Diagnostyka

blood-17305_960_720

Spis treści

Z dużą dozą prawdopodobieństwa, graniczącą niemal z pewnością, można się pokusić o stwierdzenie, że nie ma obecnie takiego badania laboratoryjnego, które w stu procentach potwierdziłoby lub wykluczyło zakażenie Borrelią. Innymi słowy, nie da się stwierdzić czy ktoś choruje czy nie choruje na boreliozę wyłącznie na podstawie badań laboratoryjnych. I nie ma znaczenia, jakiego typu są to badania. Testy laboratoryjne są, oczywiście, wykonywane i poniżej zostaną zaprezentowane, ale – zgodnie z wiedzą przekazywaną przez Międzynarodowe Towarzystwo Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS) pozostające w opozycji do Amerykańskiego Towarzystwa Chorób Zakaźnych (Infectious Disease Society of America – IDSA) rekomendującego dwustopniową diagnostykę serologiczną –boreliozę diagnozuje się wyłącznie klinicznie. To znaczy, że to lekarz stwierdza – na podstawie rozmowy z chorym (szczegółowego wywiadu), na podstawie jego ogólnego stanu zdrowia, objawów i w końcu badania – czy pacjent jest chory na boreliozę czy nie. Badania laboratoryjne służą lekarzowi tylko pomocą, czasami jako potwierdzenie własnych wniosków.

Dlaczego tak się dzieje? Głównie dlatego, że dostępne badania nie są zbyt czułe ani dość swoiste. A to decyduje o tym, czy test można obdarzyć zaufaniem czy nie. Co to jest czułość badania? Ujmijmy to tak: jeśli czułość jakiegoś testu wynosiłaby sto procent, to znaczyłoby, że absolutnie każda osoba chora przebadana tym testem otrzymałaby potwierdzenie zakażenia w badaniu laboratoryjnym. A tak się, niestety, nie dzieje w przypadku boreliozy. Stuprocentowa swoistość natomiast, informację o braku choroby potwierdziłaby każdej zdrowej osobie. Podsumowując: badanie w stu procentach czułe i stuprocentowo swoiste skutkowałoby brakiem wyników fałszywie dodatnich bądź fałszywie negatywnych. A takimi testami nie dysponujemy. Co jednak mamy do wyboru?

Dysponujemy badaniami bezpośrednimi i pośrednimi. Badania bezpośrednie to po prostu szukanie w tkankach, we krwi, moczu, płynie mózgowo-rdzeniowym czy w innych płynach ustrojowych bakterii, piroplazm bądź ich cząstek. Czyli np. pobieramy krew lub płyn mózgowo-rdzeniowy i sprawdzamy czy są tam Borrelie bądź np. Bartonella albo jakiekolwiek ich fragmenty. Natomiast badanie pośrednie, czyli serologiczne (to rekomendowane przez IDSA) nie szuka konkretnych mikrobów czy ich pozostałości, ale sprawdza czy nasz organizm (nasz układ odpornościowy) wytworzył przeciwciała (czyli takie specyficzne białka), broniąc się przed krętkami czy przed np. Bartonellą.

I tutaj zaczyna się problem, a właściwie nawet kilka. Po pierwsze, badanie odpowiedzi układu odpornościowego na chorobę, która m.in. manifestuje się właśnie osłabieniem tegoż układu już samo w sobie jest wątpliwe. A nawet wewnętrznie sprzeczne. Bo choroba może się zamanifestować właśnie tak, że nie będzie albo będzie bardzo mało przeciwciał. Po drugie, przeciwciała nie pojawiają się od razu (potrzebują kilku tygodni), a chory powinien zostać zdiagnozowany i leczony od razu. Czas odgrywa znaczącą rolę w powodzeniu terapii, w wyleczeniu. Po trzecie, możliwe jest, że w organizmie nie będzie wolnych przeciwciał, tylko połączą się one z antygenami i utworzą tzw. kompleksy immunologiczne, które nie są wykrywane przez testy.

W powodzeniu badania istotne jest także, aby pobrana krew nie była zbyt długo przechowywana, najlepszą sytuacją byłoby, aby badanie odbyło się zaraz po pobraniu materiału.

W tej chwili oficjalnie w Polsce obowiązuje dwustopniowy sposób potwierdzania boreliozy. I tylko on jest finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Najpierw zaleca się zrobienie testu ELISA, a kiedy jest pozytywny, potwierdzenie zakażenia testem Western Blot. Dopiero kiedy obydwa testy są pozytywne, stwierdza się, że pacjent jest chory na boreliozę. Jest to ten sam sposób diagnozowania, za który IDSA została pozywana i przegrała proces i m.in. przyczyna kolejnego federalnego antymonopolowego pozwu przeciwko tej organizacji.

W związku z tym, że według Międzynarodowego Towarzystwa Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS) boreliozę koinfekcje diagnozuje się klinicznie, zobaczmy, jak radzą sobie z tym lekarze praktycy. Na przykład, dr Richard Horowitz, jeden z najwybitniejszych specjalistów zajmujących się leczeniem boreliozy, który praktykuje w Hyde Park w stanie Nowy Jork, opracował kwestionariusz, który jest pomocny, jeśli podejrzewa się u pacjenta boreliozę. Kwestionariusz wraz z interpretacją objawów i punktacji dr Horowitz opublikował w swojej książce “How Can I Get Better? An Action Plan for Treating Resistant Lyme & Chronic Disease”. Może on być skutecznym narzędziem w rękach doświadczonego klinicysty. Absolutnie nie służy choremu do samozdiagnozowania. Może ewentualnie stać się impulsem do wizyty u lekarza.

Kwestionariusz składa się z czerech części. W pierwszej części pacjent odpowiada na pytanie: Jak często występują u niego dane objawy? Przy czym punktacja jest czterostopniowa: 0 – oznacza brak objawów; 1 – że występują rzadko; 2 – że występują czasami; 3 – że występują często. Lista objawów prezentuje się następująco:

