około 30 procent dziennego zapotrzebowania,
– drugie śniadanie – około 10 procent,
– obiad – około 30 procent,
– podwieczorek – około 10 procent,
– kolacja – około 20 procent.

Innymi słowy najbardziej treściwymi posiłkami powinny być śniadanie i obiad, lżejszymi drugie śniadanie i podwieczorek, a kolacja powinna być nieco mniejsza od obiadu, ale większa od podwieczorka.

Załóżmy więc, że mogłoby to wyglądać tak:
Śniadanie: chleb żytni pełnoziarnisty na zakwasie (200 g) z chudym serem twarogowym (120 g) wymieszanym z jogurtem naturalnym (40 g) i szczypiorkiem (5 g) oraz sałatka z pomidora (200 g) i sałaty lodowej (50 g) z olejem lnianym (24 g) i przyprawami do smaku, np. z bazylią bądź oregano.

Drugie śniadanie: zmiksowane kiwi (160 g), maliny (170 g), płatki jaglane (35 g), jogurt naturalny (20 g), posypane orzechami włoskimi (16 g), można doprawić kardamonem bądź cynamonem.

Obiad: kasza gryczana (200 g) z duszonym udźcem z indyka (100 g) razem z grochem (40 g), zieloną papryką (75 g), cebulą (100 g), natką pietruszki (4 g) oraz olejem rzepakowym (8 g), do tego przyprawy do smaku, np.: majeranek, tymianek, rozmaryn.

Podwieczorek: chleb żytni pełnoziarnisty na zakwasie (60 g) z awokado (80 g) i pestkami dyni (20 g), do smaku można dodać np. estragon.

Kolacja: makaron pełnoziarnisty, np. z mąki ryżowej, gryczanej czy żytniej (60 g) ze szpinakiem (140 g), czosnkiem (20 g) i mozzarellą (20 g) oraz z łososiem z rusztu bądź z pieca (80 g).

Jak można wyczytać w książce dr Nicoli McFadzean „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, chorym na boreliozę w wyzdrowieniu, obok przyjmowanych leków, może pomóc również dieta bezglutenowa, ponieważ „zarówno gluten, jak i produkty mleczne mają działanie prozapalne”. Odstawienie zatem glutenu i chociażby ograniczenie produktów mlecznych może odegrać kluczową rolę w opanowaniu toczących się w organizmie procesów zapalnych.

„Dużo osób ma problemy z trawieniem białek zawartych w glutenie, – pisze dr McFadzean we wspomnianej wyżej publikacji – co często powoduje reakcje autoimmunologiczną, nasilając procesy zapalne. Nietolerancja glutenu może powodować procesy autoimmunologiczne i może więc sprowokować układ obronny organizmu do atakowania własnych tkanek, w tym mózgu. Przy wszystkich problemach natury immunologicznej w boreliozie – chorobie z Lyme, należy uczynić wszystko, aby nie dostarczać układowi odpornościowemu dodatkowej, niepotrzebnej pracy. Eliminacja glutenu z diety pomaga odciążyć układ odpornościowy oraz układ trawienny i jest z korzyścią dla zdrowia”.

Wydaje się, że warto rozważyć zastosowanie diety bezglutenowej, szczególnie, że dla niektórych chorych odstawienie glutenu okazało się naprawdę dobroczynne. Oczywiście eliminacja samego glutenu nie sprawi, że dieta będzie od razu odpowiednia, zdrowa, zbilansowana do naszych potrzeb. Nie. Wciąż obowiązuje zasada, że prawidłowa dieta powinna być ustalana indywidualnie dla każdego chorego. Inna musi być dla mężczyzny, inna dla kobiety czy dziecka. Musi brać też pod uwagę czy chory bierze antybiotyki, a może zioła, czy zmaga się z przerostem Candidy albo, na przykład, z nietolerancją laktozy czy alergią na ryby…