  1. Niewyjaśnione gorączki, poty, dreszcze lub uderzenia gorąca.
  2. Niewyjaśnione chudnięcie lub przybieranie na wadze.
  3. Zmęczenie, osłabienie.
  4. Niewyjaśnione wypadanie włosów.
  5. Powiększone węzły chłonne.
  6. Ból gardła.
  7. Bóle jąder lub miednicy.
  8. Niewyjaśnione zaburzenia miesiączkowania.
  9. Niewyjaśniony mlekotok lub ból piersi.
  10. Wrażliwy pęcherz i zaburzenia funkcji pęcherza.
  11. Dysfunkcja seksualna, spadek libido.
  12. Rozstrój żołądka.
  13. Zaburzenia wypróżnień (zaparcia lub biegunki).
  14. Ból klatki piersiowej lub żeber.
  15. Duszność lub kaszel.
  16. Palpitacje serca, nierówny rytm serca.
  17. W wywiadzie szmery w sercu lub wypadanie płatka zastawki.
  18. Obrzęk lub ból stawów.
  19. Sztywność karku lub pleców.
  20. Bóle lub kurcze mięśni.
  21. Tiki twarzy i drgania mięśni.
  22. Bóle głowy.
  23. Trzeszczenie karku lub sztywność.
  24. Mrowienie, drętwienie, palenie, uczucie kłucia.
  25. Paraliż nerwu twarzowego (paraliż Bella).
  26. Oczy: podwójne lub nieostre widzenie.
  27. Uszy: brzęczenie, dzwonienie, ból ucha.
  28. Nasilona choroba lokomocyjna, zawroty głowy.
  29. Zamroczenie, zaburzenia równowagi i problemy z chodzeniem.
  30. Drżenie.
  31. Zmieszanie, problem z myśleniem.
  32. Problem z koncentracją i czytaniem.
  33. Zapominanie, słaba pamięć krótkotrwała.
  34. Dezorientacja: gubienie się, chodzenie do niewłaściwych miejsc.
  35. Trudności z mową i pisaniem.
  36. Huśtawki nastroju, drażliwość, depresja.
  37. Zaburzenia snu: długi sen, problemy z zasypianiem, zbyt wczesne budzenie się.
  38. Nasilone objawy zatrucia po spożyciu alkoholu.

W drugiej części wstawia się dodatkowe 5 punktów przy każdym z poniższych objawów, jeśli w części pierwszej był oceniony na 3 punkty:

  1. Zmęczenie.
  2. Zapominanie, słaba pamięć krótkotrwała.
  3. Ból lub obrzęk stawów.
  4. Mrowienie, drętwienie, palenie, uczucie kłucia.
  5. Zaburzenia snu: długi sen, problem z zasypianiem, zbyt wczesne budzenie się.

W trzeciej części zakreśla się pytania, jeśli odpowiedź na nie jest twierdząca. Każdemu z pytań przypisana jest odpowiednia liczba punktów. Pytania brzmią następująco:

  1. Czy ugryzł cię kleszcz, ale nie towarzyszyła temu wysypka ani nie miałeś objawów grypopodobnych? – 3 punkty.
  2. Czy ugryzł cię kleszcz i wystąpił rumień wędrujący lub wysypka, a później objawy grypopodobne? – 5 punktów.
  3. Czy mieszkasz w rejonie określanym jako endemiczny dla boreliozy?  2 punkty. (Przy czym w tej chwili przyjmuje się, że cały obszar Polski jest endemiczny.)
  4. Czy u kogoś z twojej rodziny zdiagnozowano boreliozę lub inną chorobę odkleszczową? – 1 punkt.
  5. Czy miewasz wędrujące bóle mięśni? – 4 punkty.
  6. Czy miewasz wędrujące bóle stawów? – 4 punkty.
  7. Czy miewasz mrowienia/palenia/drętwienia, które wędrują, pojawią się i znikają? – 4 punkty.
  8. Czy zdiagnozowano u ciebie wcześniej zespół przewlekłego zmęczenia lub fibromialgię? –  3 punkty.
  9. Czy zdiagnozowano u ciebie wcześniej chorobę autoimmunologiczną (toczeń, stwardnienie rozsiane [SM], reumatoidalne zapalenie stawów [RZS])? – 3 punkty.
  10. Czy badania w kierunku boreliozy wyszły u ciebie dodatnio?(ELISAWestern BlotPCR lub inne)? – 5 punktów.

W czwartej części dokonuje się ogólnej oceny zdrowia pacjenta, prosząc, żeby odpowiedział na pytania, przy czym punktację, osobno dla każdego pytania, ustala się na podstawie podanej przez pacjenta liczby dni. I tak: 0–5 dni, to 1 punkt; 6–12 dni, to 2 punkty; 13–20 dni, to 3 punkty; 21–30 dni, to 4 punkty. Pytania brzmią następująco:

  1. Myśląc o swoim zdrowiu fizycznym, oceń przez ile dni z ostatnich 30. twój stan zdrowia był zły?
  2. Myśląc o swoim zdrowiu psychicznym, oceń przez ile dni z ostatnich 30. twój stan zdrowia był zły?

Jeżeli po zliczeniu punktów ze wszystkich części razem jest ich 46 lub więcej istnieje duże prawdopodobieństwo boreliozy koinfekcji. Konieczna jest wtedy dalsza konsultacja lekarska. Jeżeli pacjent uzyskał od 21 do 46 punktów, sprawa budzi wątpliwości, ale nie można wykluczyć chorób odkleszczowych. Konieczna jest wnikliwsza diagnostyka. Jeśli wynik wynosi poniżej 21 punktów – choroby odkleszczowe są raczej wykluczone.

cangetbetter.com 

Mówiąc o klinicznym diagnozowaniu boreliozy, sporym błędem byłoby pominięcie “Listy kontrolnej aktualnych objawów”, którą dr Joseph J. Burrascano Jr zamieścił w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008).

Dr Burrascano zajął się boreliozą w 1981 roku, kiedy został lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej w miasteczku w stanie Connecticut (USA), które “wsławiło się” najwyższą na świecie zachorowalnością na boreliozę. Nic dziwnego, że stał się jednym z pierwszych specjalistów od boreliozy i jednym z założycieli Międzynarodowego Towarzystwa Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS).

Chcąc ułatwić diagnozę kliniczną boreliozy i koinfekcji, stworzył “Listę kontrolną aktualnych objawów”. Jest ona jednak wyłącznie pomocą do przeprowadzenia wywiadu, ale sama w sobie nie jest podstawą diagnozy.

Na wstępie kwestionariusza jest pytanie: “Czy wystąpiły u pani/pana jakiekolwiek z poniższych objawów:

– Ukąszenie kleszcza

– Rumień wędrujący

– Plamkowa wysypka na dużym obszarze

– Liniowe, czerwone smugi”.

Odpowiedzi mogą brzmieć wyłącznie “tak” bądź “nie”.

Po tym wymienione są objawy. Przy każdym z nich zaznacza się “aktualne nasilenie” w czterostopniowej skali: “brak, słabe, umiarkowane, ciężkie”; a także “aktualną częstotliwość” w pięciostopniowej skali: “brak, nigdy, rzadko, często, stale”.