Niemniej jednak można się pokusić o skonstruowanie przykładowego dziennego jadłospisu, poczyniwszy wprzódy pewne założenia. Załóżmy, zatem, że chory, to dwudziestopięcioletnia kobieta, która ma niecałe 160 cm wzrostu i waży niespełna 50 kg. Nie przyjmuje już antybiotyków, nie ma problemu z przerostem drożdżaków, ale musi na to uważać, bo niedawno zakończyła antybiotykoterapię. W tej chwili stosuje zioła zalecane przez Stephena Buhnera. Jest bezobjawowa, ale zbyt mało czasu minęło od zakończenia leczenia, żeby móc powiedzieć, że jest zupełnie wyleczona. Biega lub ćwiczy (niekiedy dość intensywnie) prawie każdego dnia. Nadal się uczy.

Biorąc pod uwagę współczynnik jej masy ciała BMI (Body Mass Index), który wynosi około 20 i aktywność, potrzebuje dziennie około 2200 kcal (z czego białka powinny stanowić 20 procent, tłuszcze 30 procent, a węglowodany 50 procent). Na temat podaży węglowodanów zdania są podzielone, bo niektórzy sugerują, że dieta nisko węglowodanowa jest wskazana dla wszystkich chorych na boreliozę, jednak do naszych teoretycznych rozważań skupmy się głównie na eliminacji glutenu i ograniczeniu produktów mlecznych.

Bardzo istotne jest, aby posiłki były spożywane regularnie (średnio co trzy godziny), a ich udział energetyczny oscylował wokół następujących wartości:

– pierwsze śniadanie – 25-30 procent dziennego zapotrzebowania,
– drugie śniadanie – 5-10 procent,
– obiad – 30-35 procent,
– podwieczorek – 5-10 procent,
– kolacja – 15-25 procent.

Innymi słowy najbardziej treściwymi posiłkami powinny być śniadanie i obiad, lżejszymi drugie śniadanie i podwieczorek, a kolacja powinna być nieco mniejsza od obiadu, ale większa od podwieczorka.

Załóżmy więc, że mogłoby to wyglądać tak:
Śniadanie: płatki owsiane bezglutenowe (60 g) na „mleku” sojowym (100 g) z dodatkiem nasion sezamu (15 g), pomarańczy ugotowanej razem z płatkami (240 g) i suszonymi daktylami (40 g).

Drugie śniadanie: chleb gryczany (bądź gryczano-jaglany) na zakwasie (70 g) z kozim serem (25 g) wymieszanym z olejem rzepakowym tłoczonym na zimno (5 g), rzodkiewką (15 g) i szczypiorkiem (5 g); można też dodać do smaku zioła, np. estragon albo oregano.

Obiad: ryż brązowy (150 g) z łososiem w koperku przygotowanym na parze i posypanym koperkiem, do tego zielona sałata (10 g), skropiona sokiem z cytryny, z pomidorem (100 g), ogórkiem (50 g), oliwą z oliwek (5 g) i bazylią do smaku; do picia rozpuszczalna kawa zbożowa bezglutenowa z „mlekiem” sojowym (30 g).

Podwieczorek: banan (120 g) zmiksowany razem z jabłkiem (150 g), świeżym szpinakiem (50 g), cytryną (10 g), wiórkami kokosowymi (12 g) i jogurtem naturalnym (60 g).

Kolacja: Makaron z mąki gryczanej lub pełnoziarnistej ryżowej czy jaglanej (60 g) ze szpinakiem (140 g), czosnkiem (20 g) i mozzarellą (20 g) oraz mięsem z piersi kurczaka (80 g), przyprawy do smaku, np. rozmaryn bądź tymianek.

O prozdrowotnym działaniu kurkumy napisano już dziesiątki opasłych tomów i tyleż samo badań przeprowadzono. Podobno wykazano już kilkaset korzystnych dla naszego zdrowia właściwości tej rośliny. Wystarczy wspomnieć, że jest silnym antyoksydantem, czyli wymiata z naszego organizmu bardzo szkodzące naszemu zdrowiu wolne rodniki, działa niezwykle silnie przeciwzapalnie, wspomaga wątrobę, reguluje pracę przewodu pokarmowego, korzystnie wpływa na odporność, a także na krążenie krwi, więc także na serce, przy czym działa antybakteryjnie i oczyszczająco – już chociażby te kilka zalet z powodzeniem może postawić tę roślinę w centrum zainteresowań chorych na boreliozę.

A jeśli dodać do tego, że mieszkańcy japońskiej wyspy Okinawa, chlubiący się najdłuższą średnią życia i największą (naprawdę imponującą) liczbą stulatków przypadających na ogólną liczbę mieszkańców, mają zwyczaj pić napój z kurkumą każdego dnia, to tym bardziej warto zainteresować się tą rośliną. A tym bardziej „miksturą” z niej sporządzaną. Choć wnioski upatrujących tajemnicy długowieczności i zdrowia mieszkańców Okinawy wyłącznie w kurkumie są raczej zbyt uproszczone, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zaserwować siebie – jeśli nie każdego dnia, to chociażby od czasu do czasu – słynne “mleko z Okinawy”.

Przepis na “mleko” z kurkumą jest bardzo prosty. Potrzebne są następujące składniki:

– ćwierć szklanki sproszkowanej kurkumy,

– pół szklanki wody,

– szklanka napoju roślinnego, tzw. mleka, np. sojowego (nie z soi modyfikowanej genetycznie), ryżowego, migdałowego, kokosowego… – jakie kto lubi.

Kurkumę miesza się w garnku z wodą i podgrzewa na małym ogniu ok. 5-10 minut. Trzeba uważać, żeby tego nie zagotować, ale żeby powstała taka jednolita budyniowata masa. Taką, ostudzoną już pastę, przechowuje się w zamkniętym pojemniczku w lodówce i jedną łyżeczkę rozpuszcza się w szklance ciepłego roślinnego “mleka”. Można dodać do smaku np.: cynamon, miód, kardamon, pieprz cayenne…

Kurkuma, a także napoje z niej sporządzone, są bardzo popularne w różnych azjatyckich krajach. Dość często można się spotkać z nazwą “złote mleko”. Można też znaleźć przeróżne warianty takich napojów, tak na bazie “mleka” roślinnego, jak i na bazie wody. Na przykład jeden z przepisów na “herbatkę z kurkumą” zakłada wykorzystanie oprócz kurkumy innych – mających korzystny wpływ na nasze zdrowie – przypraw. I tak, potrzebne będą następujące składniki:

– trzy łyżeczki kurkumy

– dwie łyżeczki kardamonu

– dwie łyżeczki cynamonu

– dwie łyżeczki imbiru

– jedna łyżeczka goździków

– około litra wody.

Wszystkie składniki muszą być zmielone. Wsypuje się je do garnka, zalewa wodą, dokładnie miesza i gotuje na małym ogniu przez około 10 minut. Taką porcję można przechowywać przez dwa dni i pić na zimno bądź na ciepło. Wywar trzeba przecedzić zanim się go wypije. Można dodać do niego trochę miodu lub “mleka” roślinnego albo popijać w formie “herbatki”.

Jedno jest pewne, nie ma znaczenia w jakiej formie, ale dla chorych na boreliozę wprowadzenie kurkumy do codziennej diety, może okazać się niezwykle korzystne.

Zdjęcie ilustracyjne

Dieta bezglutenowa jest wskazana dla chorych na boreliozę głównie dlatego, że gluten działa prozapalnie, a liczne stany zapalne w organizmie chorego na boreliozę są, niestety, normą. Warto więc podejmować różne działania, które mogą pomóc w uporaniu się z tym problemem.