Lista objawów jest następująca:

„– Przewlekłe obrzmiałe gruczoły chłonne

– Ból gardła

– Gorączka

– Ból spodniej części stóp, szczególnie rano

– Ból stawów:

   Palce, ręce, stopy

   Kostki, nadgarstki

   Kolana, łokcie

   Biodra, barki

– Opuchnięte stawy

   Palce, ręce, stopy

   Kostki, nadgarstki

   Kolana, łokcie

   Biodra, barki

– Niewytłumaczalny ból pleców

– Sztywność stawów, pleców

– Bóle mięśni, skurcze

– Słabość mięśni

– Drżenia twarzy, innych mięśni

– Splątanie, problemy z myśleniem

– Problemy z koncentracją, czytaniem, uczeniem się

– Blokada słowna, trudności ze znajdywaniem słów

– Zapominanie, słaba pamięć krótkotrwała, słaba uwaga

– Zaburzenia orientacji – gubienie się, błądzenie

– Błędna mowa – niewłaściwe słowa, zaburzenia wymowy

– Zaburzenia nastroju, drażliwość, depresja

– Lęki, napady paniki

– Psychoza – halucynacje, złudzenia, paranoja, dwubiegunowa choroba afektywna

– Drżenia

– Drgawki

– Ból głowy

– Nadwrażliwość na światło

– Nadwrażliwość na dźwięk

– Wzrok – dwojenie, zamazany, mroczki

– Ból ucha

– Słuch – brzęczenie, dzwonienie, osłabienie słuchu

– Nasilona choroba lokomocyjna, zawroty głowy, zawirowania

– Zaburzenia równowagi

– Zamroczenie, słabość, niepohamowana potrzeba, by usiąść lub się położyć

– Mrowienie, cierpnięcie, pieczenie, kłucie, przeszywające bóle, nadwrażliwość skóry

– Paraliż Bella

– Ból zębów

– Trzeszczenie w karku, sztywność, ból karku

– Zmęczenie, słaba wytrzymałość

– Bezsenność, przerywany sen, wczesne budzenie się

– Wydłużony czas snu

– Drzemki w ciągu dnia

– Niewytłumaczalny przyrost masy ciała

– Niewytłumaczalny spadek masy ciała

– Niewytłumaczalna utrata włosów

– Ból genitaliów

– Niewytłumaczalne zaburzenia miesiączkowania

– Niewytłumaczalna produkcja mleka, ból piersi

– Drażliwy pęcherz moczowy, zaburzenia funkcji pęcherza

– Zaburzenia wzwodu

– Zaburzenia libido

– Mdłości, nudności

– Pieczenie za mostkiem, ból żołądka

– Zatwardzenie

– Biegunka

– Skurcze, bóle podbrzusza

– Szmer w sercu, wypadanie płatka zastawki

– Zaburzenia rytmu serca

– Bloki serca w EKG

– Ból ściany klatki piersiowej, ból żeber

– Duszność, brak tchu, niewytłumaczalny przewlekły kaszel

– Poty nocne

– Nasilone objawy po alkoholu, nasilony kac

– Objawy nasilają się co cztery tygodnie

– Stopień niepełnosprawności

Dr Burrascano, obok “Listy kontrolnej aktualnych objawów”, w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008) publikuje także “roboczy zestaw kryteriów diagnostycznych”. Znowu jednak trzeba zrobić zastrzeżenie, że nie służy on do samodiagnozy. Jest wyłącznie narzędziem dla klinicysty, żeby ułatwić mu postawienie trafnej diagnozy.

Kwestionariusz składa się z “kryteriów diagnostycznych boreliozy z Lyme” oraz podanej obok “względnej wartości” i przedstawia się następująco:

– Ekspozycja na kleszcza w regionie endemii – 1

– Fakty z przeszłości oraz rozwój objawów w czasie zgodny z przebiegiem boreliozy z Lyme – 2

– Objawy układowe zgodnie z infekcją Borrelią (inne potencjalne rozpoznania wykluczone):

+ Objawy z jednego układu, np. zapalenie stawu – 1

+ Objawy z wielu układów, np. zapalenie stawów i paraliż twarzy – 2

– Rumień wędrujący potwierdzony przez lekarza – 7

– Przewlekłe zanikowe zapalenie skóry (ACA) potwierdzone biopsją – 7

– Dodatnie badania serologiczne – 3

– Serokonwersja – 4

– Mikroskopowe badanie tkanek, barwienie srebrem – 3

– Mikroskopowe badanie tkanek, monoklonalne badanie immunofluorescencyjne – 4

– Dodatni posiew – 4

– Pojawienie się antygenów Borrelii – 4

– Pojawienie się DNA/RNA Borrelii – 4

Zakłada się, że jeśli pacjent uzyskał poniżej 4 punktów, to jest mało prawdopodobne, że choruje na boreliozę; jeśli liczba zgromadzonych punktów to 4 lub 5 – boreliozy nie można wykluczyć, jest prawdopodobną diagnozą; natomiast zgromadzenie 7 punktów (lub więcej) świadczy o wysokim prawdopodobieństwie infekcji Borrelią.

Mając już wiedzę, że – według Międzynarodowego Towarzystwa Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS) – najwiarygodniejszą diagnostyką boreliozy jest diagnoza kliniczna, a testy laboratoryjne powinny służyć klinicyście jedynie pomocą w postawieniu trafnej diagnozy, przejdźmy do zaprezentowania obowiązującego w Polsce – rekomendowanego przez Amerykańskie Towarzystwo Chorób Zakaźnych (Infectious Disease Society of America – IDSA) – dwustopniowego potwierdzania boreliozy. Najpierw za pomocą testu ELISA, a kiedy on wyjdzie pozytywnie testem Western Blot. Oba testy są testami serologicznymi, czyli badającymi odpowiedź układu odpornościowego, sprawdzającymi czy pojawiły się przeciwciała.

Przeciwciała są białkami. Zrobiono rozróżnienie na tzw. przeciwciała IgM i IgG. Kiedy organizm zostaje zainfekowany jakimś patogenem, najpierw pojawiają się przeciwciała IgM. Ale nie pojawiają się od razu. Organizm potrzebuje na to na ogół kilku tygodni. Dopiero po jakimś czasie (musi minąć dodatkowo kilka tygodni) pojawiają się białka typu IgG i to one na długo pozostają w organizmie.

W teście ELISA bada się dwie klasy przeciwciał – IgM i IgG. Nie wszyscy lekarze uznają jednak ten test za wiarygodny.

Dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, napisała wprost, że ELISA to “niesforne dziecko diagnostyki laboratoryjnej” i dodała, że “jest jednym z najmniej przydatnych w tej chorobie”. Dlaczego cieszy się tak złą sławą? Według dr McFadzean badania wskazują, że 30-35 procent chorych nie zostaje „wykrytych” testem ELISA. Jeśli zatem ma być to test przesiewowy, to jego skuteczność nie jest wystarczająca. Potwierdza to Stephen H. Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji”, powołując się m.in. na badania Stanka i in., a także Lomholta i in., cytując tego ostatniego: „Leczenie rumienia wędrującego powinno być rozpoczęte bezpośrednio po jego klinicznym pojawieniu się, jako że znaczna ilość pacjentów pozostała seronegatywna. Ich badania pokazały, że 41 procent badanych pozostało seronegatywnych w teście Elisa, pomimo tego, że mieli rozwinięty rumień wędrujący i krętki nadające się do założenia kultury pochodzące z ranki”.

Z wykorzystywaniem testu ELISA jako testu przesiewowego nie zgadza się także dr Joseph Burrascano. W “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008)” napisał: “ELISA nie jest wystarczająco czułym testem, aby służyć jako odpowiednie badanie przesiewowe (…). 36 procent pacjentów z późną boreliozą, którzy mieli ujemne wyniki, staje się seropozytywnymi pod koniec zakończonej sukcesem terapii”.