Dla zdrowej osoby gluten, czyli białka zawarte w niektórych zbożach, np. pszenicy, życie czy jęczmieniu, nie stanowi żadnego problemu, ale – jak pisze dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” – „dużo osób ma problemy z trawieniem białek zawartych w glutenie, co często powoduje reakcje autoimmunologiczną, nasilając procesy zapalne”. I dodaje jeszcze, że „nietolerancja glutenu może powodować procesy autoimmunologiczne i może więc sprowokować układ obronny organizmu do atakowania własnych tkanek, w tym mózgu. Przy wszystkich problemach natury immunologicznej w boreliozie – chorobie z Lyme, należy uczynić wszystko, aby nie dostarczać układowi odpornościowemu dodatkowej, niepotrzebnej pracy. Eliminacja glutenu z diety pomaga odciążyć układ odpornościowy oraz układ trawienny i jest z korzyścią dla zdrowia”.

Co zatem jadać, kiedy odstawi się gluten? Dozwolona (wolna od glutenu) jest na przykład gryka, ponadto proso (z którego m.in. robi się mąkę jaglaną), ryż, kukurydza… W wielu sklepach można kupić kasze czy mąki z tych ziaren. Dostępne są także inne mąki bezglutenowe, na przykład: sojowa, kasztanowa, z ciecierzycy, kokosowa… I wiele innych. Wszystkie nadają się do pieczenia z nich chleba.

Jeśli, zatem, nie musimy być na diecie przeciwgrzybiczej i możemy sobie pozwolić na zajadanie się chlebem, warto, żeby ten chleb był właśnie bezglutenowy i żeby nie zawierał żadnych chemicznych składników negatywnie wpływających na nasz organizm. Ażeby mieć absolutną pewność, że tak właśnie jest, najlepiej upiec sobie taki chleb samemu. To naprawdę nic trudnego, co więcej daje niekłamaną satysfakcję, a na dodatek dobrze smakuje.

Najzdrowszym pieczywem jest pieczywo na zakwasie i na dodatek nieco czerstwe? Dlaczego na zakwasie? I dlaczego czerstwe? Zakwas to po prostu sfermentowane ciasto, czyli takie, w którym pojawiło się sporo bakterii kwasu mlekowego, które są niezmiernie korzystne dla prawidłowego funkcjonowania naszych jelit. W czasie fermentacji powstają jednak dwa kwasy: mlekowy i octowy. I o ile mlekowy jest nad wyraz korzystny dla naszego przewodu pokarmowego, octowy może go, niestety, podrażniać. Na szczęście, kwas octowy z łatwością „odparowywuje” wraz z wodą z pieczywa, czyli po prostu czerstwe pieczywo jest od niego wolne.

Jak zatem poradzić sobie z upieczeniem takiego zdrowego chleba? Otóż, przepis na bezglutenowy chleb na zakwasie jest banalnie prosty. Potrzebne są następujące składniki:

– szklanka mąki gryczanej,

– szklanka mąki jaglanej,

– szklanka mąki ryżowej,

– dwie i pół szklanki wody,

– łyżeczka soli,

– pół szklanki słonecznika,

– pół szklanki siemienia lnianego.

Mąkę trzeba wsypać do glinianego garnka (fermentacja najlepiej przebiega właśnie w glinianym garnku z pokrywką), zalać wodą i dokładnie wymieszać. Powstała konsystencja powinna przypominać gęsty budyń. Przykryty garnek trzeba odstawić w cieple miejsce (na przykład zimą obok kaloryfera) i pozostawić na około dwa dni. „Około” ponieważ tak naprawdę czas fermentacji zależy od temperatury, więc jeśli latem będziemy mieć w domu ze 25 stopni, to ciasto sfermentuje o wiele szybciej niż zimą. Czasami wystarczy tylko doba. W każdym razie, kiedy na powierzchni będą widoczne pęcherzyki powietrza, ciasto nieco się podniesie i będzie miało wyraźnie kwaśny zapach, można przystąpić do pieczenia. Wprzódy jednak trzeba dodać sól, ziarna słonecznika i siemienia lnianego, a później dobrze wymieszać. Taką gotową masę wylewa się do natłuszczonej formy chlebowej i piecze w piekarniku w 180 stopniach przez około 1,5 godziny. Można też wykorzystać wypiekacz do chleba.