Wydaje się zatem, że test ELISA nie jest najlepszym wyborem. I że można być chorym i mieć negatywny wynik testu.

Test Western Blot, podobnie jak test ELISA, jest badaniem serologicznym, to znaczy sprawdza odpowiedź układu odpornościowego człowieka, szukając przeciwciał. W Polsce, kiedy test ELISA daje pozytywny wynik, pacjent kierowany jest na test Werstern Blot jako potwierdzający diagnozę. Pomijając fakt, że wielu ciężko chorych ma tak zachwiany układ odpornościowy przez chorobę, że nie będzie możliwe znalezienie przeciwciał we krwi, Western Blot (mimo, że bardziej czuły niż ELISA) nie jest testem, który może w 100 procentach potwierdzić lub wykluczyć boreliozę. Dlaczego tak się dzieje?

Nie wdając się zbytnio w szczegóły, w teście Western Blot występują tzw. prążki (oznaczone symbolami alfanumerycznymi), które odpowiadają różnym antygenom przyporządkowanym poszczególnym częściom krętka. Bada się przeciwciała IgM i IgG.

Problem polega jednak na tym, że różne laboratoria mogą stosować różne prążki i różne szczepy bakterii. Innymi słowy, żeby test był jak najbardziej wiarygodny powinien obejmować jak najwięcej prążków i brać pod uwagę różne szczepy Borrelii. Ale nawet to nie rozwiązuje problemu interpretacji wyników, co do których środowisko medyczne nie jest zgodne (tzn. ile prążków musi dać wynik pozytywny, żeby mówić o boreliozie i które prążki mają znaczenie kliniczne?).

Prążki z grupy 41kd na ogół jako pierwsze dają wynik pozytywny, jeśli chodzi o boreliozę. Mogą jednak dawać wyniki fałszywie dodatnie, ponieważ reagują także na inne patogeny, które mają wici, np. na krętka wywołującego kiłę. Najbardziej specyficzne dla boreliozy są grupy: 18kd, 23-25kd, 31kd, 34kd, 37kd, 39kd, 83kd, 93kd, ale pojawiają się później niż 41kd i trzeba też mieć na względzie, że mogą nie pojawić się wcale.

Do tego dochodzi jeszcze problem interpretacji wyników. Według wytycznych CDC (Amerykańskiego Centrum Kontroli Chorób) o wyniku pozytywnym można mówić wtedy, kiedy spośród wyżej wymienionych prążków, co najmniej pięć daje wynik pozytywny. Tymczasem dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008)”, pisze, że “powinno się zaobserwować przynajmniej prążek 41d i jeden ze specyficznych prążków”, a dr Nicola McFadzean w publikacji “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” posuwa się jeszcze dalej, stwierdzając: “Wielu lekarzy i ekspertów specjalizujących się w boreliozie – chorobie z Lyme uważa, że nawet jeden pozytywny, a czasem nawet graniczny (…) [prążek] z klinicznego punktu widzenia jest znaczący”.

Żeby sytuację jeszcze bardziej zagmatwać, nie wszystkie laboratoria stosują w teście prążki 31kDa oraz 34kDa, które są szczególnie specyficzne dla boreliozy – i to później. To te antygeny były brane pod uwagę w testach nad szczepionką na boreliozę. “Na kpinę zakrawa fakt – pisze dr McFadzean we wspomnianej już publikacji – że przeciwciała te, uznane kiedyś za odpowiednie do rozwoju szczepionki, jednocześnie nie są uznawane za odpowiednie do celów diagnostyki laboratoryjnej.”

Istotne wydaje się zatem, żeby w przypadku badania Western Blot, nie zadowalać się wynikiem typu: “pozytywny” czy “negatywny”, ale warto dowiedzieć się, jakie (ile) prążki były brane pod uwagę i jak kształtują się wyniki, jeśli chodzi o poszczególne prążki. Warto też wiedzieć ile (i jakie) szczepów Borrelii zostało wykorzystanych w teście. 

Niestety, według niektórych lekarzy i publicystów nawet to nie da stuprocentowej odpowiedzi czy jesteśmy chorzy na boreliozę czy nie. Stephen Buhner w książce “Pokonać boreliozę, Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji” stwierdza, że “około 20-30% zainfekowanych boreliozą może w tym teście okazać się seronegatywnymi”, a dr Nicola McFadzean we wspomnianej już publikacji dodaje: “ Inni pacjenci z pozytywnym wynikiem hodowli Borelii wciąż pozostają seronegatywnymi w kolejnych badaniach Western Blot (około 20-30 procent przypadków)”.

Wygląda na to, że prawidłowa diagnoza nadal pozostaje diagnozą kliniczną.

Jednym z najnowszych testów serologicznych, którymi można się posłużyć, chcąc potwierdzić badaniami krwi zakażenie krętkiem boreliozy, jest badanie o nazwie Microblot Array. Można by powiedzieć (upraszczając), że to nowsza generacja testu Western Blot. To na ten test wskazał dr hab. n. med. Tomasz Wielkoszyński – jeden z najlepszych diagnostów laboratoryjnych w zakresie chorób odkleszczowych w Polsce – zapytany w wywiadzie dla nas, o test, który w tej chwili „daje największe prawdopodobieństwo wykrycia boreliozy”.   

fot. Anna Kryśkowiak

Zanim jednak bliżej przyjrzymy się temu badaniu, warto mieć na uwadze, że jest to badanie serologiczne, czyli badające odpowiedź układu odpornościowego, a borelioza manifestuje się, między innymi, właśnie osłabieniem naturalnych sił obronnych organizmu i może się zdarzyć, że we krwi nie będzie tylu przeciwciał, żeby można je było znaleźć w badaniu. Nie jest rzadkością, że przeciwciała są wykrywalne dopiero po podjęciu leczenia. Że pacjent jest seronegatywny, a dopiero po jakimś okresie leczenia staje się seropozytywny, to znaczy możliwe staje się wykrycie przeciwciał w jego krwi. Co więcej, zdarza się także, że we krwi chorego nie będzie wolnych przeciwciał, tylko połączą się one z antygenami i utworzą tzw. kompleksy immunologiczne, które nie są wykrywane przez  testy. I, co chyba najistotniejsze, trzeba pamiętać, że przeciwciała nie pojawiają się od razu (potrzebują kilku tygodni), a chory powinien zostać zdiagnozowany i leczony od razu. Czas odgrywa znaczącą rolę w powodzeniu terapii.

Niemniej jednak, biorąc pod uwagę wszelkie powyższe zastrzeżenia, a także pamiętając, że według Międzynarodowego Towarzystwa Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS) najwiarygodniejszą diagnostyką boreliozy jest diagnoza kliniczna, a testy laboratoryjne powinny służyć klinicyście jedynie pomocą w postawieniu trafnej diagnozy, warto rozważyć Microblot Array jako alternatywę testu Western Blot.

Dlaczego? Chociażby dlatego, że bada większą liczbę antygenów, więc prawdopodobieństwo wykrycia choroby zwiększa się. „Tutaj mamy do dyspozycji 15-20 antygenów, – tłumaczy dr hab. n. med. Tomasz Wielkoszyński we wspomnianym już wywiadzie dla nas – a w przypadku standardowego Western Blota 8-12. Plusem jest również, że wynik odczytywany jest automatycznie i podawany jako stężenie przeciwciał w jednostkach na mililitr surowicy. Warto też wspomnieć, że niektórzy producenci testów typu Microblot Array „dokładają” do zestawu antygenów krętkowych również antygeny innych patogenów przenoszonych przez kleszcze (np. anaplazmy) lub powodujących fałszywie dodatnie wyniki testów na boreliozę (np. EBV czy kiła). Pozwala to na jeszcze większe uprawdopodobnienie rozpoznania choroby z Lyme”.

To wyeliminowanie reakcji krzyżowej z innymi patogenami, a tym samym możliwości wyników fałszywie dodatnich jest niewątpliwą zaletą Microblot Array (szczególnie w porównaniu z testem Western Blot).

Decydując się jednak na zrobienie tego testu, warto pamiętać, że jeśli jego wynik wyjdzie negatywny, to wcale nie musi oznaczać, że nie ma zakażenia Borrelią. „Zawodność testów wynika czasami z tego, – mówił dr. hab. n. med. Tomasz Wielkoszyński we wspomnianym już wywiadzie – że pacjent może być zakażony inną odmianą (serotypem) krętka niż ta, która została wykorzystana w teście. I może nawet wytwarza przeciwciała, ale nie takie, jakie badamy i jesteśmy w stanie wykryć. (…) Coraz więcej też mówi się o innych gatunkach krętków, które mogą powodować zakażenia podobne do boreliozy. Myślę tu o Borrelia miyamotoi opisanym kilka lat temu i występującym powszechnie w Europie i na innych kontynentach. Wiemy, że zakażenie tym gatunkiem powoduje objawy neuroboreliozy. Niestety, diagnostyka tych zakażeń jest bardzo trudna (brak komercyjnie dostępnych testów serologicznych) i tylko nieliczne laboratoria na świecie oferują takie badania”.

Wygląda więc na to, że mimo pojawiania się na rynku nowych badań, jedyna prawidłowa diagnoza boreliozy nadal pozostaje diagnozą kliniczną. Nadal żaden test nie daje stuprocentowej gwarancji potwierdzenia bądź wykluczenia choroby.

Około 20-30 procent chorych na boreliozę pozostaje seronegatywnych, to znaczy, że ani test ELISA, ani Western Blot nie wykaże u nich infekcji. Takie osoby, już samodzielnie, (system polskiej służby zdrowia nie zakłada bowiem stosowania innych testów niż ELISA i Western Blot) mogą wykonać, na przykład, Test Transformacji Limfocytów (Lymphocyte Transformation Test – LTT).

Także w tym przypadku nie należy się jednak spodziewać, że będzie to stuprocentowe potwierdzenie lub wykluczenie boreliozy. Ten test (podobnie jak inne) nie jest bowiem na tyle czuły ani na tyle swoisty, żeby to zapewnić. Co więcej, przyjmowanie w jakiejkolwiek formie steroidów, a nawet niektórych leków przeciwzapalnych czy przeciwbólowych może zakłamać wynik. Na pewno jest przeciwwskazaniem do wykonania tego badania. Niemniej jednak, ponieważ jego wynik nie zależy od wytworzonych przez organizm przeciwciał, może okazać się pomocny dla osób seronegatywnych, a także we wczesnej fazie choroby. Co zatem bada LTT?

Nie wdając się zbytnio w szczegóły, warto jednak wiedzieć, że LTT szuka limfocytów (czyli elementów układu odpornościowego), które miały kontakt z Borrelią. Po takim kontakcie pozostaje ślad. I jest to dowód na aktywną infekcję boreliozy. 

Plusem zastosowania tego badania jest to, że nie trzeba czekać aż pojawią się przeciwciała (co wymaga kilku tygodni), ale od razu można odpowiedzieć na pytanie, czy komórki naszego układu odpornościowego (limfocyty) miały kontakt z Borrelią. Wykorzystuje się tutaj wiedzę o odporności: komórkowej (nasze limfocyty bezpośrednio atakują patogeny, np. krętki) i humoralnej (nasze limfocyty produkują przeciwciała i to one atakują patogeny, np. krętki). Innymi słowy ELISA i Western Blot badają czy powstały przeciwciała do walki z Borrelią, a LTT czy są limfocyty, które miały kontakt z Borrelią, co w gruncie rzeczy oznacza, że organizm właśnie walczy z infekcją.

Fakt, że Test Transformacji Limfocytów może być wykonany we wczesnej fazie choroby ma zasadnicze znaczenie, ponieważ im szybciej podjęta terapia, tym większe szanse na całkowite wyleczenie.

Niestety, trzeba sobie zdawać sprawę, że negatywny wynik LTT stuprocentowo nie wyklucza aktywnej boreliozy. To diagnoza kliniczna, postawiona przez lekarza specjalizującego się w chorobie z Lyme, nadal pozostaje jedyną miarodajną diagnozą.

Kolejnym badaniem, które można wykonać, kiedy podejrzewa się zakażenie Borrelią (także wówczas, gdy testy ELISA Western Blot – jedyne polecane i refundowane przez polski system opieki zdrowotnej – są negatywne) jest badanie ELISPOT (Enzyme-Linked Immunospot).

Badanie to, podobnie jak Test Transformacji Limfocytów (Lymphocyte Transformation Test – LTT), można wykonać właściwie od razu po domniemanym zakażeniu, nie czekając kilku tygodni na pojawienie się przeciwciał (co jest konieczne, jeśli chodzi o testy ELISA i Western Blot). Jest to możliwe ponieważ ELISPOT, mówiąc bardzo ogólnie, bada komórkową odpowiedź naszego układu odpornościowego. Dla przypomnienia, wyróżnia się odporność komórkową (limfocyty bezpośrednio atakują patogeny, np. krętki) i odporność humoralną (limfocyty produkują przeciwciała i to one atakują patogeny, np. krętki). Nie wdając się w szczegóły, chodzi o to, że za pomocą testu ELISPOT sprawdza się, czy pojawia się takie specyficzne białko (cytokina), którego rola polega m.in. na “pobudzaniu komórek układu odpornościowego”.

Na stronach internetowych niektórych laboratoriów zamieszczone są informacje, że za pomocą tego testu można wykryć nawet pojedynczą komórkę (nawet w gronie setek tysięcy innych) i że ELISPOT jest od 20 do 200 razy bardziej czuły niż ELISA. Szacunki mówią o 84-procentowej czułości i nawet 94-procentowej swoistości. O tym, czym jest czułość i swoistości badania pisaliśmy tutaj.