Oczywiście, możliwe jest robienie przeróżnych wariacji tego podstawowego przepisu. Można używać innych mąk bezglutenowych, w innych proporcjach, może upiec chleb wyłącznie gryczany albo wyłącznie jaglany, dodawać inne ziarna (np. dyni) czy zioła bądź rodzynki czy suszone śliwki. Ograniczeniem może tu być wyłącznie wyobraźnia.

Rzecz w tym, żeby zacząć i przekonać się, że taki chleb naprawę nie wymaga ani jakichś specjalnych umiejętności, ani przesadnie dużo czasu, a jest naprawdę smaczny i co najważniejsze bardzo korzystny dla naszego zdrowia.

O tym, dlaczego dieta bezglutenowa jest wskazana dla chorych na boreliozę pisaliśmy już kilkakrotnie, między innymi tutaj. Przypomnijmy tylko, że gluten działa m.in. prozapalnie, a chorzy na boreliozę zmagają się z licznymi stanami zapalnymi w organizmie. Już samo to powoduje, że warto pomyśleć o wyeliminowaniu go z diety.

Oczywiście, dla zdrowej osoby gluten, czyli białka zawarte w niektórych zbożach, np. pszenicy, życie czy jęczmieniu, nie stanowi żadnego problemu, ale dla chorego na boreliozę może być dodatkowym niepotrzebnym obciążeniem organizmu, który już i tak musi sobie radzić z poważną infekcją.

Dla wielu osób odstawienie glutenu wiąże się z problemem, czym zastąpić pszenne pieczywo. Zaproponowaliśmy już przepis na chleb bezglutenowy na zakwasie, a dziś chcemy zaprezentować przepis na chleb z kaszy gryczanej. Jego wykonanie jest niezwykle proste a smakuje nieźle. I wydaje się, że warto czasami poeksperymentować w kuchni i spróbować nowych smaków.

Niezbędne są następujące składniki:

– dwie i pół szklanki niepalonej kaszy gryczanej,

– nieco ponad dwie szklanki wody,

– łyżeczka soli,

I ewentualnie:

– pół szklanki siemienia lnianego,

– pół szklanki słonecznika,

– pół szklanki pestek dyni…

Dobrze wypłukaną kaszę gryczaną trzeba wsypać do glinianego naczynia i zalać wodą (poziom wody powinien być wyższy o ok. 1,5 cm od kaszy). Przykryte naczynie (jeśli nie ma pokrywki to lnianą ściereczką) trzeba odstawić na dobę, po czym do niego zajrzeć i wymieszać. Na powierzchni wody powinny pojawić się pęcherzyki. Mniej więcej po następnych dwunastu godzinach woda zostanie zupełnie wchłonięta przez kaszę i wówczas trzeba dodać sól i zblendować to wszystko na niezbyt gładką masę. Powinno to trochę przypominać budyń z grudkami. Do tej masy można dodać siemię lniane lub słonecznik, albo pestki dyni, albo wszystko razem (tylko w mniejszych ilościach niż po pół szklanki każdego).

Czasami, np. latem, kiedy jest ciepło, masa będzie już gotowa do pieczenia po 24 godzinach, czasami trzeba będzie odczekać dwie doby. Istotne jest, żeby na powierzchni były widoczne pęcherzyki i żeby czuć było lekko kwaskowaty zapach. Kasza powinna też wchłonąć całą wodę.

Zblendowaną, posoloną masę (z dodatkami lub bez nich) trzeba przełożyć do formy chlebowej (keksówki) i piec w piekarniku w 180 stopniach około 1,5 godziny. Można też wykorzystać wypiekacz do chleba. Wystudzony chleb daje się łatwo kroić i jest naprawdę smacznym dodatkiem do posiłków.