Biorąc poprawkę na reklamową przesadę komercyjnych laboratoriów medycznych, sama metoda badawcza i tak wydaje się być obiecująca. Zdecydowanym plusem jest to, że nie trzeba czekać kilku tygodni na pojawienie się przeciwciał, bo w tym czasie choroba może już poczynić spore spustoszenie w organizmie. Wiadomo przecież, że im szybciej podjęta terapia, tym większe szanse na całkowite wyleczenie.

Warto jednak zwrócić uwagę, że nawet w tym przypadku nie należy się spodziewać stuprocentowego potwierdzenia lub wykluczenia boreliozy. Nadal to lekarz specjalizujący się w chorobie z Lyme, ma decydujący głos, jeśli chodzi o ostateczną diagnozę.

Znane są problemy z diagnostyczne boreliozy, m.in. wynikające z faktu, że choroba ta manifestuje się także osłabieniem systemu odpornościowego chorego, a badania rekomendowane przez publiczną służbę zdrowia są właśnie badaniami serologicznymi – szuka się przeciwciał we krwi pacjentów. Ten sposób diagnostyki chorych na boreliozę może rodzić poważne wątpliwości, co do jej skuteczności. Bo jak potwierdzać chorobę testem, który szuka przeciwciał, jeśli ta choroba obniża zdolności tworzenia tych przeciwciał..?

Gdybyż tego było mało, to pojawia się kolejny problem. Otóż, możliwe jest, że w organizmie chorego są nawet przeciwciała, ale nie będzie można ich „namierzyć”, ponieważ połączyły się one z antygenami i utworzyły tzw. kompleksy immunologiczne, których nie da się wykryć za pomocą żadnych badań. Brak będzie po prostu we krwi wolnych przeciwciał, a tylko takie są wykrywalne przez znane nam badania serologiczne.

Można jednak spróbować zaradzić temu problemowi, wykonując dostępne w niektórych laboratoriach badanie KKI (Krążące Kompleksy Immunologiczne) zaliczane do badań „uzupełniających diagnostykę boreliozy”, ale warte rozważenia dla tych, którzy mimo objawów wskazujących na aktywną chorobę z Lyme pozostają seronegatywni. Szczególnie, że niektóre źródła podają, że takie kompleksy immunologiczne wykrywane są u prawie 80% chorych na boreliozę.

„Badanie wykonywane jest w surowicy, z której za pomocą specjalnych technik izoluje się krążące kompleksy immunologiczne (KKI) – pisze dr hab. nauk medycznych Tomasz Wielkoszyński w tekście „Krążące kompleksy immunologiczne zawierające przeciwciała przeciw Borrelia burgdorferi (KKI)” zamieszczonym na stronie internetowej własnej praktyki. – Kolejnym etapem badania jest tzw. dysocjacja KKI, czyli „rozbicie” kompleksów i wykrycie uwolnionych z nich przeciwciał przeciwkrętkowych. Do detekcji uwolnionych przeciwciał stosowane mogą być zarówno technika ELISA, jak i immunoblot (Western-Blot)”. Mówiąc więc bardzo ogólnie, badanie polega na rozbiciu kompleksów immunologicznych (czyli właściwie na oddzieleniu przeciwciał od antygenów) i dopiero wówczas na poszukiwaniu przeciwciał.

Można znaleźć opinie, że prawdopodobieństwo wykrycia przeciwciał zwiększa się, jeśli pacjent odpowiednio przygotuje się do badania, stosując wcześniej tzw. prowokację, czyli przyjmując antybiotyk przez kilka tygodni przed badaniem. Warto też pamiętać, że również to badanie nie rozstrzygnie w stu procentach czy jesteśmy chorzy na boreliozę czy nie.

Diagnozując boreliozę, można posłużyć się także testami bezpośrednimi, czyli takimi, za pomocą których szuka się we krwi lub innych płynach ustrojowych (np. w moczu, płynie mózgowo-rdzeniowym czy w płynie z miejsca, gdzie się właśnie toczy stan zapalny) Borrelii lub ich fragmentów.

PCR (Polymerase Chain Reaction), czyli Reakcja Łańcuchowa Polimerazy, jest właśnie takim badaniem. Polega, ogólnie rzecz ujmując, na wyszukiwaniu fragmentów DNA Borrelii. 

Niewątpliwą zaletą tego badania jest, że można je wykonać, nie czekając kilka tygodni na odpowiedź układu odpornościowego (tego wymagają testy serologiczne, które poszukują we krwi przeciwciał). Ponadto, wiadome jest, że borelioza sama w sobie tłumi odpowiedź immunologiczną, więc niektórzy nawet po kilku tygodniach od zainfekowania mogą być seronegatywni (można nie znaleźć w ich krwi przeciwciał). 

PCR jest zatem szansą na właściwą diagnozę we wczesnej fazie choroby, ale także dla tych chorych, których testy serologiczne okazały się negatywne, a którzy mimo to mają objawy boreliozy. Niestety, test ten może okazać się nieskuteczny w późniejszej fazie choroby, kiedy Borrelie mogą być już nieobecne w płynach ustrojowych, bo zdążyły już skolonizować tkanki.

Jeśli chodzi o swoistość i czułość PCR, to dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” tak o tym informuje: “Badanie PCR wykrywające kręta we krwi, ma dość wysoką specyficzność. Jakkolwiek istnieje możliwość uzyskania wyniku fałszywie pozytywnego, to wykazanie materiału krętkowego jest znaczące. Badanie to nie jest, niestety, szczególne czułe, głównie ze względu na fakt, że krętki, skłonne do zagnieżdżania i chowania się w tkankach, trudno jest czasem znaleźć we krwi”. Wspomina także o tym, że badanie PCR ma ograniczenia, jeśli chodzi o ilość rozpoznawanych szczepów Borrelii.

Jeszcze dalej posuwa się dr Joseph Burrascano, jeśli chodzi o ocenę czułości PCR, ponieważ w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji (wydanie XVI, październik 2008)”, stwierdza, że czułość PCR “prawdopodobnie jest mniejsza niż 30%”, ponieważ “Borrelia wywołuje zakażenia głęboko w tkankach i tylko przejściowo można ją znaleźć w płynach ciała”. Pisze także, że “musi być pobranych wiele próbek, aby zwiększyć prawdopodobieństwo wyniku dodatniego” i dodaje, że “wynik negatywny nie wyklucza infekcji, natomiast pozytywny jest istotny”. Pozytywny PCR jest ważny dlatego, że (jak pisze dr Burrascano) jego specyficzność ocenia się na ponad 90%.

Skądinąd wiadomo, informuje o tym np. Stephen Harrod Buhner w książce “Pokonać boreliozę. Naturalne sposoby zapobiegania i leczenia boreliozy i jej koinfekcji”, że “wyniki dla 758 próbek typowych rumieni wędrujących” wykazały “współczynnik pozytywności” dla PCR na poziomie 25%. Innymi słowy za pomocą testu PCR było możliwe wskazanie tylko co czwartego chorego.