Stosowanie octu jabłkowego przez chorych na boreliozę może mieć wielorakie korzyści. Po pierwsze dlatego, że jest bogaty w witaminy i związki mineralne. m.in. w potas, który ma dobroczynny wpływ na funkcjonowanie mięśni, w tym mięśnia sercowego. Ponadto działa bakterio-, wiruso- i grzybobójczo. Ma także wpływ na detoksykację organizmu, co może mieć kolosalne znaczenie w przypadku herksów. A to tylko niektóre z zalet octu jabłkowego, dlatego warto rozważyć wprowadzenie go do codziennej diety.

fot. Anna Kryśkowiak

Dobrym sposobem jego podaży jest picie rano na czczo szklanki wody z łyżką octu pół godziny przed posiłkiem. Niektórzy zwiększają tę dawkę i piją taki napój trzy razy dziennie przed posiłkami, inni dodają do wody dwie łyżki octu. Nie ulega jednak wątpliwości, że przyjmowanie octu trzeba zacząć od minimalnych dawek (np. łyżeczka na szklankę wody) i obserwować własny organizm, dopiero później ewentualnie zwiększać jego ilość. Ocet jabłkowy może być też dodawany do surówek, sałatek czy zup.

Zasadnicze znaczenie ma jednak, jakiego octu będziemy używać. Ważne, żeby był dobrej jakości. W miarę możliwości ekologiczny. Można oczywiście taki kupić, ale chcąc mieć absolutną pewność, co do „czystości” produktu, najlepiej zrobić go samemu. Nie jest to przesadnie skomplikowane, choć wymaga nieco zachodu.

Po pierwsze, trzeba zdobyć odpowiednie jabłka, to znaczy takie, które nie miały styczności z chemią. Od razu można je poznać, bo na ogół bywają niekształtne, często robaczywe, bywa, że z brązowymi plamkami na skórce… Na uprzywilejowanej pozycji są posiadacze działek, na których rosną jabłonie, ale można sobie z tym problemem poradzić także bez kupowania sadu. Na niektórych targowiskach bowiem takie jabłka w sprzedaży wcale nie są rzadkością. Trzeba się tylko dobrze rozejrzeć… Niebagatelne znaczenie ma też gatunek jabłek. Najlepiej gdyby to była jedna z tych starych odmian, np.: papierówka, antonówka czy reneta.

Kiedy już zdobędziemy odpowiednie jabłka, to najtrudniejszy etap będziemy mieli za sobą. Dalsze nie będą już tak skomplikowane. Wystarczy się trzymać prostego przepisu na ocet jabłkowy:

1. Dwa kilogramy jabłek umyć i pokroić na części, wycinając gniazda nasienne.

2. Pokrojone jabłka włożyć do szklanego słoja i zalać dwoma litrami wody, uprzednio rozpuściwszy w niej około trzech łyżek miodu.

3. Słój przykryć lnianą ściereczką i odstawić w ciepłe i ciemne miejsce na mniej więcej miesiąc. Zawartość mieszać co kilka dni. Ocet będzie gotowy, kiedy zakończy się fermentacja, to znaczy, kiedy zawartość słoja przestanie „pracować” – przestanie pojawiać się na powierzchni coś, co wygląda jak piana.

4. Po zakończeniu fermentacji płyn – ocet (bez jabłek) przelać do butelek z ciemnego szkła i przechowywać w chłodnym miejscu.

Dość powszechnym problemem u chorych na boreliozę, szczególnie u tych leczonych antybiotykami, jest kandydoza, czyli przerost drożdżaków w przewodzie pokarmowym. Jednym ze składników naturalnej flory przewodu pokarmowego jest pasożytniczy grzyb (drożdżak) o nazwie Candida albicans. I o ile nie ma z nim problemu, kiedy flora bakteryjna jest w równowadze, o tyle każde zachwianie tej równowagi (np. poprzez przyjmowanie antybiotyków) może prowadzić do jego przerostu, czyli mówiąc wprost do grzybicy. Pisaliśmy już o tym, jaką dietę należy wówczas zastosować, warto jednak do niej dodać koktajl z kiszonej kapusty i czosnku.

Zdjęcie ilustracyjne

Przepis na koktajl wspomagający walkę z grzybicą przewodu pokarmowego (może być także stosowany profilaktycznie podczas przyjmowania antybiotyków). Można znaleźć wiele wersji takiego napoju, z różnymi proporcjami, ale podstawowe składniki na ogół są takie same:

– czosnek,

– kiszona kapusta,

– kiszone ogórki, woda z nich,

– cytryna,

– olej lniany.

Jeden ze sposobów wykonania zakłada zmiksowanie kiszonej kapusty (1 szklanka) z główką czosnku (trzeba oczywiście obrać wszystkie ząbki), kiszonym ogórkiem, połówką cytryny (obranej ze skórki) oraz z pół szklanki wody z kiszonych ogórków czy kapusty i 1-2 łyżkami oleju lnianego. Można też dodać np. natkę pietruszki albo świeżą bazylię czy oregano. Niektóre przepisy nie zakładają użycia cytryny, niektóre podają zamiast oleju lnianego oliwę z oliwek czy olej kokosowy…

Bez względu na to, którą z wersji koktajlu postanowimy sobie zaserwować, najlepiej pić go na czczo ze trzy razy dziennie maksymalnie po jednej szklance. Nie jest jednak możliwe, żeby osoby cierpiące na przerost drożdżaków od razu zaaplikowały sobie tak dużą porcję. Trzeba zacząć bardzo ostrożnie i zobaczyć, jak zareaguje organizm. Ostrożnie, czyli np. od 1 łyżki trzy razy dziennie przed posiłkami, a następnie bardzo powoli zwiększać ilość spożywanego koktajlu. Gotowy i niezużyty od razu koktajl trzeba przechowywać w lodówce, tylko wówczas zachowa swoje prozdrowotne właściwości.

Okazuje się, że dość powszechną przypadłością chorych na boreliozę są, między innymi, niedobory NNKT (Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych) typu omega-3 czy omega-6. O konieczności ich suplementacji podczas terapii wspomina m.in. dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, 2008)”, pisząc: „Badania wykazały, że jeżeli NNKT są pobierane regularnie to obserwuje się statystycznie znamienne polepszenie objawów zmęczenia, bólu, słabości, zawrotów głowy i zaburzeń równowagi, pamięci, koncentracji oraz zmniejszenie objawów depresji”. A dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” dodaje, że „kwasy omega-­3 są najważniejszym elementem świadomie podjętej diety. Wykazują silne działanie przeciwzapalne oraz mają duży wpływ na poprawne działanie układu nerwowego”. Wiadomo także, że NNKT doskonale wpływają na wzmocnienie odporności, a także wspomagają serce.

„Kwasy omega-­3 – pisze dr McFadzean we wspomnianej już publikacji – występują w oleju lnianym i tranie (oleju rybnym). Zalecam dawkę od dwóch do czterech gramów dziennie któregokolwiek z nich (albo ich mieszanki)”. Doskonałym źródłem NNKT jest także olej rzepakowy (wciąż u nas niedoceniany).

Bardzo łatwo jest dostarczyć organizmowi wymaganej dawki NNKT, zastępując masło „smarowidłem” do chleba przygotowanym z oleju lnianego bądź rzepakowego. Przepis na takie „smarowidło” jest banalnie prosty.

Potrzebne są następujące składniki:

– szklanka tłoczonego na zimno oleju lnianego lub nierafinowanego, tłoczonego na zimno oleju rzepakowego,

– ząbek czosnku,

– pół łyżeczki bazylii,

– pół łyżeczki estragonu,

– pół łyżeczki kurkumy lub curry.