Wynika z tego, że także test PCR nie może dać stuprocentowej odpowiedzi na pytanie, czy jesteśmy chorzy na boreliozę czy nie. Z różnych względów lekarz prowadzący może jednak zalecić jego wykonanie.

Zdjęcie ilustracyjne


Do badań bezpośrednich – czyli takich, za pomocą których szuka się w tkankach, we krwi, moczu, płynie mózgowo-rdzeniowym czy w innych płynach ustrojowych Borrelii lub ich cząstek – można zaliczyć również test LUAT (Lyme Urine Antigens). Polega on na poszukiwaniu w moczu antygenów krętka boreliozy.

„Jest to kolejna metoda bezpośrednia, – pisze dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” – ponieważ nie opiera się na odpowiedzi immunologicznej organizmu, lecz szuka samego patogenu”. I dalej tłumaczy: „Antygeny to fragmenty bakterii Borrelia; po wyizolowaniu z moczu łączy się je z pochodzącymi od królików przeciwciałami specyficznie odpowiadającymi antygenom B.burgdorferi. Tak powstałe kompleksy antygen–przeciwciało pokrywa się specjalną substancją, która przybierając niebiesko­fioletowy kolor wskazuje na obecność antygenów Borrelii”.

Zaletą tego testu jest to, że mogą go zrobić osoby seronegatywne, że nie trzeba czekać, aż organizm chorego wytworzy przeciwciała. Natomiast wadą – o czym wspomina dr hab. n. med. Tomasz Wielkoszyński na swojej stronie internetowej w tekście „Antygeny krętkowe w moczu (LUAT – Lyme Urine Antigens)” – że „badanie [jest] wykonane metodą immunoenzymatyczną (ELISA)”, a co za tym idzie „ze względu na ograniczoną specyficzność dodatni wynik badania nie może być jedyną podstawą do decyzji diagnostyczno-terapeutycznych”.

Niemniej jednak istnieją pewne wskazania do wykonania tego testu. Dr hab. n. med. Tomasz Wielkoszyński we wspomnianym już materiale ujmuje je w cztery punkty:

„- ujemne wyniki badań serologicznych w kierunku boreliozy przy podejrzeniu tzw. „seronegatywnej boreliozy”,

– pacjent otrzymuje leki immunosupresyjne (np. sterydy, metotreksat, azatioprynę) z powodu RZS lub SM, a istnieje podejrzenie boreliozy i nie udaje się odstawić leków immunosupresyjnych (przez co nie daje się wykonać testów serologicznych lub ich wyniki są ujemne),

– pacjent został poddany niedawno lub jest obecnie w trakcie antybiotykoterapii „standardowej” boreliozy lub w trakcie antybiotykoterapii z innej przyczyny (podawanie antybiotyków z innej przyczyny można wówczas wykorzystać jako „prowokację antybiotykową”),

– ocena obecności antygenów krętkowych w moczu w trakcie antybiotykoterapii boreliozy – ujemny wynik jest jedną ze wskazówek (m.in. poza ustępowaniem objawów klinicznych) pozwalających na zakończenie leczenia”.

Warto pamiętać, że test LUAT wykonuje się na ogół podczas antybiotykoterapii bądź zaraz po niej. Wówczas zwiększa się szanse na wykrycie fragmentów Borrelii w moczu. Nie rozstrzygnie on jednak definitywnie czy pacjent jest chory na boreliozę czy nie. Prawidłowa diagnoza jest wyłącznie diagnozą kliniczną.

Do badań bezpośrednich (czyli szukających krętków bądź ich fragmentów, a nie badających odpowiedź układu odpornościowego na zakażenie Borrelią), które mogą okazać się pomocne w prawidłowym zdiagnozowaniu boreliozy, zalicza się też biopsję.

Być może nie jest to badanie zbyt często wykonywane (również dlatego, że jest inwazyjne – w przeciwieństwie do badań krwi), nie jest też badaniem, które wybiera się jako pierwsze, niemniej jednak dr Joseph Burrascano w “Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008) “silnie nalega” na biopsje wszystkich “niewyjaśnionych zmian skórnych/wysypek i wykonywanie z nich PCR i dokładnej histologii”, dodając, że “należy zwrócić uwagę patologowi na poszukiwanie krętków”.

Biorąc, na przykład, pod uwagę jak często rumień nie zostaje prawidłowo rozpoznany – o czym wspomina np. dr Nicola McFadzean w książce “Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących”, powołując się m.in. na badania, w których opisano kilkanaście przypadków rumienia wędrującego błędnie rozpoznanego jako zapalenia tkanki łącznej – biopsja z miejsca wystąpienia zmiany skórnej wydaje się być jak najbardziej zasadna. Zasadne wydaje się także wykonanie biopsji każdego “zlokalizowanego obszaru zakażenia”, o czym również wspomina dr McFadzean, podając ponadto inny powód wskazań do biopsji, którą warto wykonać “w celu oceny stopnia degeneracji drobnych włókien nerwowych, co prowadzi do neuropatii i jest oznaką postępu choroby”.

Na czym polega biopsja? Otóż pobiera się mały wycinek np. skóry i dokładnie pod mikroskopem obserwuje, próbując zauważyć wszelkie patologiczne zmiany czy mikroby. Wykorzystuje się tutaj wiedzę o tkankach: ich wyglądzie, budowie, funkcjach, rozwoju, innymi słowy wiedzę z dziedziny histologii, czyli nauki o mikroskopowej budowie ludzkiego ciała. Szukanie zmian chorobowych nazywa się natomiast badaniem histopatologicznym.

Czasami przy podejrzeniu boreliozy zlecane jest wykonanie punkcji (czyli nakłucia lędźwiowego) i zbadanie płynu mózgowo-rdzeniowego. Jest to badanie o wiele bardziej inwazyjne niż np. badanie krwi. Wprowadza się bowiem igłę w przestrzeń między czwartym a piątym kręgiem kręgosłupa, przebija tzw. oponę twardą i pobiera płyn.

Rzecz w tym, że – podobnie jak w przypadku pozostałych badań w boreliozie – także w przypadku punkcji trudno powiedzieć o zgodności środowiska medycznego, co do zasadności i ważności tego badania, a także co do uzyskanych w ten sposób wyników. Na przykład dr Joseph Burrascano w „Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008) napisał, że „negatywny wynik nie wyklucza boreliozy z Lyme”.

Jeśli tak jest, to być może warto robić mniej inwazyjne badania, szczególnie, że dr. Burrascano doprecyzowując swoją wypowiedź, stwierdza, że „nawet przy zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych przeciwciała są wykrywane u mniej niż 13% pacjentów z późną chorobą”, a ponadto są „rzadko obserwowane w nieoponowych infekcjach ośrodkowego układu nerwowego”.

Czy to znaczy, że badanie płynu mózgowo-rdzeniowego jest badaniem zupełnie nieprzydatnym w boreliozie, a właściwie w przypadku podejrzenia boreliozy? Czy to znaczy, że chorzy w ogóle nie powinni się na nie godzić? Według dr Burrascano punkcje mogą mieć zastosowanie „u pacjentów z dominującą manifestacją neurologiczną, u których diagnoza nie jest pewna, są seronegatywni albo mają ciągle istotne objawy po ukończeniu leczenia”. Trzeba też pamiętać, że badanie płynu mózgowo-rdzeniowego może dostarczyć różnych ważnych informacji o stanie zdrowia. Między innymi za pomocą pomiaru ciśnienia płynu mózgowo-rdzeniowego, określenia poziomu zawartego w nim białka czy białych krwinek…

Mimo to nie wydaje się jednak, żeby punkcja była właściwym pierwszym wyborem, jeśli chodzi o diagnozowanie choroby z Lyme. Nawet, jeśli objawy są w przeważającej części neurologiczne. Zanim sięgnie się po dość inwazyjne metody diagnostyczne, warto na początek rozważyć testy z krwi, pamiętając jednakże, że według Międzynarodowego Towarzystwa Boreliozy i Chorób Towarzyszących (International Lyme and Associated Diseases Society – ILADS) – najwiarygodniejszą diagnostyką boreliozy jest diagnoza kliniczna, a testy laboratoryjne powinny służyć klinicyście jedynie pomocą w postawieniu trafnej diagnozy.

Czasami, szczególnie w przypadkach późnej boreliozy, kiedy na ogół diagnostyka jest mocno utrudniona a badania bezpośrednie i pośrednie nie przynoszą spodziewanych rezultatów, można sięgnąć po badanie, które co prawda bezpośrednio nie wykrywa Borrelii, a mimo to jest przydatne w diagnozowaniu boreliozy. Mowa o sprawdzeniu poziomu limfocytów CD57, a dokładniej NK CD57.

 fot. Anna Kryśkowiak

Wiadomo, że limfocyty (ogólnie rzecz ujmując), to komórki układu odpornościowego, ale co oznacza „CD57” i dlaczego właśnie poziom tych, a nie innych limfocytów jest tak ważny w przypadku boreliozy? „Skrót CD – pisze dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” – odnosi się do systemu identyfikacji molekularnej komórek, w tym komórek odporności, takich jak komórki T i komórki NK. Markery CD (…) obecne na powierzchni komórek pozwalają je rozróżnić oraz sprawiają, że mają one różne funkcje. W momencie pisania książki znanych jest około 200 markerów CD (…). Komórki T i komórki NK posiadają na swojej powierzchni wiele różnych markerów CD”.

W badaniu krwi można zbadać ile jest komórek T, a ile NK, które wykazują dane markery. I tutaj dochodzimy do sedna, jeśli chodzi o powiązanie poziomu komórek NK CD57 z boreliozą, o czym informuje, na przykład, dr Joseph Burrascano w „Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008), pisząc, że „w chwili obecnej uważa się, że tylko Borrelia obniża to miano”. I dodaje wyjaśnienie: „Tak jak w infekcji HIV, gdzie nieprawidłowo niska liczba limfocytów T jest rutynowo używana jako wskaźnik aktywności infekcji, u chorych na boreliozę z Lyme możemy używać stopnia obniżenia miana limfocytów NK CD57, by wykazać na ile aktywna jest borelioza i czy po zakończeniu leczenia możliwe jest wystąpienie nawrotu”.

Dr Nicola McFadzean we wspomnianej już wyżej publikacji twierdzi ponadto, że zbadanie poziomu NK CD57 pomaga rozstrzygnąć czy za objawy chorego odpowiedzialna jest borelioza czy na przykład mylone z nią reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane albo zespół przewlekłego zmęczenia – ponieważ w przypadku tych ostatnich chorób miano NK CD57 nie będzie obniżone. Niestety, dodaje również, że „nic nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać, zwłaszcza, jeśli chodzi o boreliozę – chorobę z Lyme. U wielu przewlekle chorych, pomimo leczenia i ustąpienia objawów, miana NK CD57 nadal pozostają niskie”.  

Niemniej jednak jest to jedno z tych badań, które warto zrobić w przypadku podejrzenia boreliozy, szczególnie późnej. Istotne jest jednak, żeby przeprowadzić je w sprawdzonym laboratorium i zwrócić uwagę, żeby zostało wykonane na pewno na komórkach NK a nie na komórkach T, ponieważ ustalenie poziomu T CD57 w przypadku boreliozy nie niesie ze sobą żadnych pożądanych informacji.

Niedobór witaminy D jest dość powszechnym zjawiskiem u ludzi w naszej szerokości geograficznej. Tymczasem dr Nicola McFadzean w książce „Prosto o diagnozie i leczeniu boreliozy – choroby z Lyme. Poradnik dla początkujących” informuje, że „odpowiedni poziom witaminy D jest niezbędny do przekazywania informacji i aktywowania komórek T (jednego z komponentów układu odpornościowego) w momencie, gdy w organizmie zostanie wykryty intruz”. To, oczywiście, niejedyna rola, jaką witamina D pełni w organizmie, ale jedna z najważniejszych z punktu widzenia chorych na boreliozę. „Wziąwszy pod uwagę, że silny system immunologiczny – pisze dalej dr McFadzean – jest kluczowym elementem skutecznej walki z infekcją, regulacji stanów zapalnych i całego procesu zdrowienia, powinniśmy wspierać chory organizm potężnymi narzędziami, w jakie wyposażyła nas natura”. Zatem utrzymywanie prawidłowego poziomu witaminy D przez chorych na boreliozę może odegrać niebywałą rolę w procesie zdrowienia, ponieważ wsparcie układu odpornościowego jest jednym z warunków powrotu do zdrowia.

A jeśli wziąć ponadto pod uwagę, to co napisał dr Joseph Burrascano w „Uwagach diagnostycznych i zaleceniach odnośnie leczenia boreliozy – choroby z Lyme i koinfekcji” (wydanie XVI, październik 2008), że „u chorych na boreliozę z Lyme niskie poziomy witaminy D mogą powodować rozsiane bóle różnych części ciała i skurcze, które nie reagują na podawanie magnezu i wapnia”, tym bardziej zasadne staje się sprawdzenie, jaki jest jej poziom w naszym organizmie.

„Silnie nalegam na wykonanie badania poziomu tej witaminy we krwi na czczo” – apeluje dr Burrascano we wspomnianej publikacji. I dodaje, że istotne jest, „aby stężenia we krwi były w górnej połowie normy”.

Skądinąd wiadomo, że ogromna większość chorych na boreliozę wykazuje skrajnie niskie poziomy witaminy D. Niektórzy nawet twierdzą, że właśnie tak duże niedobory tej witaminy świadczą o chorobie. Dlatego warto rozważyć oznaczenie jej poziomu przed lub trakcie leczenia choroby z Lyme.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

BORELIOZA — choroba z Lyme