Do zamykanego szklanego naczynia (może być słoik) trzeba wlać olej, dodać obrany ząbek czosnku, przyprawy (zioła) i dobrze wymieszać, po czym szczelnie zamknięte naczynie odstawić w zimne, ciemne miejsce na dobę (może być lodówka). Po dwudziestu czterech godzinach w ten sposób przygotowany olej jest gotowy do stosowania np. zamiast masła – rozprowadza się pół łyżeczki tej mikstury na kromce chleba. Można go także dodawać do sałatek czy polewać nim na talerzu ugotowane potrawy (nie poddając go wcześniej obróbce termicznej). Istotne, żeby przechowywać go w lodówce.

Można taką miksturę przygotowywać na zmianę: raz z oleju lnianego, kolejnym razem z rzepakowego. Także przyprawy mogą być różne, co kto lubi: oregano, majeranek, liść laurowy, ziele angielskie, rozmaryn, chilli, pieprz, imbir, tymianek, czarnuszka, kminek… Można zrezygnować z czosnku lub dodać go więcej. Można stosować suszone przyprawy bądź świeże zioła. Opcji do wyboru jest wiele. Można też trzymać w lodówce różne warianty takich olejów. Ważne jest, żeby zrezygnować z innych tłuszczów, typu masło, smalec, margaryna, zastępując je zdrowszą wersją.

Włączenie karczochów do diety chorych na boreliozę jest jak najbardziej wskazane, mimo iż nadal nie są w Polsce zbyt popularne. Warto jednak rozważyć ich regularne pojawianie się na talerzu, głównie dlatego, że mówi się o nich, iż działają „odtruwająco”. Innymi słowy udowodniono, że chronią wątrobę, wspomagają jej pracę (a to głównie ona odpowiada za detoksykację organizmu).

A sprawne oczyszczanie organizmu ma kolosalne znaczenie dla leczących choroby odkleszczowe. Zmagają się oni bowiem na ogół z nadmiernym obciążeniem różnego rodzaju toksynami (m.in. pochodzącymi od krętków Borrelii), ale także z obciążeniem związanym z ilością przyjmowanych leków. Pomoc zatem w sprawnym usuwaniu tych „zanieczyszczeń” może skutkować ogromnym wsparciem procesów zdrowienia.

Regularne spożywanie karczochów może być w tym względzie bardzo pomocne. A jeśli dodać do tego, że karczochy wykazują też inne prozdrowotne właściwości, które dla chorych na boreliozę są również istotne (m.in. są bogate w substancje działające przeciwzapalnie), to może okazać się, że „niechęć” do tego warzywa nie będzie już nie do pokonania. Tak czy inaczej, jeśli jedzenie karczochów może wpłynąć na lepsze samopoczucie, dlaczego nie spróbować?

Jest wiele sposobów serwowania tego warzywa. Można je zjadać na surowo w różnego rodzaju sałatkach, możne je upiec, udusić, ugotować, usmażyć… Zaproponujemy tutaj jeden z najprostszych sposób ich przygotowania. Podamy przepis na karczochy duszone. Potrzebne są następujące składniki

  • 3 karczochy,
  • 3 łyżki oliwy z oliwek,
  • sok z połówki cytryny,
  • ząbek czosnku,
  • 3 liście laurowe,
  • łyżeczka majeranku albo 2 łyżeczki posiekanej natki pietruszki,
  • sól do smaku.

Karczochy porządnie wypłukać, odciąć zewnętrzne twarde liście i łodygę, a następnie górną część warzywa (mniej więcej 1/3), po czym rozchylając liście, usunąć łyżką ze środka taką włóknistą część, którą niektórzy nazywają brodą. Tak przygotowane warzywa natrzeć sokiem z cytryny, a następnie skropić oliwą z oliwek i posypać drobniutko pokrojonym czosnkiem oraz majerankiem bądź natką pietruszki. Do małego rondelka wlać na spód trochę wody, dodać liście laurowe oraz szczyptę soli i poukładać pionowo karczochy. Dusić pod przykryciem około 30-40 minut.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

BORELIOZA — choroba z Lyme